piątek, 31 stycznia 2014

Jak to sie stalo, ze jestem tu gdzie jestem?!

Rzecz o poczatku mojego romansowania z Italia. Skad wziela sie moja pasja zwiazana z tym oto krajem...moje slepe zauroczenie kozakowym polwyspem. Jak to sie stalo, ze jeszcze jako nastolatka zamazylam sobie kiedys tam pojechac, zwiedzic ile sie da a moze i na chwile zamieszkac.

Zaczelo sie dosc niepozornie. Nie wiem czy ktos z Was domyslilby sie co sprawilo, iz zaczelam sie interesowac sloneczna Italia. Sport!! Dokladnie tak, sport!! Teraz przyznac sie bez bicia, ile z Was odgadlo co to takiego a ile pomyslalo, ze chodzi tu o facetow?! Mialam w swoim zyciu etap, gdzie bardzo interesowalam sie sportem. Sportem w szerokim tego slowa znaczeniu, od lekkiej atletyki, przez koszykowke (pamietam zarwane noce, gdy z oczami na zapalki wstawalo sie kibicowac Jordanowi) do pilki noznej. Pilka nozna - meski sport. Ogladal dziadek, ogladal tata ze znajomymi, ogladalam i ja...i pamietam te cholerne karne na mundialu we Francji '98. Jak mi wtedy ich zal bylo...tak zaczela sie pasja wloska druzyna narodowa. A w parze z tym szlo i interesowanie sie co to za kraj Wlochy. Naturalnie z TV, ksiazek i filmow, znalam Rzym, Mediolan, Wenecje, Watykan. Miejsca te podziwialam w internecie. Zauroczyly mnie bez reszty i zapragnelam poznac je z bliska.

Ktoregos dnia (kilka miesiecy pozniej), pamietam jakby to bylo wczoraj, mama wrocila do domu i oznajmila mi i siostrze, ze za dwa tygodnie jedziemy na pielgrzymke do Wloch z okazji dwudziestolecia pontyfikatu Jana Pawla II. Radosci nie bylo konca. Nie moglam sie doczekac. Dwa tygodnie trwaly cala wiecznosc. W koncu pojechalismy...byla druga polowa pazdziernika a we Wloszech piekne slonce i to byl kolejny plus tego kraju. Pierwszym wloskim miastem, ktore zwiedzilismy byla Wenecja, ktora zrobila na mnie ogromne wrazenie. Nastepnie Florencja, Rzym i wiele innych. Byl rowniez i Asyz - gdyby mi ktos wtedy powiedzial, ze za 8 lat zamieszkam 20km od niego to bym go wysmiala jak nic.Caly wyjazd byl cudowny. Pamietam jak szwedalysmy sie (z siostra i dwiema znajomymi) po wiecznym miescie...drepatlysmy w strone stadionu ;) Niesamowitym przezyciem byly rowniez uroczystosci rocznicowe papieza polaka - tlumy w oczekiwaniu na wejscie na plac sw. Piotra - bieg aby zajac jak najlepsze miejsce (Nawet nie wiecie jak potrafia rozpychac sie i jak szybko biegaja staruszki :) I potem wyjechal ON - Jan Pawel II, stalismy w pierwszym sektorze przy barierkach. Wszyscy wyciagali rece, niewiele myslac wyciagnelam reke i ja...sila perswazji?! Ojciec Swiety w swoim papamobile przejezdzal kolo nas gdy poczulam czyjsc dotyk a chwile pozniej bol ogromny w barku - dostalam z barku od roslego ochroniarza. Dotyk, ktory wtedy poczulam to byla reka Ojca Swietego - czego potwierdzenie mam na zdjeciu, ktore akurat pstryknela moja siostra. Z tym wyjazdem wiaze sie wiele wspomnien.

I gdy siedzialysmy w autokarze, juz w drodze powrotnej obie z siostra postanowilysmy, ze jeszcze kiedys tu wrocimy.


No a jak juz sie powiedzialo ''a'' to trzeba bylo powiedziec i ''b', wiec do Wloch wrocilysmy w 2001 roku. Tym razem nie byla to pielgrzymka a wczasy...blogi wypoczynek nad morzem adriatyckim, polaczony z minimum zwiedzania. Spedzilismy tam prawie 3 wrzesniowe tygodnie.

Wciaz mi jednak bylo malo. Chcialam tam troche pomieszkac. Poznac kulture, obyczaje, zasmakowac tutejszego zycia i slonca...skubnac cos z jezyka. Au Pair - to jest to pomyslalam. Kokosow na takiej pracy sie nie zarabia, ale nie o to chodzilo. To miala byc moja piekna trzymiesieczna przygoda...nauka zycia. Pojechalam do Rzymu - a dokladniej do Nettuno, gdzie rodzina, u ktorej pracowalam miala mieszkanie nad morzem. Latwo nie bylo...nie znalam jezyka, choc cos tam kumalam. Rodzina deklarowala, ze mowi po angielsku co dalekie bylo od prawdy. Dzieciaki nieznosne, rozpieszczone, rozbrykane, dla ktorych rodzice nie mieli nigdy czasu. Udalo  mi sie wyrwac na weekend w odwiedziny do znajomego w Toskani. Odzylam nieco. Po powrocie pojechalismy z rodzina na bajeczne 3 tygodnie na Sardynie - tu mialam znacznie mniej obowiazkow i troche czasu dla siebie. Bylo cudownie, az nie chcialo sie wracac, ale wracac trzeba bylo..najpierw do Rzymu a kilka dni pozniej do Polski.
Mimo, iz lekko nie bylo to stwierdzilam, iz za rok jade ponownie. Pojechalam, nie obylo sie bez przygod...poczatki nie byly kolorowe i juz mialam z podkulonym ogonem wracac do domu, gdy okazalo sie, ze istnieja na tym swiecie ludzie gotowi pomoc blizniemu, zupelnie bezinteresownie. Przygarneli mnie, zupelnie im obca, pod swoj dach - mialam zatrzymac sie u nich na kilka dni (zaoferowali mi pomoc w znalezieniu pracy) a zostalam ponad 2 miesiace i poznalam mojego przyszlego meza. Ale to juz temat na osobna notke. Kto wie, moze kiedys i te wspomnienia znajda droge na ekran monitora?!

Zdjec ze wspomnianych przygod niestety nie mam tzn. mam je na papierze w Polsce. Trzeba chyba bedzie jakis transfer zdrobic.
Cos jednak znalazlam:

Venezia, wrzesien 2002

Florencja, 2002
A na koniec mala reklama Rzymu. Ponizsze zdjecia nie sa moje, ale naszego znjaomego. Moze kogos skusza do odwiedzin 'wiecznego miasta'. A stamtad to juz tylko 200km do nas :)





czwartek, 30 stycznia 2014

SALDI



Kto lubi wyprzedaze lapka w gore?! Ja uwielbiam. A odkad mieszkam tu gdzie mieszkam poznalam co to sa prawdziwe wyprzedaze, bo jak przeceny to konkretne, a nie jak to sie czasem zdarza o 5 zl. Tegoroczne wyprzedaze zimowe rozpoczely sie 4stycznia i potrwaja do 4 marca - 2 miesiace buszowania, przegladania, kupowania. NIe jest to jednak kupowanie kompulsywne. Wrecz odwrotnie przemyslane i wybiegajace w przyszlosc a dotyczy szcegolnie pierworodnego, ktory z lumpkow bardzo szybko wyrasta. Choc nie ukrywam, ze i mamusce zawsze cos skapnie :) Nasze wyprzedazowe zdobycze:



Orginal Marines - zakupy za 0,50 euro*
 * Mielismy do wykorzystania jeszcze prawie 40 euro z bonu, ktory Steff dostal na chrzciny. Jego wykorzystanie, praktycznie od samego poczatku nastawione bylo aby kupowac jak najwiecej na wyprzedazach, gdyz Orginal Marines nie nalezy do najtanszych. I tak w ciagu 18 miesiecy za 250 euro zrobilam zakupy za prawie 600 :)

Okaidi 

Okaidi . jedyne portki, ktore pierworodnemu z zadka nie spadaja :)

Prezenty dla siostrzenic i siostrzenca.

Geox - polbuty dla Stefka.

Za zadna z powyzszych rzeczy nie zaplacilam pelenj ceny. Przecena co najmniej 50%. I w ten sposob Steffi na wiosne i jesien jest juz prawie ustawiony. 
Prawda jest, ze wyprzedaze kusza i niekiedy wydaje sie wtedy wiecej pieniedzy, bo cena okazyjna, wiec dlaczego niby nie kupic?! Czasami napchaloby sie do koszyka mnostwa niepotrzebnych rzeczy, tylko dlatego, ze maja zawieszke 70% off. Staram sie nie popadac w goraczke wyprzedazowa a kupowac wedle potrzeb. Syn na golasa przeciez chodzic nie bedzie, wiec wyprzedaze to czas idealny na uzupelnienie garderoby. Kocham wyprzedaze, maz ich nienawidzi...cieakawe dlaczego :D 

wtorek, 28 stycznia 2014

Wakacje 2014


Powinnam teraz wkuwac testy na prawko, ale szczerze? Najzwyczajniej w zyciu nie chce mi sie. Dziennie mam mniej wiecej godzinke czasu dla samej siebie, kiedy to pierworodny laskawie zechce sie zdrzemnac. I tracic ta godzinke na analizowanie budowy silnika?! Zal, no same powiedzcie czy nie?! Poza tym buszowanie po internecie i przegladanie ofert wyjazdow wakacyjnych jest znacznie przyjemniejsze. O tak, to jest cos co lubie. W sekrecie zdradze Wam, ze moim mlodzienczym marzeniem bylo pracowanie w biurze podrozy. Organizowanie wakcji to jest cos co lubie. Gdyby tylko tak miec nielimitowane fundusze to by dopiero  bylo super. Rozmarzylam sie, chce juz wakacje...duzo slonca, morze, plaza. Ahhh...

Tegoroczne lato zapowiada sie u nas dosc intensywnie...dotychczasowe plany trzeba troche zweryfikowac, bo wyszly na swiatlo dzienne nowe okolicznosci. Okolicznosci jak najbardziej mile, bo czeka nas wesele kumpla meza. Wesele nie byle jakie bo trza bedzie obrac kierunek poludnie - Puglia. Poczatek wrzesnia na poludniu kraju to wciaz piekna pogoda, wiec moznaby wykroic jakies wczasy. Z drugiej jednak strony, jak sobie teraz pomysle, ze mialabym czekac na urlop jeszcze tyle miesiecy to wlacza mi sie czerwone swiatlo. Tym bardziej, ze juz sie nastawilam na czerwcowy wypad do Toskanii. Gdyby tak dalo sie pogodzic i jedno i drugie to byloby super. A gdyb tak jeszcze gdzies po srodku wcisnac wypad do Polski to w wogole byloby cudownie. No, ale finansowo czegosc takiego nie podzwigniemy, wiec albo zaczne grac w totka albo...no wlasnie albo co?!
Moze drzemie we mnie jakis ukryty talent, ktory wkrotce odkryje i pomoze podbudowac nam rodzinny budzet :D

Ehhh...Inny pomysl to taki by poleciec do Polski i tam robic sobie wypady nad morze. W koncu rodzice mieszkaja na pomorzu, 40km od Baltyku. Pewnie bysmy tak zrobili, gdyby nie fakt, iz polskie lato jest takie niepewne.


