poniedziałek, 6 stycznia 2014

Chcialabym, ach chciala...

Od zawsze chcialam miec dzieci, zalozyc rodzine...chcialam byc mloda mama, co kiedys oznaczalo dla mnie urodzic pierwsze dziecko przed 25 rokiem zycia. Pierwsze, bo dzieci miala byc trojka...dwie dziewczynki i chlopiec - model znany z wlasnego podworka czyt. jestem najstarsza z trojki rodzenstwa. Co ciekawe schemat identyczny znalazl potwierdzenie u mojej mlodszej siostry.
Zycie jednak weryfikuje nasze plany...niestety nie zawsze wszystko jest takie jakbysmy chcieli. A moze i stety, bo gdyby wszystko mozna bylo sobie zamowic to swiat bylby nieco nudny. I tak z pierwszym dzieckiem nie zdarzylam przed ukonczeniem cwiercwiecza, trzeba bylo poczekac do trzydziestki...i w dodatku pierworodny to ON a nie ONA. W synu mym zakochalam sie od pierwszego wejrzenia i nawet nie potrafie sobie wyobrazic, ze moglby nie byc chlopcem.

Teraz Steffi ma prawie 17 miesiecy korygowanych (20 od urodzenia) i coraz czesciej w naszych rozmowach pojawia sie temat powiekszenia rodziny. Od dawna, praktycznie od zawsze wiedzielismy, ze po pierwszym potomku nie spoczniemy na laurach...Nie licze lez wylewanych w chwilach slabosci przy muszli klozetowej i lkajacym glosem wypowiadanych wtedy slow ''synu moj, ja Cie tak bardzo przepraszam jesli zostaniesz jedynakiem''!!

Chcielibysmy...jest tyle ''za'', ale niestety sa i ''przeciw''.

Od siebie, tak prosto z serca, powiem, ze ja bym tak bardzo chciala, ale najzwyczajniej w swiecie sie boje!!Boje sie powtorki z rozrywki. Sama nie wiem czego bardziej - przedwczesnego porodu czy ciazy z przebojami. Wszystkiego po trochu...wciaz w pamieci mam siebie zyjaca, przez dlugich szesc miesiecy, w symbiozie w miska lub muszla klozetowa. Szlam, a raczej wloklam sie do stolu na kolacje, a obok krzesla stala miska...bleee. Pamietam te straszne mdlosci i wymioty, jak lalo sie ze mnie o kazdej porze dnia i nocy...jaka wtedy glowa byla ciezka...jak ryczalam z bezsilnosci...jak jedzenie budzilo we mnie wstret...jak probowalam sie zmuszac, a gdy tylko chleb dotykal jezyka to natychmiast pojawial sie odruch wymiotny. Jak wtedy nienawidzilam TV...draznil mnie kazdy dzwiek. Pamietam rowniez, jak budzilam sie rano i pytalam meza, ktora godzina, tylko po to aby szybko przeliczyc sobie kiedy znow bede kladla sie spac...Pamietam jak M. szedl do pracy, a ja godzinami wpatrywalam sie w zegar...za 4 godziny wraca...za 3...o jeszcze 15 minut. A pozniej odliczalam godziny do pojscia spac...

Pamietam wizyty na ginekologicznej izbie przyjec...jak wtedy zwijam sie na krzesle z bolu zoladka. Widze siebie wycienczona na lozku, wenflon...ciagle kroplowki co by wlac we mnie troche zycia...ulga jaka wtedy czulam. Silne leki przeciwwymiotne, ktorych staralam sie nie brac bo w pierwszym trymestrze niewskazane. Nic nie pomagalo (tylko dozylne) bo wymiotowalam i kroplami na nudnosci. Nie chce tak. Wielokrotnie powtarzalam, ze wiedzac jak bedzie wygladac moja ciaza to mimo wszystko zdecydowalabym sie na nia raz jeszcze. Nie umniejsza to jednak faktu, iz sie boje. Tym razem mam w domu malego chlopca, ktory potrzebuje mamy aktywnej, a nie mamy co to nawet o siebie nie potrafilaby zadbac. Wiem, ze kazda ciaza jest inna i to mnie pociesza...choc leku do konca nie likwiduje. Pociesza rowniez fakt, iz moj przedwczesny porod nie byl spowodowany gestoza, nadcisnieniem itp...

Nawet nie wyobrazacie jak  bardzo chcialabym cieszyc sie ciaza. Za pierwszym razem chwil beztroskiej radosci bylo niewiele...czesto byly one przysloniete zlym samopoczuciem. Ciaza to nie choroba. Dokladnie tak samo myslalam dopoki nie zdiagnozowano mi niepowsciagliwych wymiotow. Jak ja wtedy odliczalam dni do zakonczenia pierwszego trymestru, bo przeciez mowili, ze to przejdzie jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki. Przeczekalam i caly drugi trymestr i nic.  Na poczatku siodmego miesiaca, w koncu wydawalo sie, ze troche odzyje...wymioty nie meczyly juz tak bardzo (tzn. nie codziennie)...chodzilam na spacery (papierowa torebka zawsze goscila w mojej torbie), po chleb do sklepu (tak, tak gdy bylam w ciazy to bylo dla mnie prawdziwe wydarzenie)...i wtedy bummm, jak grom z jasnego nieba - 13mm szyjki i klik i niecaly tydzien pozniej bylismy juz rozpakowani!! Zazdroszcze wszystkim mama co to mogly w pelni cieszyc sie z rosnacego w nich cudu dumnie prezentujac swoj brzuszek. To takie moje male wielkie marzenie i licze, ze kiedys sie spelni.