Molfetta - stad pochodzi panna mloda. Foto - wikipedia.

Foto - visititaly.com

Puglia, rejon Gargano. Foto - enjoygargano.com

poniedziałek, 27 stycznia 2014

TYDZIEN 35 i 36

TYDZIEN 35

23.06.2012 Sobota

1575gr - okazuje sie, ze okulistow cos zaniepokoilo i na wtorek przwidziana jest kolejna wizyta, tym razem bardziej doglebna.


24.06.2012 Niedziela

1580gr - pierwszy raz widzimy naszego synka bez sondy. Stefano oba popoludniowe posilki (25ml) wypija z butelki, co jednak bardzo go zmeczylo, a co za tym idzie drugiego posilku prawie nie strawil. Za poleceniem lekarza ma naprzemiennie zywic sie przez sonde i z butelki.


25.06.2012 Poniedzialek

1620gr - wizyta okulistyczna zostala przesunieta na dzisiaj. W jej rezultacue zastajemy Stefano w dosc nieciekawej kondycji...jest na srodkach uspokajajacych i caly zolty (w zwiazku z lekiem, ktory mu podano). Po jakims czasie zaczyna otwierac oczka i nabierac koloru. Niestety badanie wykazalo zalezek retynopatii, w zwiazku z czym okulisci decyduja sie wykonac zabieg - piatek o godzinie 16. Biedactwo nasze, taki malenki a tyle musi przejsc - na czas zabiegu bedzie zaintubowany i w znieczuleniu ogolnym.


26.06.2012 Wtorek

1650gr - Stefano w duzo lepszej kondycji niz wczoraj.  Dzis z powodu zabiegu, oddzial jest otwarty dla rodzicow tylko przez godzinke...Max podaje Stefkowi butelke, idzie mu lepiej niz w zeszlym tygodniu, ale i tak nie opanowal jeszcze oddychania i jedzenia jednoczesnie...z przystankami zjada swoje 25ml.


27.06.2012 Sroda

1690gr - ostatnie spotkanie z fizjoterapeutka. Badanie sluchu - przy sciaganiu elektrod z glowki Stefano bardzo placze i wbija swoje malutkie paluszki w moje ramie.




28.06.2012 Czwartek

1720gr






29.06.2012 Piatek

1750gr - laser...Dzien ciezkiej proby przed Stefano i przed nami. Chcialabym zasnac i obudzic sie jak juz bedzie po wszystkim. Choc bardzo sie staram, nie wytrzymuje psychicznie i w momencie gdy prosza nas o opuszczenie sali aby zaintubowac (i znieczulic) Stefano, lzy same naplywaja do oczu i nie chca sie zatrzymac. Najdluzsze 3 godziny w moim zyciu. Podczas zabiegu okazalo sie, ze siatkowka wymaga mniejszej ingerencji niz sie spodziewano...wszystko ok. Dziekuje Panie Boze!! Ok. 20:30 mozemy w koncu zobaczyc synka - zostal wybudzony ze znieczulenia ogolnego, ale wciaz spi. Chyba jeszcze nigdy tak sie nie balam jak dzis.


TYDZIEN 36


30.06.2012 Sobota

1780gr - rankiem Stefano budzi sie i po wyjeciu rurki wraca na sale. Oczka ma wciaz przesloniete i dostaje paracetamol na bol. Ponownie jest podwojnie kontrolowany, na szczescie nie bylo potrzeby podania tlenu. Przez tydzien bedzie mial zakaraplane oczy. Wczorajszy dzien niestety wplynal negatywnie na laktacje.


01.07.2012 Niedziela

1760gr - na samym naszym wstepie Stefano cwiczy mocno pluca :P Z pomoca pielegniarza udaje nam sie uspokoic naszego nerwuska, po czym smacznie zasypia. Stefek przeszedl juz na tryb siedmioposilkowy - po 38ml.


02.07.2012 Poniedzialek

1700gr - lekarze uspokajaja nas, ze spadek wagi najprawdopodobniej spowodowany jest stresem pooperacyjnym


03.07.2012 Wtorek

1785gr - to chyba nasz rekord jesli chodzi o wzrost wagi w ciagu doby. Dzien pod znakiem badan - EKG i USG mozgu.Wszystko OK. W mozgu wciaz sa strefy biale, ktore nie wiadomo co kryja. Wkrotce okazuje sie, ze sa to badnia przedwypisowe - Stefano moglby wyjsc do domu nawet jutro. Jednak wspolnie z dr G. ustalamy, iz zostanie wypisany w piatek po wizycie okulistycznej...oby wszystko poszlo po naszej mysli. Mleko 7x40ml.


04.07.2012 Sroda

1810gr - ostatnie przygotowania i zakupy. Stefano mniej wiecej utrzymuje rytm karmienia, na ktore sam sie budzi.


05.07.2012 Czwartek

1840gr


06.07.2012 Piatek

1855gr - to mial byc wielki dzien...niestety ok. 13 telefon ze szpitala, ze niestety, ale Stefano nie zostanie dzis wypisany - rano zrobil troche rzadka kupe, do tego rozleniwil sie z jedzeniem i nieco spadala saturacja...w odpowiedzi natychmiastowe kompleksowe badania krwi, ktore na szczescie nie wykazaly nieprawidlowosci. Jedynie bilirubina posrednia wzrosla, co moze powodowac ta jego ospalosc. Dla pewnosci postanowiono zatrzymac go jeszcze kilka dni na obserwacji. Podejrzenie, iz wzrost bilirubiny spowodowany jest mlekiem matki w zwiazku z przekazem hormonow - na probe bedzie dostawal mleko sztuczne przez 24 -36 godzin.
Wizyta okulistyczna - na razie widac jedynie slady pooperacyjne.

Tesciowa

Relacje na lini tesciowa - synowa urosly juz do rangi prawdziwego mitu. Ilez to ja sie kiedys nienaczytalam o wloskich mamuskach doroslych synow. Tymbardziej tych wchodzacych w zwiazek z ''obcymi dziewuchami ze wschodu''. Namietnie przegladalam fora internetowe, na ktorych dziewczyny opisywaly swoje relacje z rodzicielkami mezow i ze zdumieniem, ale i z przerazeniem przecieralam oczy. Wlosi to przeciez maminsynki, taka przynajmniej fama poszla w swiat.


Moj maz, na cale szczescie, nie wpisuje sie w ten stereotyp. Choc tesciowa ma zapedy na typowo wloska mame, to M. bardzo skutecznie potrafi ja zablokowac. Nie mam zlego kontaktu z tesciowa, wrecz przeciwnie. Mysle jednak, ze nasze relacje moglyby byc daleke od idealu gdybysmy musialy razem zamieszkac. Tesciowa moja to bowiem osoba specyficzna, ma zachowania, ktore mnie irytuja, innych wrecz nie znosze. Przyznac jednak musze, iz odkad weszlam do zycia mojego meza to Ona niejako troche sie z niego usunela.

Kiedys bylo tak.
M. wyjechal na kilka miesiecy do Hiszpani. Po powrocie, jak tylko udal sie do pracy - mama jego zakradla sie do mieszkania (ma klucze) i wyniosla wszystkie ciuchy do ponownego prania i prasowania, bo ponoc smierdzialy. Byla awantrura i grozby, ze jeszcze jedna taka akcja i klucze jej zabiera.
Na recydywe nie trzeba bylo dlugo czekac. M. pojechal na  weekend na wesele kolegii. Wraca a kosz na brudna bielizne pusty i posciel zmieniona. Awantura byla jeszcze wieksza niz poprzednio i klucze 'zbrodniarce' odebrano!!

Tesciowa moja to rowniez mistrzyni od komplikowania. Jesli chcecie zagmatwac sobie prosta sytuacje dajcie znac a podam Wam do niej numer. Ma wizyte lekarska, pyta czy M. moze ja zawiezc? M. bierze dzien wolny z pracy, po czym dowiaduje sie, iz rodzicielka o ta sama przysluge poprosila takze drugiego syna i swojego brata. Wszystko to w dobrej wierze, aby nie przeszkadzac ;)

Tesciowa agentka. Przygotowuje sie do wylotu do Polski na nasz slub. Jako, ze ma jedynie bagaz podreczny instruujemy ja czego brac nie moze - zero plynow, nozyczek, pilniczkow. Podsumowanie wykladu przez tesciowa: ''No dobra, skoro pilniczka w walizce przewiezc nie moge...to wloze go do...stanika''!! Juz z M. widzielismy naglowki z pierwszych stron wloskich gazet :D


Tesciowa robi zakupy. To chyba cos czego moj maz boi sie najbardziej. Generalnie to tesciowa nie podejmuje sama decyzji...z wszystkim dzwoni do nas. Od miesiecy stresowala nas, ze chce zmienic kuchenke, bo ta ktora ma posiada piekarnik gazowy, a ona nie umie z niego korzystac...nie wie co i jak, niewygodny i wogole beee. Przegladamy gazetki promocyjne - pokazujemy to i owo...historia ta trwa kilka miesiecy, bo w sumie to ''nie spieszy mi sie'' i tu nagle ''bomba'' - tesciowa kupila kuchenke sama!! Dzien pozniej M. poszedl na inspekcje. Po powrocie do domu nie wiedzial czy smiac sie czy plakac. Dobrze myslicie - tesciowa kupila nowa kuchenke z piekarnikiem gazowym :D

Tesciowa i komunikacja miejska sie nie lubia. Tesciowa sama do autobusu nie wsiadzie. Dlaczego? Ponoc boi sie, ze sie zgubi...pomyli autobus, nie bedzie wiedziala gdzie wysiasc, moze boi sie nacisnac dzwonek (W Perugii wszystkie przystanki sa na zadanie) czy bilet skasowac??? Skad to wynika - moze stad, iz cale zycie byla ona zalezna od kogos tzn. od swojego meza i cale jej zycie to byl ich sklep po drugiej stronie ulicy.

''Tesciowa, rece ktore prasuja.'' - Tesciowa ma dwa fisie. Pierwszy to wlosy. Drugi prasowanie. Odziez przez nia wyprasowana wygladaja jak nowa. Koszule i posciel sa tak idealnie gladkie, ze wygladaja jakby dopiero co je wyciagnieto z pudelka. Pokusilabym sie o stwierdzenie, ze wygladaja nawet lepiej niz nowki. Problem w tym, ze tesciowe wyparsuje i te, ktorych z zalozenia producenta sie nie prasuje. Smiejemy sie z M., ze Ona do prasowanie niekiedy nie potrzebuje nawet zelazka - potrafi tak rekoma wygladzic i zlozyc recznik, iz na usta cisnie ci sie: ''nie nie ten to nie moj''.

Tesciowa - pomocna dlon!! Mieszkam daleko od rodzinnego domu, wiec w ciazy nie moglam liczyc na pomoc wlasnej mamy ani nikogo innego z rodziny. Wiele razy wspominalam, iz mialam dosc paskudna ciaze i czesto nie bylam w stanie zwlec sie lozka do toalety, nie mowiac juz o praniu, sprzataniu a tymbardziej gotowaniu obiadu. Mama mojego meza bardzo mi/nam w tym okresie pomogla. Prawie codziennie chodzilam do tesciow na obiad, a gdy nie bylam w stanie to obiad ''przychodzil'' do mnie. Za to i jeszcze kilka innych rzeczy bede jej zawsze dozgonnie wdzieczna. Niestety minusem tej sytuacji jest to, iz maxowa mama to typ osoby, ktorej dasz palec a chcialaby cala reke.


Jedna sytuacja wywolala u mnie niemale zgorszenie. Bylam w ciazy ze Stefkiem, bratannica meza pyta babcie czy teraz jak urodzi sie drugie wnuczatko to bedzie ja nadal kochac czy tylko to nowe? Myslalam, ze kazdy odpowiedzialby, ze jasne, ze bede kochac Was oboje na rowni. Nie moja tesciowa!! W obawie, ze wnuczka (lat 8) bedzie zazdrosna odpowiedziala, ze bedzie ja zawsze kochac bardziej, bo ona przeciez byla pierwsza i poza tym jest dziewczynka, a ten drugi to chlopiec.  A skad to wiem? Bo tesciowa sama nam niedawno o tym powiedziala, a powiedziala, bo nie widziala w tym nic zlego. Nie tylko ja, ale rowniez Massi byl tym nieco zgorszony i staral sie ja uswiadomic, ze tak mowic nie powinna. Wiemy doskonale, ze ona kocha oba wnuki tak samo, uwielbia Stefka - cieszy sie jak ja odwiedzamy, martwi sie o niego gdy jest chory itp... Powyzsza wypowiedz wynikala jedynie z troski o zazdrosc. Agnese (bratannica meza, a stefkowa kuzynka) to madra dziewczynka i doskonale rozumie co i jak funkcjonuje na tym swiecie.

O tesciowej moglabym pisac jeszcze dlugo, ale mysle, ze tyle wystarczy by z grubsza Wam Ja przedstawic :)

niedziela, 26 stycznia 2014

Skok do 2013

Skok wstecz do roku 2013. Krotki jednak bo zaledwie o miesiac. Przedstawiam Wam jak to staralismy sie wczuc w klimat i poczuc magie Swiat. Pojechalismy do ogrmonego sklepu ogrodniczego :) A tam bylo o tak:


Swiety nieco przerazajacy!!







Fotki nie sa najlepszej jakosci, gdyz robione z komorki. Nie oddaja niestety uroku powyzszego miejsca, a szkoda bo bylo naparawde fajnie. Bardzo ciekawie zorganizowane. Byla muzyka, a wszystkie figury zwierzat sie ruszaly. Wszystko to wplecione w urocze stanowiska swietecznego hand made.

sobota, 25 stycznia 2014

TYDZIEN 33 i 34

TYDZIEN 33

09.06.2012 Sobota

1285gr - gdy przychodzimy Stefano z zakroplonymi oczkami czeka na okuliste; Jak tylko przychodzi okulistka zostajemy poproszeni o opuszczenie sali - nerwowe oczekiwanie na korytarzu. Wizyta nie trwa dlugo i przynosi dobre wiesci - od ostatniej wizyty rozwoj siatkowki posunal sie do przodu...nastepna wizyta za tydzien. Poziom tlenu w inkubatorze podniesiony do 25% - Stefek bez CPAP caly dzien.


10.06.2012 Niedziela

1290gr - wyraznie zdenerwowany, kreci sie, przeciaga...caly ranek lezal bez CPAP’u, pielegniarka mowi, ze to po zalozeniu maseczki stal sie nerwowy, proba uspokojenia przez okrycie dodatkowym przescieradelkiem poczatkowo daje rezultat, ale po  ok. 30min Stefek znow w akcji - oczywiscie odkopal przescieradlo. Glaskany przez nas nieco sie uspokaja.
Moj gorszy dzien - chyba emocje ostatnich 3 tygodni daja o sobie znac i wraca temat psychologa.


11.06.2012 Poniedzialek

1340gr - nasz maly nerwusek sonde do karmienia (10X22ml) ma coraz bardziej oklejona plastrami, bo probuje ja sobie zrywac. Podobnie jest z pulsoksymetrem i kontrola temperatury. Pani dr Lupi tlumaczy dlaczego tak bardzo wazna jest ‘marsupio’ - Stefano potrzebuje czuc mame (bicie serca, zapach, cieplo itp.). Mamy brac go na rece jak najczesciej...zalezy im na wspolpracy z rodzicami, dlatego wlasnie prowadza oddzial otwarty co ulatwia kontakt dzieci - rodzice.


12.06.2012 Wtorek

1335gr - cala doba bez CPAP’u. Niestety nie udalo sie wzial Stefka na rece. Byly takie chwile (zwlaszcza te na poczatku), ze ciezko bylo wchodzic na odzial...dzis ciezko bylo wyjsc, zapukac w szybke inkubatora i powiedziec ‘czesc kochanie, do jutra’, oderwac wzrok i wyjsc...Po zjechaniu winda 2 pieter juz mialam lzy w oczach...nie chcialam go zostawiac, mialam chec po prostu odwrocic sie i biec na 2 pietro...Dzis jednak na oddziale bardzo pracowicie, wiec nie wiadomo czy po 5 minutach nie poprosza nas o opuszczenie sali.


13.06.2012 Sroda

1355gr - to juz ponad dwie doby bez CPAP. Dzis Stefano konczy 4 tygodnie. W koncu udalo sie ‘kangurowac’ nasze malenstwo - wtulony we mnie (ok. 1,5 godziny) spokojnie oddycha, podnosi wzrok w moim kierunku...co jakis czas te drobne paluszki probuja mnie drapac...
Stefano dostal pierwsza butelke - wypil ok. 10ml (polowe jednego posilku).


14.06.2012 Czwartek

1375gr


15.06.2012 Piatek

1380gr - dzis niestety, z powodu niewielkiego bolu gardla,  moge tylko obserwowac nasze malenstwo zza szyby. Wizyta okulistyczna przynosi pozytywne wiesci - przez ostatni tydzien rozwoj siatkowki poszedl do przodu...jednak dopiero w sierpniu bedzie mozna wykluczyc ‘retinopatie’

TYDZIEN 34

6.06.2012 Sobota

1390gr - ‘marsupio’ ok. 2h. Stefano konczy miesiac!! W domu proba ustawienia mebli - lozeczko i przewijak z 10 razy zmienily ustawienie.


17.06.2012 Niedziela

1420gr - Stefek dosc nerwowy, poplakuje...podaje mu smoczek i glaszcze po glowce co go uspokaja...po okolo godzinie naprzemiennego glaskania przez mame i tate nasze malenstwo zasypia.
W domu ciag dalszy przygotowan - Stefanowy kacik przybiera barwe zolta.


18.06.2012 Poniedzialek

1445gr - kolejne przytulanie...przez godzinke z mama, a nastepnie ok. pol godzinki z tata.  Max probuje podac Stefkowi butelke, ale widac, ze jest zmeczony i praktycznie nic nie wypija (zaledwie kilka kropel).  Po raz pierwszy, z pomoca pielegniarki,  przewijam Stefano.


19.06.2012 Wtorek

1490gr - dzis monopol na synka ma tata, niby tylko na chwile i zrobilo sie 1,5h - teraz wiem co czuje Max jak ja trzymam Stefano, a on moze na nas jedynie patrzec. Dzisiejsza proba butelkowa bardziej udana od wczorajszej - 44ml w butelce...miejmy nadzieje, ze chociaz polowa trafila do zoladka. Za kilka dni prawdopodobnie sprobuja go przeniesc do lozeczka - z reguly ok. 1500gr dzieciaczki zaczynaja sie termoregulowac...tak wiec, mozemy zaczac przynosic ubranka.

19 czerwca 2012 - 1490gr

20.06.2012 Sroda

1475gr - tak jak przewidywalam waga nieco spadla. Dzis moje pierwsze karmienie - trzesaca sie reka trzymam butelke...Stefek probuje pic...chwilami mocno trzyma smoka...czesto robi pauze - widac, ze bardzo sie meczy, ale swoj przydzial wypija. Ubranka juz czekaja w worku dumnie wiszacym przy inkubatorze...Synek wierci sie i wierci az nie znajdzie swojej pozycji, podnosi wzrok i co rusz spoglada to na mame to na tate....z reguly odwraca wzrok w kierunku  skad dobiega glos.

21.06.2012 Czwartek

1510gr i pozegnanie ze ‘szklanym domkiem’...niezla niespodzienke nam dzis Stefek sprawil. Przychodzimy i zastajemy inkubator pusty a nasz maluszek w lozeczku obok, mocno okryty tak, ze  tylko czapka wystaje.



22.06.2012 Piatek

1550gr - wizyta okulistyczna, ale niestety  nie udaje nam sie porozmawiac z lekarzem

czwartek, 23 stycznia 2014

TYDZIEN 31 i 32

TYDZIEN 31

27 maja 2012

Stefek spi podczas naszych odzwiedzin, waga niestety spadla – 980 gr, choc podobno to normalne


28 maja 2012

Waga wrocila powyzej kilograma – 1046gr. W koncu odwazam sie wziac nasze malenstwo na rece – przytulanie metoda kangurowa. Wielke emocje – 40 minut mija w mgnieniu oka.


29 maja 2012

waga 1072 gr– moze zaczal po wolutku przybierac. Stefek tak dlugo majstruje przy maseczce, az w koncu udaje mu sie ja przekrecic.Pielegniarze mowia, ze to bardzo zywe malenstwo.


30 maja 2012

waga 1110 gr – rosnij syneczku. Drugie spotkanie z fizjoterapeutka – Stefka obserwowala tez neuropsychiatra, z neurologicznego punktu widzenia wszystko wyglada dobrze, ma zachowania odpowiednie na swoj wiek. Po poludniu nasz synek zostaje przeniesiony na inna sale – tzw. terapia subintensywna czyli jednym slowem pierwszy awans.


31 maja 2012

waga sie utrzymuje -1110gr...Stefek cwiczy oddychanie bez maseczki, widac, ze sie meczy, ale jest dzielny – wytrzymuje ok. 40 minut. Jest taki slodki – jego minki sa niesamowite, zwlaszcza usmiechy z otwarta buzia. Zwiekszono dawke mleka – 10 razy dziennie po 11ml, istne szalenstwo :)


01.06.2012

Pierwszy Dzien Dziecka Stefka. Waga – 1135gr. Biedaczkowi zrobila sie ranka kolo noska od maseczki – dzis bez niej ciezko mu oddychac...moze dlatego, ze jest zmeczony i zasypia. Po zalozeniu maseczki widac, ze nosek go boli bo jest bardzo pobudzony...Maxowi udaje sie go uspokoic.