Wpis ten jest iscie teoretyczny, gdyz temat od dawna krazy mi po glowie...prosze nie doszukiwac sie drugiego dna bo go po prostu nie ma :) Tymbardziej, ze niedlugo czekaja mnie badania, ktore juz raz przeszlam w sierpniu. Tym razem podchodze do nich troche bardziej na spokojnie, ale nerwy sa i beda...taka juz moja natura!!

16 komentarzy:

  1. Ile Ty przeszłaś Kobieto... nie jestem sobie w stanie wyobrazić tego. Nie jestem też najlepszą osobą do pocieszania, obecnie ani w ogóle jeśli chodzi o ciąże. Sama miałam idealną mogłabym rzec, zero mdłości, zero problemów właściwie, poród cc umówiony, żyć nie umierać i co?? I mimo wszystko i tak się boje!! Taki ze mnie tchórz. A Ciebie podziwiam, zresztą pod wieloma względami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj, we mnie nie ma nic do podziwiania. Ty na moim miejscu tez zacisnelabys zeby i z pokora przyjela co Ci rzucil los. Tylko dopoki czegos sie samemu nie doswiadczy to wydaje sie to takie odlegle.

      Usuń
  2. To,ze pierwsza ciaza taka byla to nie oznacza,ze druga taka bedzie. Jak rozne sa dzieci tak rozne sa ciaze,ooo :) Biedna bylam z tymi wymiotami , zlym samopoczuciem... gdybys miala czuc sie tak raz jeszcze to przekichane,bo jest juz Stefek,ale haloooo ... do odwaznych swiat nalezy...ja tez sie wszystkiego nowego boje,a potem sie sama z siebie smieje,ze nie bylo z czego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszytsko da sie przezyc, tylko najbardziej w takim wypadku zal by mi bylo Stefka.

      Usuń
  3. Ehh Wielka Silna Kobieto! Nie jedna już dawno po takich przejściach podwiązałaby sobie to i owo... A TY pragniesz sprowadzić na świat kolejny mały cud. Podziwiam. Jak ja sobie przypomnę mój poród to do tej pory mnie pupsko boli... Ale u mnie to był pikuś i słaba jestem... Ciebie za to podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj Steffi byl malutki, ale zadek tez bolal :)

      Usuń
  4. Ewciu, wiesz, ja Cię podziwiam, wyobrażam sobie jak musiała wyglądać ciąża - notoryczne wymioty itp. Co do reszty - rozumiem w stu procentach, bo sama mam podobnie - bardzo bym chciała rodzeństwa dla Emilci, ale póki co, boję się - chyba każda mama wcześniaczka ma wielkie obawy. I wiesz, co ciekawe też miałam taki model rodziny w wyobraźni - dwie dziewczyny+chłopiec, mimo, że sama mam trzech braci:)) Życzę spełnienia tego, o czym myślisz:***
    Ściskam:**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co przeszlysmy to nasze i niestey albo i stety na zawsze pozostanie w naszej pamieci.
      Trzymam kciuki i za Twoja decyzje o rodzenstwie dla Emilki :)

      Usuń
  5. Każda ciąża jest inna i wierzę, że Twoja kolejna też będzie inna od pierwszej, a przede wszystkim tego życzę :) Decyzja niech sobie pomalutku kiełkuje, aż w końcu wykiełkuje zupełnie w odpowiednim czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wyobrażam sobie jak trudno Ci musialo być. Pewnie tak fatalne samopoczucie odbierało Ci chwilami radość z ciąży:(

    Wiesz, że ile różnych dzieci, tyle różnych ciąż. Wierz w to.
    Steffi na pewno by się cieszył z rodzeństwa:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestey tak bylo. Chwilami ryczalam, ze juz nie dam rady...potem bylo mi wstyd przed moim jeszcze nienarodzonym synkiem i pamietam jak pozniej ryczalam aby go przepraszac...ach te hormony :)

      Usuń
  7. Eh kochana ale ty się wycierpiałaś, czytając ten tekst trochę widziałam w nim siebie, no poza wymiotami bo mnie ominęły w sumie dwa razy po zjedzeniu parówek mnie wymęczyło. Trzymam mocno kciuki za Ciebie kochana żeby się Wam udało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszac to myslalam tez troche o Tobie - pamietam jak kiedys czytalam o Twoich ciazowych przygodach.

      Usuń
  8. ile ty przeżyłaś :(
    Życzę ci drugiej ciąży przechodzonej bezproblemowo :* żebyś eksponowała swój brzusio :)

    OdpowiedzUsuń