TYDZIEN 32

02.06.2012

1150gr – jest...po raz pierwszy Stefano (o 6gr) przekracza mase urodzeniowa. Drugie przytulanie z mama (tata fotografuje)...tym razem Stefek jest poza inkubatorem ok. godzine i bez CPAP’u (co naturalnie wzbudza moj lek i maniakalnie obesrwuje monitory)...saturacja utrzymuje sie przez wiekszosc czasu na poziomie 98%...dwa razy trzeba mu bylo podsunac pod nosek rurke z tlenem. Nasz dzielny chlopiec!!




03.06.2012

1170gr - 4,5 godziny bez maseczki. Pierwsze odwiedziny - przez szybe obserwuja Stefka, Luciana z rodzina


04.06.2012

1230gr - cale popoludnie bez maseczki. Rozmawiamy z lekarzem - naszemu malenstwu zbadano dno oka, siatkowka jest mniej rozwinieta niz wskazywalby jego wiek, ale caly czas jest w fazie rozwoju i naturalnie bedzie obserwowana. Dowiadujemy sie, ze Stefano zostal przydzielony lekarz prowadzacy - dr Camerini, proponuja nam aby umowic sie z nim na wizyte, na ktorej zreferuje nam przebieg leczenia naszego synka i odpowie na kazde pytanie.
  Gadam do Stefka, ze niedlugo Polska wygra mistrzostwa Europy i pytam komu bedzie kibicowal...a za kilka lat to beda sie o niego bily reprezentacje Polski i Wloch, bo na pewno jak juz bedzie slawny to w Polsce zorientuja sie, ze jest pochodzenia polskiego i beda chcieli zeby wystepowal w reprezentacji Polski, a ty nie bedziesz jak Podolski czy Klose, ktorzy woleli bardziej prestizowe reprezentacje....mina jaka wtedy strzelil bezcenna. Normalnie jakby rozumial i smial sie w duchu z moich glupot. :)


05.06.2012

1230gr - wentflon w stopie i transfuzja z powodu anemii - moja panika i mimo, ze probuje sie powstrzymac  lzy naplywaja do oczu...pielegniarze tlumacza, ze to norma. Norma dla nich, nie dla mnie - widzac moje przerazenie od razu proponuja nam zeby porozmawiac z lekarzem, co nas na pewno uspokoi...ostatecznie rezygnujemy,  bo na wieczor jestesmy umowieni z lekarzem prowadzacym. Rozmowa zaczyna sie od slow, ze mama nie zrobila nic zlego i nie powinna miec wyrzutow sumienia - jakby czytal w moich myslach, bo w glebi duszy czasami zadawalam sama sobie pytanie czy i gdzie popelnilam blad!!  Transfuzja to norma, malo prawdopodobne aby wczesniakowi udalo sie opuscil szpital bez transuzji - wczesniakom szybciej  niz innym degraduja sie krwinki czerwone. Co ich martwi najbardziej to oczy - siatkowka, jesli przestanie sie rozwijac to istanieje ryzyko odklejenia sie i trzebaby  interweniowac laserem...w piatek Stefano bedzie mial wizyte okulistyczna i po niej powinno byc wiadomo cos wiecej.
Od poniedzialku odlaczono ‘parenterale’ i Stefek zywi sie juz tylko mlekiem matki.  Naturalnie obserwowane byly tez jelita, ktorym  na tym etapie nawet nie snilo sie trawienie, a tymczasem musza to robic.


06.06.2012

1240gr - z transfuzja nie bylo problemu. Stefek ma naswietlenia - podniosla sie nieco biluribina. Pielegniarka chwali nasze malestwo - od rana oddycha bez CPAP.


07.06.2012

1255gr - naswietlenia rowniez i dzis. Praktycznie caly dzien bez CPAP - maseczke zakladaja mu dopiero przed 19. Potem przytulanie z mama i pierwszy raz na rece bierze go i tata. Po czym Massimo, z pomoca pielegniarki, przewija Stefano. Tak bardzo Cie kocham malenstwo.


08.06.2012 Piatek

1275gr - niestety zaplanowana wizyta okulistyczna  nie odbyla sie, moze jutro?!

TYDZIEN 28 - 30

TYDZIEN 28




TYDZIEN 29

15 maja 2012 - klik

16 maja 2012 - POROD


17 maja 2012

Rano wstaje do toalety i nogi sie pode mna uginaja...omdlenie.
Max po nocce wraca do domu, a przy mnie zostaje Luciana. Po obiedzie zaczynaja sie wizyty. Po poludniu, w koncu ide (wraz z mezem) zobaczyc mojego syneczka...jest taki malenki, ale cudowny. Lekarze mowia, ze stan jest stabilny. Odwiedza mnie rowniez pani z laktarium i przynosi sprzet, aby probowac sciagac mleko – jestem pozytywnie zaskoczona.


18 maja 2012

Dzien spokojny. Ze wzgledow organizacyjnych wizyty na intensywej terapii zostaly zawieszone, wiec nie dane nam zobaczyc nasza kruszynke. Od Marii wiemy, ze stan Stefano jest stabilny.

TYDZIEN 30

19 maja 2012

Moge wrocic do domu – ciezko bylo, lzy i szlochanie...bo jak to tak ja w domu, a moj synek w szpitalu. Po poludniu odwiedziny u Stefka i w koncu udaje nam sie porozmawiac z lekarzem – stan jest stabilny, spadl na wadze wiecej niz sie spodziewano, ale bez alarmu, rozpoczeto terapie farmokologiczna majaca na celu zamkniecie kanalu tetniczego....no i ODDYCHA SAM !! Dzielny chlopak :) Pierwszy kontakt z synkiem – niesmialo, delikatnie glaszcze go po nozce.


20 maja 2012

Jest spokojnie – waga 1050gr


21 maja 2012

waga znow spadla, choc mozna powiedziec, ze jest stabilna i duzo zalezy od tego jak sie wyproznia


22 maja 2012

waga caly czas w granicach 1020 gr; ja niestety jestem przeziebiona i nie moge naszej kruszynki dotykac


23 maja 2012

spotkanie z fizjoterapeutka – rady i spostrzezenia


24 maja 2012

waga stabilna...rozmawiamy z lekarka – Stefano to super chlopiec, swoja przygode zaczac pozytywnie, oddycha sam powietrzem jakim my wszyscy – maseczka pomaga mu sie mniej meczyc i trzymac otwarte drogi oddechowe, wszystkie USG zrobione do tej pory nie wykazaly nieprawidlowosci, tetnica sie zamknela i zawieszono terapie, choc beda ja kontrolowac


25 – 26 maja 2012

Wszystko w normie, skonczylam terapie antybiotykowa i moge zaczac przynosic mleko do laktarium.

Nowa zakladka

 Jak mowi sam tytul posta mam potrzebe wewnetrznego wyciszenia sie i skupienia...przez ostatni tydzien duzo sie w naszym zyciu wydarzylo, Krotko mowiac, w srode 16 maja 2012 niespodziewanie, bo prawie 3 miesiace przed terminem, przyszedl na swiat malenki Stefano (1144 gr) Przebywa na oddziale intensywnej terapii noworodkowej i bardzo sie o niego boje. Ciezko mi , moj synus jest teraz najwazniejszy, zrobilabym dla niego wszystko...jedyme co moge to byc silna, modlic sie i obecnie walcze o mleko. Nie myslalam, ze mozna kogos tak kochac.

Wszystkim, ktorzy wierza i chca nas wspomoc w modlitwie dziekujemy :)

p.s. moze zarejestruje sie na blogu dla mam, ale jeszcze chyba nie mam na to sily

pozdrawiam wszystkich

Ewa

23/01/2014

Notka o niczym. Pelen spontan :)

Dzis rano podciagajac zaluzje przywitalo mnie piekne slonce. Nie sposob nie skusic sie na spacer. Pomysli ktos - do dziela, podniesc 4 litery i wymarsz. A ja czekam...czekam az mojemu dziecku uda sie zalozyc buty albo skapitulowac i zdecydowac, ze da sobie pomoc bo jednak mamie czynnosc powyzsza idzie znacznie lepiej.

Dobra interweniuje bardziej zdecydowanie, gdyz mam niecny plan uspienia malego uparciucha a na swiezym powietrzu zwykle idzie duzo szybciej!!

środa, 22 stycznia 2014

WYMUSZACZ

Bedzie nie o wymuszaniu presji na rodzicach, choc i ten temat nie jest nam niestety obcy. Syn opanowal i to do perfekcji. Rzecz o innym wymuszaniu - fizjologicznych potrzeb.

Zaczelo sie tydzien, moze dwa temu, gdy maz jak zwykle zabral sie za przewijanie pierworodnego. Otwiera zabrudzonego pampersa a tu niespodzianka leci jak z hydrantu. Tata patrzy zdezorientowany, z lekka przerazony, nie wie za co chwycic. A syn? A syn ubawiony, bo tacie psikusa splatal. I wiecie co? Tak mu sie to spodobalo, ze odtad akcja taka ma miesjce codziennie. Baaa, nawet kilka razy dziennie. Jak tylko rodziciel zabiera sie za pampersowanie u Stefka pojawiaja sie chochliki w oczach...walnie ten swoj podstepny usmiech i...sie spina....i sie spina. Tata krzyczy ''ani mi sie waz'', ale synalek terrorysta za nic ma jego grozby. Nie spocznie zanim choc kilka kropel z siusiaka nie wyplynie...Chwila nieuwagi i body mokre a tatus sie denerwuje. Za to Steffi przeszczesliwy. I taki scenariusz powtarza sie 9 na 10 przypadkow, ale tylko wtedy gdy tata przebiera syna :D Mama poki co sucha :)

niedziela, 19 stycznia 2014

Zmeczenie materialu

Ciezki tydzien za nami.
Comiesieczne odwiedziny ''czerwonej rodziny'' i dopadlo mnie pierwsze w tym roku przeziebienie. Chwycilo cholerstwo mocno i nie chcialo odpuscic...juz znacznie lepiej, choc nadal mowie basem.

Steffi w poniedzialek obudzil sie znacznie wczesniej niz zwykle i w dodatku z kaszlem. Szybki wypad do pediatry -  na szczescie pluca i oskrzela czyste - jednak gardlo czerwone.
Izolacja od schorowanej mamy, serce bolalo jak syn krazyl za mna i wyciagal rece a ja musialam go 'odpychac'. Jak tylko mama zaczela dochodzic do siebie to zmoglo tate, wiec tym razem mama miala syna na wylacznosc :)


A w piatek uderzenie na szpital. Tym razem mialam podejsc do badan bez nerwow, na spokojnie, w koncu ostatnie badania nic nie wykazaly...miala byc zwykla kontrola. tak dla pewnosci. Pap test i kolposkopia...a skonczylo sie ponownie na biposji i w dodatku pobranie wycinka celowanego z dwoch punktow, gdyz szyjka potraktowana kwasem octowym w tych miejscach sie barwila. Czy sie boje? Sklamalabym mowiac, ze nie...wyniki za ok. miesiac, do tego czasu staram sie o tym nie myslec!!

Troche sie tego nazbieralo: okres, choroba, pobieranie tkanki do biposji czyli ponowne krwawienie. Powinnam wkuwac testy na prawko, ale nic mi sie nie chce. Zmeczenie materialu. Coz, styczen nas nie rozpieszcza. Bedzie lepiej?! Musi!!

wtorek, 14 stycznia 2014

Tak blisko, a wciaz tak daleko

Juz niby tak blisko a jednak wciaz tak daleko. 55 kandydatkow - 2 miejsca, probujesz bo probowac w zyciu trzeba...Powtarzasz sobie, ze to byloby zbyt piekne aby moglo byc prawdziwe...ze to wrecz niemozliwe, aby w wieku 30 lat spelnilo sie twoje marzenie...otworzyla Ci sie droga do kariery (nawet jesli zrobienie kariery nie jest Twoim najwiekszym marzeniem)...jakby bylo fajnie gdybys do pracy miala juz tylko niecale 10 minut samochodem a nie 40 pociagiem i pensja wyzsza (co przy trojce dzieci nie jest bez znaczenia)  i nie musialabys juz odwalac czarnej roboty za innych. Mimo, iz nie nastawiasz sie na wygrana to jednak wiem, ze w glebi duszy masz nadzieje...nadzieja przeciez umiera ostatnia.  Mowisz wszystkim, ze nie wierzysz, ze tak szybko sie uda...

Pamietam jak mowilas, ze pewnie nigdy sie nie uda, bo w zawodzie jaki wybralas ciezko sie przebic. Tymczasem, jestes druga ex aequo - jest juz tak blisko...a jednak wciaz tak daleko.

Wierze, ze dasz rade, choc teraz to juz nie od Ciebie zalezy...cala nadzieja w polskiej sprawiedliwosci. Zaciskam kciuki i nie puszczam.

p.s. To nie o mnie rzecz jasna, a o mojej siostrze :)


niedziela, 12 stycznia 2014

NFZ vs SSN

Dlugo, rzeklabym nawet iz bardzo dlugo zbieralam sie do tego posta. Nie wiedzialam od czego by tu zaczac. W sumie to nadal nie wiem. Jak dziala Narodowy Fundusz Zdrowia to chyba kazdy z nas wie, jak dziala jego wloski odpowiednik Servizio Sanitario Nazionale wie juz pewnie znaczniej mniej osob. Od siebie powiem, iz oba maja swoje plusy i minusy. Nie naleze do osob co to wyjechaly z kraju i teraz na emigracji jest wszystko pieknie, a wszystko co polskie to bleee. Cos czego od dawna nie moglam zrozumiec w naszej pieknej Ojczyznie to system sluzby zdrowia.

Roznic miedzy polskim a wloskim modelem jest wiele. Wszystkich zapewne nie uda mi sie wylapac. Ktory system lepszy odpowiedzcie sobie sami?!

1. KTO korzysta z darmowej sluzby zdrowia?

  • Wlochy - wszyscy obywatele wloscy. Immigranci pracujacy i posiadajacy zameldowanie. Dla immigrantow nie posiadajacych zameldowania sa osobne ambulatoria.
  • Polska - oplacajacy skladki.

2. Ile kosztuje darmowa sluzba zdrowia?

  • Wlochy - sluzba zdrowia nie jest w 100% bezplatna. Bezplatny jest lekarz rodzinny, szpital i zabiegi ratujace zycie. Za reszte placi sie ''ticket'' - ktory w czesci pokrywa koszt badan i wizyt specjalistycznych...gornym limitem jest 40 euro. Obecnie, jako, ze przyszlo nam zyc w dobie kryzysu, rezerwujac badania deklaruje sie przedzial dochodow na czlonka rodziny - w pierwszym nic sie nie doplaca. Kiedys rozpetala sie polemika, ze Ci co maja wiecej musza doplacac...od siebie powiem, ze ja to bym chetnie doplacala gdybym wskoczyla do wyzszego przedzialu. Istnieja kategorie osob calkowicie zwolnionych z oplat np. bezrobotni po spelnieniu pewnych warunkow, osoby starsze, z niskimi dochodami. Specjalna 100% ulge maja dzieci do 3 roku zycia, ktore co najmniej 24h byly hospitalizowane na instensywnej terapii. Ponadto niektore kwestie moga regulowac poszczegolne regiony i tak nasz poki co daje calkowicie bezplatna opieke dzieciom do 6 roku zycia.
  • Polska - niby bezplatnie. 
3. Leki refundowane

  •  Polska - jak wszyscy wiemy istnieja leki refundowane, ponoc rowniez i takie w 100% - ja sama ani nikt z mojej rodziny chyba jeszcze nigdy nic za darmo z NFZ  nie dostalismy
  • Wlochy - bezplatne sa leki uwazane na niezbedne, ratujace zycie, zapewniajace niezbedne leczenie. To zwykle leki klasy A, wypisywane na recepcie jednorazowego uzytku - bezplatny jest zwykle najtanszy na rynku lek z dana substancja czynna...jesli chcesz drozszy placisz roznice.  I tak za darmo dostaje np. antybiotyk - Augumentin, kwas foliowy, leki na zgage, leki na refluks, leki antyhistaminowe.... 
Leki odplatne, po spelnieniu pewnych warunkow, mozna sobie odliczyc od podatku - 20% z tego co wydales powyzej progu 120 euro. Wliczane w ta sa rowniez badania specjalistyczne, np. USG w ciazy i nie tylko, dermatolog, dentysta itp.

4. Kolejka i dostepnosc do badan

  • Wlochy - kolejki sa, niestety czasami i dosc dlugie...wiele zalezy od miasta. U nas np. na kardiologa dzieciecego czeka sie ok. 7 miesiecy, podobnie jak i na foniatre. Badania krwi czy moczu robi sie niemal z dnia na dzien, kolposkopia ok. miesiac. Lekarza na kolanach JEDNAK prosic nie musze o skierowane...dostaje praktycznie na wszystko.
  • Polska - juz od dawna nie korzystam, wiec nie wiem czy w tej kwesti cos sie zmienilo na lepsze. Jakis czas temu rozmawiam z siostra, ktora opowiada, ze moja chrzesniaczka czesto skarzy sie na bole brzucha i szukaja przyczyny. Moze ja za bardzo przesiaklam calym tym srodkowiskiem lekarskim i napotkalam na swojej drodze wiele dzieci z problemami, wiec jakos naturalne mi wyszlo pytanie czy robili badania genetyczne albo metabolizmu - w odpowiedzi uslyszalam'' o czym Ty do mnie mowisz, my w Polsce zyjemy''. Jakies badania sa i nawet pediatra przepisala na pasozyta, ale sama podsumowala, ze to badanie to i tak bez sensu bo to tylko jeden z wielu a reszte trzeba prywatnie.
5. PILNE

Jak juz powyzej wspomnialam czasami czas oczekiwania na badanie jest dosc dlugi. Jednak  istnieje tu kilka trybow skierowan i w ten sposob w razie naglej potrzeby mozna znacznie skrocic czas oczekiwania. Sa skierowania zwykle...w trybie pilnym 30 dni i w trybie URGENT - 72h. Niestety raz mialam ''przyjemnosc'' korzystac z tego ostatniego - w czwartek wyniki cytologi, w piatek skierowanie od lekarza rodzinnego, we wtorek biopsja. Wtedy tempo to byla dla mnie zastraszajace, ale tak to chyba powinno dzialac!!
Powiem wiecej. Badania na szczescie nie wykazaly nic niepokojacego, wiec myslalam, ze to koniec przygody...tymczasem zaskok...wczesniejsza cytologia cos jednak wylapala, wiec dla pewnosci powtarzamy badania za kilka miesiecy. Trzeba miec to na oku...tak latwo sie od nich teraz nie uwolnie. Profilaktyce mowie tak!!

6. Szpital i wczesniaki

Zaznaczam, iz nie wiem jak to wyglada w Polsce i podkreslam rowniez, iz kazdy szpital jest inny. W powyzszym temacie, z naszego szpitala mam same pozytywne wrazenia. Mamy to szczescie miec w miescie dobry szpital (Wysoko w rankigu. Sa niestety dwa/trzy oddzialy gdzie nie chcialbym sie tu leczyc - ortopedia i ta nieszczesna okulistyka), no i UTIN jeden z najlepszych we Wloszech.
Szpiatal stosunkowo nowy. Ogromny, kiedys sie w nim gubilam, choc na kazdym rogu jest punkt informacyjny :) Teraz ide na oslep.
Nie popadam slepo w zachwyt. Zdaje sobie sprawe, ze sa  lepsze szpitale, rowniez  i w Polsce. Tylko ja sie na takowe jeszcze nie natknelam. Znam nasz maly tczewski szpital i jego problemy, co to wchodzisz z jedna choroba a wychodzisz z jakas bakteria. Zatloczone sale, gdzie lezy po 5 osob i w sumie to nie ma czym oddychac. Tata moj lezal w szpitalu na drugim pietrze, wyslano go ze skierowaniem na parter - nie wnikam juz ze sam musial isc, ale jak zszedl okazalo sie, ze skierowanie jest nie takie jakie byc powinno. W glowie mi sie to nie miesci, jesli w obrebie jednej placowki nie potrafia sie miedzy soba dogadac to co dopiero gdy maja dogadac sie pomiedzy innymi jednostkami.

W PG sale sa dwuosobowe, kazde stanowisko ma wszelkie bajery, ktore miec powinno i dzwonek przy kazdym lozku. Lazienka z prysznicem w pokoju. Telewizor. Zawsze, praktycznie 24h na dobe, moze przy Tobie byc jedna osoba do opieki, towarzystwa, pomocy czy tez tak po prostu by dodac otuchy. Osoba dana wyjsc musi jedynie na godzinke podczas porannego obchodu. Mi to naprawde wiele pomoglo, ze ktos ciagle kolo mnie siedzial, bo pozwalao mi sie zrelaksowac, nie myslec i nie zamartwiac. Na oddzial ginekologiczno-polozniczy ze statusem ciazy zagrozonej klada od 2,5 cm szyjki.
Na marginesie, w ciazy do ginekologa chodzilam prywatnie, ale wszystkie badania robilam na fundusz. Gin zlecal badania, a lekarz rodzinny mi je przepisywal.

Ginekologia u nas jest na tym samym pietrze co porodowka. Porodowka ma wewnetrzny korytarz z Intensywna Terapia Neonatologiczna i dalej z oddzialem noworodkowym. Jak sie rodzil Stefek to wszystko dzialo sie bardzo szybko, caly czas pod telefonem z Intenswyna...gdy wjechalam na porodowke to pierwsza rzecza jaka zrobiono bylo poinformowanie UTIN aby przygotowac inkubator, gdy zaczelam przec wezwano neonatologow i nie zdarzylam nawet jeszcze lozyska urodzic a ON lezal juz na Intensywnej.
Opieka cudowna i szczerze wierze, ze podobnie to wyglada i w Polsce, choc w aspekcie opieki nad tymi najmniejszymi z najmniejszych.  Wspolpraca personel - rodzice marzenie, nawet po wypisie do domu moglismy do  nich dzwonic 24h na dobe. Od pierwszych minut zycia wczesniaki obserwowane sa przez neuropsychiatre dziecieca i fizjoterapeutke...po wyjsciu ze szpitala przydzielane sa pod ich darmowa opieke w centrum (do grudnia chodzilismy 2 razy w tygodniu na obserwacje). O nic nie prosilismy, co nam bylo pisane, co nam sie prawnie nalezalo w aspekcie zdrowia to dostalismy - np. Synagis. Po prostu ktoregos dnia zadzwoniono do nas, zeby za tydzien przywiezc syna na podanie przeciwcial i wtedy nam wszystko dokladnie wytlumacza. I te wszystkie kontrole...gdy w szpitalu bywalismy 3-4 razy na tydzien...a bo to mozg, serce, nerki, biodra, okulista, sluch, pobieranie krwi, watroba, pecherz, markery  na zoltaczke i HIV...i tak w kolo. Jakze  to bylo uciazliwe, ale wnoszace jednak wiele spokoju w rodzicielskie serca. Ja naprawde nie musialam o  nic walczyc, nigdzie chodzic, prosic, starac sie...wszystko mnielismy podane jak na dloni. Bylam zszokowana, ale tak wlasnie byc powinno i to nie tylko jesli chodzi o wczesniaki.

7. POROD


  • w Polsce nie rodzilam. 
  • Wlochy - u nas w szpitalu sa wszelkie szmery bajery, porod w wodzie itp, ale rzecz jasna nie kazda placowka czyms takim dysponuje. Na pewno za darmo sa rozne rodzaje darmowego znieczulenia. Porod odbywa sie na sali jednoosobowej, ktora pozniej sluzy rowniez jako sala poporodowa (Moj porod byl dosc delikatny, z tego wzgledu postanowiono, ze bede rodzic na sali operacyjnej). Po porodzie jest skin to skin i dzieciatko od poczatku jest z Toba, gdyz w Perugi jest system rooming in. Pielegniarki, ze zlobka maja jednak dzieciaczki pod stala opieka. Dodatkowo mama przy lozku ma telefon i w razie potrzeby o kazdej porze dnia i nocy moze zadzwonic do ''zlobka'' po rade lub pomoc. Przed wypisem do domu kazdy noworodek robiony ma screening na choroby endokrynologiczne i mataboliczne oraz glikemie,w celu wczesnego wykrywania chorob. Przed wyjsciem do domu robione jest rowniez USG bioder, tradycyjne badanie sluchu i red reflex oczu.


Wiem jednak, ze nie wszedzie tak jest. Nie chcialabym sie leczyc na poludniu, bo wiele zlego mowi sie na ten temat. Zdecydowanie za duzo wpadek.
Wielbie nasz konkretny szpiatal i jego personel bo to przez ich rece Bog dal mojemy dziecku szanse na zycie. To oni byli dla niego matka i ojcem, babka i dziadkiem, siostra, bratem, ciotka i wujkiem przez pierwsze dlugie dwa miesiace jego zycia. To jednak aspekt na osobna notke - lekarza/personelu z powolaniem.

Zapewne wiele mozna by bylo jeszcze poprawic...bo idelnie nie jest. Chocby te kolejki na niektore badania. Wiele osob narzeka, ale wtedy proponuje im isc sie leczyc w Polsce, za darmo!!

A jakie sa Wasze doswiadczenia ze sluzba zdrowia? Pozytywne czy raczej negatywne?

piątek, 10 stycznia 2014

LIST DO...

Nie wiem czy informacja owa rozbiegla sie po swiecie czy moze pozostala na terenie Wloch. Kilka tygodni temu media informowaly nas jak to papiez Franiszek, w odowiedzi na jeden z  otrzymanych listow, bezinteresownie ofiarowal rodzinie pewnego bezrobotnego 1000 euro. Widomosc owa ujrzala swiatlo dzienne, gdyz obdarowani musieli zmierzyc sie z wloska biurokracja, ktora nie chciala im czeku zrealizowac.

Fajnie, i ja 1000 euro bym nie pogardzila!!

Echo powyzszej wiadomosci powoli zaczynalo cichnac, az kilka dni temu M. wraca z pracy i zaczyna opowiadac co mu wlasnie w radio obwieszczono. Bezrobotni, ona w ciazy blizniaczej...napisali list do ''naszego bylego'' premiera, co to co jakis czas wraca nam na ratunek. M. mowi, ze boski Silvio pobil papieza...i, ze zgadnij ile. Walnelam, wiec z grubej rury 10 tysiakow!! M. kreci glowa, ze malo!! No to ile, pytam?! 50 000, slownie piecdziesiat tysiecy euro przyszlo w kopercie (czeki)...!!
Kurde no, ze tez wczesniej o tym nie pomyslalam :P - 50 000 to dokladnie tyle ile kredytu zamierzamy wziac na zakup wiekszego mieszkania...Nawet nie musialabym pozniej na niego glosowac bo nie mam jeszcze prawa wyborczego :D

Nic tylko, dlugopis w reke...kartka papieru w druga i pisac...tylko cholercia do kogo, najlepsza partia juz poszka...a teraz to juz pewnie wszyscy pisza...ze tez wczesniej na to nie wpadlam :D

czwartek, 9 stycznia 2014

Lece do Ciebie ukochana Ty moja

A raczej lecimy...do Polski. Hip hip...hurrra :)  Co prawda nie dzis i nie jutro, jeszcze troche trzeba poczekac, ale bilety sa juz zarezerwowane i oplacone. Czekamy jedynie na potwierdzenie aby w kwietniu moc sie pakowac i ruszac w trase. Ciesze sie nieslychanie, choc podroz samolotem zawsze mnie stresuje a podroz z dzieckiem tym bardziej. Rok temu synus byl mniejszy a dalismy rade to i w tym roku damy...choc rok temu to Steffi jeszcze nie chodzil, wiec aby sie przemieszczac zdany byl na laske ktoregos z rodzicow. Teraz syn nasz porusza sie z predkoscia swiatla. Juz w mojej chorej glowie mam wizje gonienia za pierworodnym bo tym przeogromnym rzymskim lotniksu. M. twierdzi, ze jakby co to Go przywiazemy do siebie :) Pomysl zainspirowany po naszej ubieglorocznej podrozy, kiedy to podejzelismy pewna samotnie podrozujaca mame probujaca ogarnac dwojke dzieci...mala Ania uciekala i sie doigrala, mama przeciagnela sznurek najpierw przez szlufke w spodniach Ani a pozniej w swoich i dziecie wiecej niz na 2 metry nie odeszlo :)

Mam nadzieje, ze w tym roku nie bedzie kwiecien plecien, a piekna sloneczna wiosenna pogoda.

Z podroza ta kominowalam juz od kilku miesiecy...chwilami recce opadaly i pojawialy sie chwile zwatpienia, gdy myslalam, ze i tym razem nam sie nie uda. Kombinowalam jednak dalej, kombinowalam, czekalam na jakas promocje i udalo sie zahaczyc naszym pobytem i o Wielkanoc :) Jeszcze niedawno wspominalam, ze spedzic swieta z rodzinami z ubu stron to dla nas fizycznie niemozliwe a tymczasem jakbysmy sie dobrze spieli to dalibysmy rade :P
Wracamy bowiem wieczorem w niedziele Wielkanocna - praktycznie jestesmy do tego zmuszeni ze wzgledow finansowych, ale i logistycznych. Tak sie sklada, ze tydzien po swietach jest uroczystosc kanonizacji Jana Pawla II, wiec mozecie sobie wyobrazic w jakich cenach oscyluja w tym okresie bilety lotnicze z Rzymem.  Poza tym czesc mojej rodziny wybiera sie na kanonizacje, wiec niezle sie namotalo...smiesznie by bylo, jakby oni byli tu a my tam. A zaraz potem jest dlugi weekend majowy.

Nie pozostaje nic innego jak zarezerwowac parking w Rzymie i czekac...i modlic sie o spokojna bezpieczna podroz i piekna pogode na pomorzu :)

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Chcialabym, ach chciala...

Od zawsze chcialam miec dzieci, zalozyc rodzine...chcialam byc mloda mama, co kiedys oznaczalo dla mnie urodzic pierwsze dziecko przed 25 rokiem zycia. Pierwsze, bo dzieci miala byc trojka...dwie dziewczynki i chlopiec - model znany z wlasnego podworka czyt. jestem najstarsza z trojki rodzenstwa. Co ciekawe schemat identyczny znalazl potwierdzenie u mojej mlodszej siostry.
Zycie jednak weryfikuje nasze plany...niestety nie zawsze wszystko jest takie jakbysmy chcieli. A moze i stety, bo gdyby wszystko mozna bylo sobie zamowic to swiat bylby nieco nudny. I tak z pierwszym dzieckiem nie zdarzylam przed ukonczeniem cwiercwiecza, trzeba bylo poczekac do trzydziestki...i w dodatku pierworodny to ON a nie ONA. W synu mym zakochalam sie od pierwszego wejrzenia i nawet nie potrafie sobie wyobrazic, ze moglby nie byc chlopcem.

Teraz Steffi ma prawie 17 miesiecy korygowanych (20 od urodzenia) i coraz czesciej w naszych rozmowach pojawia sie temat powiekszenia rodziny. Od dawna, praktycznie od zawsze wiedzielismy, ze po pierwszym potomku nie spoczniemy na laurach...Nie licze lez wylewanych w chwilach slabosci przy muszli klozetowej i lkajacym glosem wypowiadanych wtedy slow ''synu moj, ja Cie tak bardzo przepraszam jesli zostaniesz jedynakiem''!!

Chcielibysmy...jest tyle ''za'', ale niestety sa i ''przeciw''.

Od siebie, tak prosto z serca, powiem, ze ja bym tak bardzo chciala, ale najzwyczajniej w swiecie sie boje!!Boje sie powtorki z rozrywki. Sama nie wiem czego bardziej - przedwczesnego porodu czy ciazy z przebojami. Wszystkiego po trochu...wciaz w pamieci mam siebie zyjaca, przez dlugich szesc miesiecy, w symbiozie w miska lub muszla klozetowa. Szlam, a raczej wloklam sie do stolu na kolacje, a obok krzesla stala miska...bleee. Pamietam te straszne mdlosci i wymioty, jak lalo sie ze mnie o kazdej porze dnia i nocy...jaka wtedy glowa byla ciezka...jak ryczalam z bezsilnosci...jak jedzenie budzilo we mnie wstret...jak probowalam sie zmuszac, a gdy tylko chleb dotykal jezyka to natychmiast pojawial sie odruch wymiotny. Jak wtedy nienawidzilam TV...draznil mnie kazdy dzwiek. Pamietam rowniez, jak budzilam sie rano i pytalam meza, ktora godzina, tylko po to aby szybko przeliczyc sobie kiedy znow bede kladla sie spac...Pamietam jak M. szedl do pracy, a ja godzinami wpatrywalam sie w zegar...za 4 godziny wraca...za 3...o jeszcze 15 minut. A pozniej odliczalam godziny do pojscia spac...

Pamietam wizyty na ginekologicznej izbie przyjec...jak wtedy zwijam sie na krzesle z bolu zoladka. Widze siebie wycienczona na lozku, wenflon...ciagle kroplowki co by wlac we mnie troche zycia...ulga jaka wtedy czulam. Silne leki przeciwwymiotne, ktorych staralam sie nie brac bo w pierwszym trymestrze niewskazane. Nic nie pomagalo (tylko dozylne) bo wymiotowalam i kroplami na nudnosci. Nie chce tak. Wielokrotnie powtarzalam, ze wiedzac jak bedzie wygladac moja ciaza to mimo wszystko zdecydowalabym sie na nia raz jeszcze. Nie umniejsza to jednak faktu, iz sie boje. Tym razem mam w domu malego chlopca, ktory potrzebuje mamy aktywnej, a nie mamy co to nawet o siebie nie potrafilaby zadbac. Wiem, ze kazda ciaza jest inna i to mnie pociesza...choc leku do konca nie likwiduje. Pociesza rowniez fakt, iz moj przedwczesny porod nie byl spowodowany gestoza, nadcisnieniem itp...

Nawet nie wyobrazacie jak  bardzo chcialabym cieszyc sie ciaza. Za pierwszym razem chwil beztroskiej radosci bylo niewiele...czesto byly one przysloniete zlym samopoczuciem. Ciaza to nie choroba. Dokladnie tak samo myslalam dopoki nie zdiagnozowano mi niepowsciagliwych wymiotow. Jak ja wtedy odliczalam dni do zakonczenia pierwszego trymestru, bo przeciez mowili, ze to przejdzie jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki. Przeczekalam i caly drugi trymestr i nic.  Na poczatku siodmego miesiaca, w koncu wydawalo sie, ze troche odzyje...wymioty nie meczyly juz tak bardzo (tzn. nie codziennie)...chodzilam na spacery (papierowa torebka zawsze goscila w mojej torbie), po chleb do sklepu (tak, tak gdy bylam w ciazy to bylo dla mnie prawdziwe wydarzenie)...i wtedy bummm, jak grom z jasnego nieba - 13mm szyjki i klik i niecaly tydzien pozniej bylismy juz rozpakowani!! Zazdroszcze wszystkim mama co to mogly w pelni cieszyc sie z rosnacego w nich cudu dumnie prezentujac swoj brzuszek. To takie moje male wielkie marzenie i licze, ze kiedys sie spelni.

Wpis ten jest iscie teoretyczny, gdyz temat od dawna krazy mi po glowie...prosze nie doszukiwac sie drugiego dna bo go po prostu nie ma :) Tymbardziej, ze niedlugo czekaja mnie badania, ktore juz raz przeszlam w sierpniu. Tym razem podchodze do nich troche bardziej na spokojnie, ale nerwy sa i beda...taka juz moja natura!!

piątek, 3 stycznia 2014

Uprzejmym byc!!


Powiedzcie mi co sie dzieje na tym swiecie? Czy uprzejmosc i bezinteresowne pomaganie blizniemu juz zupelnie odeszly do lamusa? Czasami rece opadaja...Z domu wynioslam pewne priorytety - od dziecka wiedzialam, ze starszej osobie trzeba miejsca ustapic w autobusie, przepuscic w drzwiach itp. tymczasem, coraz czesciej spotykam sie z chamstwem i totalna znieczulica - czy to na ulicy, w sklepie czy nawet i w kosciele!!

Wielokrotnie juz wspominalam, iz mialam dosc ciezka ciaze. Ciagle mdlosci i wymioty nie pozwalaly mi sie cieszyc odmiennym stanem, mimo to probowalam sie nie poddawac i zyc w miare normalnie. Wielkanoc - szosty miesiac ciazy, nasz maly kosciolek zapchany...ciezko mi, goraco, duszno...stoje podparta o mur, z drugiej strony widze pewna mame z niemoweleciem na reku. Kosciol pelen ludzi, nikt miejsca nie ustapi...wydaje sie, ze nikt nas nie widzi...i tu pytanie nie widzi czy nie chce widziec? Czyzby wszyscy byli tak skupieni na slowie bozym? Zaczyna mi sie w glowie krecic, M. wyprowadza mnie z kosciola zanim omdleje i tu nagle przestaje byc niewidzialna - wszyscy sledza za mna ciekawskim wzrokiem.

Innym razem, juz po porodzie. W kaplicy szpitalnej...kolejka do spowiedzi. Wchodzi mloda mama z dzieckiem w wozku (na oko miesieczne niemowle)...ustawia sie w kolejke i czeka na swoja kolej. Dziecie zaczyna marudzic...marudzenie przechodzi w placz. Wszyscy sie ogladaja, nikt nic nie mowi.  Dopiero gdy nadchodzi moja kolej proponuje aby mnie 'przeskoczyla'. Spieszylam sie, owszem - bo sama mialam malenkie dzieciatko, ktore 3 pietra wyzej czekalo na USG nerek...ale te 5 minut mnie nie zbawi.

Ostatnio...kilka dni przed Bozym Narodzeniem czekam w kolejce do spowiedzi. Gdy wchodze do kaplicy ze Stefkiem na reku na niektorych twarzach maluje sie specyficzne zmieszanie, bo pewnie ta tu przyszka z dzieckiem i zaraz bedzie chciala kolejke ominac...a wtedy przeciez nie wypada powiedziec ''NIE''. Nic z tych rzeczy siadamy z tylu, w kaciku aby nikomu nie przeszkadzac i czekam na moja kolej.  Spowiednik niespodziewanie wychodzi z pokoiku gdzie wczesniej spowiadal i zasiada do konfesjonalu tuz za naszymi plecami. I co widze...widze jak pewnien pan (ok. 60) stuka pania lokciem i szepce ''no idz...idz tam, przybliz sie''. Nic tylko przykro sie robi - chrzescijanie, katolicy do spowiedzi przyszli...nawet w takim miejscu i w takich okolicznosciach czlowiek czlowiekowi wilkiem.

Razu pewnego bylam swiadkiem, jak w Polsce ksiasz wyszedl z konfesjonalu i poprosil o przepuszczenie kobiety w ciazy. Ilez wtedy bylo zawistnych spojrzen w jej strone. Zeby bylo wszystko jasne,  nie uwazam, ze kobiety ciezarne to swiete krowy i wszystko im sie nalezy.

Inna sytuacja. Siostra moja w 9 miesiacu ciazy wsiada do autobusu i zajmuje ostatnie wolne miejsce. Kilka minut pozniej, na jednym z przystankow dosiada sie strasza pani z laska - miejsca ustepuje jej moja siostra, reszta podroznych usilnie podziwia przez okno miejski krajobraz.

Kilka tygodni temu odzywa sie dzwonek domofonu. Odbieram...polecony, trzeba zejsc i podpisac. Zwykle schodze...tym razem nie moglam zejsc. Informuje pania, ze niestety, ale nie moge zejsc bo mam male dziecko. Z drugiej strony slysze, ze musze zejsc i podpisac...powtarzam wiec, ze niestety nie jest to mozliwe i czy uprzejmnie moglaby pani mi przyniesc... Troche westchnela, pewnie pod nosem pomarudzila, ale z laska przyniosla na drugie pietro (jest winda). Ponoc w tym cywilizowanym panstwie listonosz nie ma obowiazku lazic po pietrach.  Nigdy wczesniej nikt  nie odmowil mi przyniesienia przesylki bezposrednio do domu. Wiele, baa wszystko zalezy od uprzejmosci listnosza.

Dla kontrastu przytaczam mila niespodzianke, ktora nas ostatnio spotkala. Wiekszosc prezentow swiatecznych zamawialismy przez internet z amazon...paczki przywozil kurier, do tej pory znienawidzony SDA (ktory kiedys niby usilnie probowal mi paczke dostarczyc a mnie nigdy nie bylo w domu...a awizo nigdynie zostawil!! i juz mieli odsylac do Polski).  Zmienila sie osoba kuriera i paczki dochodza szybko i bezproblemowo. W dodatku, pewnego grudniowego popoludnia, znajduje awizo SDA w skrzynce  z numerem telefonu komorkowego...dzwonimy...- ''jesli jestescie panstwo w domu to bede za gora 10 minut''. M. prosi pytajaco czy Pan mogly  nie dzwonic do domofonu a jedynie sygnal puscic na komorke, bo mamy male dziecko, ktore wlasnie usnelo. Tak tez zrobil :) Tydzien pozniej M. odbiera telefon - kurier, ze za 5 minut bedzie z paczka...nie chce dzwonic do domofonu, bo pora podobna co w ubieglym tygodniu, wiec  pewnie dziecko spi a niechcailby  go budzic. Szok!! Chciec to moc!!

Chcielismy fajnie zaczac nowy rok. Kilka dni wczesniej postanowilismy, ze jesli pogoda dopisze jedziemy pod Asyz ogladac zywa szopke.  Na miejscu okazalo sie organizacja fatalna, tlumy ludzi...stajesz na koncu kolejki, z ktorej wiekszosc przybylych nic sobie nie robi i omija Cie bokiem. Podchodzimy, wpuszczaja grupe osob, czuje sie jak w zagrodzie zewszad otoczona barierami. No, ale nie o tym mialo byc...otwiera sie bramka i wczesniejsze skojarzenie z zagroda jest jak najbardziej na miejscu - to co sie dzieje to jak sped bydla. Ludzie pra zewszad, nie zwarzajac na tych najmniejszych - Steffi przerazony w wozku,ciemno,nie widzi nic poza zadkami otaczajacych nas ludzi (choc chcialoby sie napisac zwierzat). Banda dzikusow, dostaje kilka kuksancow w plecy od gowniarza (na oko gimnazjalista)...nie poddaje sie, bronie aby nam dziecka nie zadeptali...Ktos pokrzykuje, ludzie tu sa dzieci, przepuscie wozki...nic z tego.Ostatecznie rezygnujemy i wycofujemy sie a tak jak i my jest jeszcze wiele innych rodzin z dziecmi, ktore wracaja do domu z niczym a biedniejsi o 8 euro.

Nie jestem milosnikiem zwierzat, psow sie boje (trauma z dziecinstwa). Nie oznacza to jednak, iz popieram krzywdzenie zwierzat. Jestem tolerancyjna...Zaakceptowalam psy non-stop latajace luzem po podworku. Czasami jednak mam dosc.  Klatke obok mieszka Pani z pieskiem psychopata...albo moze z ADHD.  Psiak wciaz lazi luzem po podworka i calej okolicy atakujac i obszczekujac wszystko co sie rusza. Mniejsza jednak z tym. To co wkurza najbardziej to jego wsciekle szczekanie pod oknami w godzinach porannych ok. 6 -7...Pani wypuszcza psa, ten lata jak opetany po okolicy, pobudzi wszystkie psy z osiedla domkow jednorodzinnych (czuje sie wtedy jakby mieszkala w schronisku)...po czym wraca i ujada pod drzwiami klatki schodowej, bo chce wejsc do domu. Tak wiec, gdy ostatnio owa wlascicielka zagadala do M., maz moj nie omieszkal delikatnie jej zasugerowac, ze jej psiak robi niezly raban rano. Co sie okazlo - Pani przyznala, ze i owszem to jej pies, ona w tych godzinach przygotowuje sie do pracy -  makijaz itp...i aby zaoszczedzic na czasie i pospac dluzej to po prostu wypuszcza zwierze, zeby samo zalatwilo swoje potrzeby. Swietnie, zeby Ona mogla dluzej pospac, codziennie budzi cala okolice.

Czy naprawde tak ciezko byc uprzejmym i czasami pomyslec tez o innych?

czwartek, 2 stycznia 2014

Nasze radosci i smutki 2013 roku

STYCZEN

Nowy Rok witalismy w domku, na spokojnie...kolacja przy swiecach w trojke :) Toast o polnocy i lulu. Poczatek stycznia to trzecia dawka synagisu. Kontynuujemy fizjoterapie, dwa razy w tygodniu. Poza tym Steffi odkryl, ze ma nozki i jak tylko moze pcha swoje stopy do buzi. Koniec miesiaca to dobre wiesci - pecherz i nerki pierworodnego czyste. Zniknely wszystkie kamyczki i proteus mirabilis, po ponad miesiecznej walce, w koncu sie poddal. Komisja lekarska przyznaje Stefkowi handicap na rok.




LUTY

Poczatek miesiaca przynosi nam pierwszy zabek, a raczej dwa pierwsze bo wykluly sie razem. Tradycyjny synagis i fizjotereapia. Druga komisja lekarska, z uwagii na dysplazje oskrzelowo-plucna, uznaje Stefanskiego inwalida cywilnym do 2016 roku.
W lutym spadl nawet snieg tzn. spadl to moze za wiele powiedziane. Bardziej pasowalyby tu slowa snieg popadal z niecale 30 minut a po kolejnych 30 nie bylo juz po nim sladu :(  Luty to rowniez wizyty: okulistyczna i neonatologiczna i kolejne, nawet juz nie wiem ktore, pobieranie krwi...to takze odstawienie ogromnej wiekszosci lekow!! Luty to niestety rowniez przeziebienie - zapchany nochal i kaszel pierworodnego - to nieprzespane noce rodzicow, gdy dziecie cierpi. Nie wiem, czy dzieki synagisowi, ale na szczescie na strachu sie skonczylo.

MARZEC

Zaczynamy tradycyjnym podaniem przeciwcial, ostatnim w minionym roku. Kolejna juz wizyta okulistyczna, tym razem obserwujemy nie tylko dno oka, ale rowniez potencjalnego zeza. Badanie niestety potwierdza nasze przypuszczenia, ponadto jest i astygnatyzm i +2.
W miesiacu tym urodzil sie Ale - syn kuzyna M.
Niestety nie obylo sie i bez dramatycznych chwil, kiedy to serce myslalam, ze mi z piersi wyskoczy a nogi ugiely sie i odmowily posluszenstwa - do budynku, w ktorym pracuje M. wszedl uzbrojony mezczyzna i zastrzelil dwie kolezanki meza z pietra nizej.
Postanowione, zaklepane i opacone sa juz nasze toskanskie wakacje nad Morzem Tyrenskim.

KWIECIEN

Dziewiecdziesiate urodziny mojej ukochanej babuni i szczescdziesiate urodziny taty. Z nowosci to Stefkowy nos  zaczynaja zdobic okularki.  W polowie miesiaca slupki rteci przekraczaja 30 stopni - jak dodac to tego zmasowany atak na gorne dziasla syna plus szczepienie wyjdzie z tego nic innego jak goraczka i przeziebienie. Kwiecien to dla mojej rodziny miesiac dosc dramatyczny - pelen wzruszen, bolu i lez. Stan babci znaczaco sie pogarsza, sa lepsze chwile, gdy wraca nadzieja, ze moze bedzie 'dobrze'...ale zaraz potem przychodza gorsze dni. To miesiac modliwy, proszenia babuni aby poczekala na nas i prosb do Boga, aby pozwolil nam sie jeszcze spotkac. Jakby zmartwien bylo malo zachorowal i tata - skierowanie na biopsje nerki.



MAJ

Maj zaczynamy remontowo - po niezliczonej liczbie bitw z plesnia, non stop wychodzaca  nam z wszystkich zakamarkow naszego mieszkania, wytaczamy jej prawdziwa wojne. Dezynfekcja murow i malowanie.  16 maja 2013 - nasz korygowany dziewieciomiesieczny synek obchodzi pierwsze urodziny. Kilka dni pozniej wyruszamy w nasza pierwsza wspolna podroz jako trzyosobowa rodzina - kierunek Polska. Steffi dzielnie znosi podroz. Niestety na miejscu sytuacja nie jest za ciekawa - wszyscy zgodnie twierdza, ze babcia czeka juz tylko na mnie. Tak, Pan pozwolil nam sie spotkac, zobaczyc, wziac za reke - dzien pozniej babunia odeszla do dziadka, Bog zabral ja do siebie...na zawsze jednak pozostanie w moim sercu i nawet teraz piszac to lzy ciekna mi po policzkach.  W maju stala sie rowniez jedna niesamowita rzecz - to bylo cos jakby znak z gory. W dzien pogrzebu, nad ranem, siostrze mojej odchodza wody. My wszyscy ruszamy na cmentarz, ona z mezem na porodowke. Msza zalobna zaczyna sie z malym poslizgiem i gdy o 11:40 dzwony w kaplicy cmentarnej oglaszaja jej poczatek...oglaszaja rowniez poczatek nowego zycia, gdyz dokladnie o 11:40, na porodowce przez plot graniczacej z cmentarzem, na swiecie pojawia sie moj siostrzeniec Kostek!! Poza tym, moja mala chrzesnica Tolinka, juz wcale nie jest taka mala - 6 lat, kiedy to minelo?! Zapomnialabym o osiagnieciach pierworodnego - w koncu przestal ciagnac nogi po podlodze, uniosl pupe i zaczal raczkowanie...oraz stawanie.

16/05/2013

W oczekiwaniu na pierwszy lot

Dziadek dal i na pianinie pograc :)



CZERWIEC

Nasza druga podroz. Wymarzone wakacje. Pierwsze wakacje od podrozy poslubnej. Tydzien nad morzem mija stanowczo za szybko. Po prawie 4 tygodniach szlajania sie po Europie czas wrocic do wizyt kontrolnych syna. Lewe oko sie rozleniwilo, wiec do okularow dochodzi i opaska na oko. W pecherzu syna chyba znow cos siedzi - niezliczone ilosci badan moczu. Zgodnie z protokolem badamy watrobe -  ma sie dobrze. Ze wzgledu na przebyta w przeszlosci transfuzje robimy markery na HIV i zoltaczke typu B i C - negatywne, Uffff!! Moj tata przechodzi w koncu biopsje nerki.
Po prawie 21 miesiacach wracaja comiesieczne czerwone dni.


LIPIEC

Biopsja nerki taty daje wynik negatywny. Udalo sie wykluczyc to najgorsze i w koncu moze zaczac leczenie, a nie zaleczanie jak do tej pory.
A u nas goraco, intensywnie sie basenujemy na dzialce u stefkowego chrzestnego. W wolnym czasie urzadzamy sobie maly wypad za miasto do Gubbio i Acquaparku. Poza tym Umbria Jazz i pierwszy rodzinny spacer w centrum.




SIERPIEN

Zaczal sie od lez strachu, gdyz cytologia wyszla niezadowalajaco. Na tyle alarmujace, ze dostalam skierowanie w trybie pilnym (w ciagu 72h szpital musi badanie wykonac) do gabinetu kolposkopii na biposje. W pakecie dostaje i histeroskopie. Tydzien pozniej w jeden dzien starzeje sie o caly rok - 31 wiosen na karku. Z koncem miesiaca tych wiosen przybywa i M, no i naszemu malzenstwu rowniez - 2 rocznica. Poza tym Steffi to juz roczniak pelna geba, z ktorej strony by nie patrzec. Osmy miesiac roku to rowniez urodziny mojej mamy i siostrzenicy.


WRZESIEN

Stefko zaczyna fizjoterapie grupowa. Poczatki sa tragiczne - dwa razy w tygodniu potok lez wylewa sie z oczu pierworodnego.Wrzesien to pierwsze kroki naszego syneczka - poczatkowo ostrozne, niesmiale - po kilku dniach zaczyna krazyc wlasnymi sciezkami. Nie moglo zapragnac i kontroli syna - okulista i zmiana szkiel. Poza tym laryngolog i ponowne badanie sluchu.
Wyniki mojej biopsji sa negatywne, wiec chwilowo kamien z serca.
 Wesele kuzna M.  Niestety konczy sie i sezon festynow, ktory tak lubimy.

PAZDZIERNIK

Mama zbiera sie w sobie i podejmuje decyzje, ze to czas najwyzszy aby zrobic prawo jazdy. Jeszcze w tym samym miesiacu rozpoczynam kurs. Jako, ze pogoda dopisuje to nadal czesto chodzimy na dlugie spacery, ktore obowiazkowo koncza sie graniem w pilke na osiedlowym placu. Miesiac koncza chrzciny Alessandro.



LISTOPAD

Lunapark!! Moje proby alergologiczne - RAST i PATCH test, z ktorych wychodzi niewielkie uczulenie na Dichromian potasu i Cobalt. Steffi coraz chetniej  uczeszcza na fizjoterapie.

GRUDZIEN

 Ostatni miesiac roku zaczynamy kontrola stefkowego serduszka - USG dostrcza nam dobrych wiesci, choc nie idealnych.  Niestety koncza sie spotkania grupowe...a stety Steffi zostaje uznany za zdrowego chlopca, jest na etapie rozwoju rownym swoim rowiesnikom (pod wzgledem wieku korygowanego).  Okulista raz jeszcze - nie przynosi nic nowego. Dzielnie sie bronilismy, ale przeziebienie dorwalo i nas - najpierw syna, nastepnie mame...inhalator poszedl w ruch!!
Swieta, swieta i po swietach...kolejne juz za rok :)