czwartek, 19 grudnia 2013

TRZEJ MUSZKIETEROWIE

Pamietacie jak kiedys przezywalam stwierdzenie, ze moje dziecko jest malo socjalne? I jak Was wtedy meczylam tematem fijoterpii w grupie, zwanej przez nas pieszczotliwie 'terapia grupowa'. Pamietacie jak opowiadalm, ze serce sie kraja jak Steffi zalewa sie potokiem lez juz na wstepie...ze w ogole nie dziala, bo On jest coraz bardziej do mnie przyklejony? W ubiegly piatek byly ostatnie zajecia. Steffi od miesiaca, prawie dwoch, kroczyl na te spotkania z szerokim usmiechem na ustach. Bila od niego wielka radosc, ze oto idzie pobawic sie z innmi dziecmi, swoimi rowiesnikami. Jak tylko terapeutki wchodzily do poczekalni, na jego ustach pojawial sie szczery usmiech - odwracal sie, mahal raczka na pozegnanie i wesolo biegl w ich kierunku. Widzac to szczescie nawszego malenstwa, robilo nam sie wrecz smutno, ze spotkania sie koncza. Nic bowiem tak nie cieszy jak widok szczesliwego dziecka. Wczoraj udalismy sie na spotkanie z rodzicami, podsumowujace ten etap terapii. Gdzies w glowie krazyla mysl, ciekawe co teraz wymysla, zeby Go tam zatrzymac? Po cichu liczylismy, ze moze po prostu stworza nowa grupe lub beda kontynuowac zajecia w tej 'starej'. Dochodzily nas bowiem sluchy, ze jest to mozliwe. A tu gatka szmatka z fizjoterapeutkami i neuropsychiatra i dziecie nasze jest zdrowe...nie zaobserwowano zadnych nieprawidlosci w rozwoju (Trafilismy do centrum, gdyz rezenons magnetyczny wykazal u Stefka mikro zmiany w sferze motorycznej mozgu). Poltora roku obserwacji nic nie wykazalo. Inaczej wykazalo, ze Steffi rozwija sie prawidlowo i jest dokaldnie taki sam jak jego rowiesnicy. Oczywscie pod wzgledem wieku korygowanego. Nic tak nie cieszy, jak stwierdzenie przez ekspertow, ze dziecie twe jest zdrowe. Szkoda nam jednak, ze spotkania sie skonczyly. Wiem, ze moglabym wyslac moje dziecie do zlobka, ale to nie to samo. Tam dzieci byla trojka i dwie panie. Ryzyko chorobowe bylo wiec nieco obnizone. Poza tym poslac dziecko do zloba, gdy ja siedze w domu, jakos mnie sie to nie kalkuluje. Poki co wymienilysmy sie z innymi mamami telefonami w nadzieii, iz uda nam sie czasami spotkac. Zobaczymy jak bedzie, jesli inne dzieci dostana przydzial w centrum, postaramy sie i Stefka wkrecic. Nie zrozumcie mnie zle nie chce na sile mojemu dziecku wyszukiwac patologi. Co to to nie!! I tak mial/ma ich juz sporo!! Cudownie jednak bylo widziec jego radosc, gdy maszerowal wraz z innymi dziecmi korytarzem. Tymbardziej, ze nie ma kontaktow z rowniesnikami poza centrum.

    Na spotkaniu dowiedzielismy sie, iz Stefolinski ma charakter. Zdarzylismy sie zorientowac :D Jest dzieckiem inteligentnym, reaguje na bodzce, w tym na slowa 'NIE' i 'POCZEKAJ' - ehmmmm!!
Nie moglam nie zapytac co sadza na temat jego mowy, a raczej jej braku. Stefano praktycznie nic nie mowi, mama czy tata padly zaledwie kilka razy, choc nie wiem czy to nie urojenia moje :) Gada po swojemu. I tu zaskoczenie totalne, bo Stefano mowi - MAMA. Podczas zajec czasami pokazywal na drzwi i mowil MAMMA. Ja sie wiec pytam - dziecie me, czemu Ty kochanie w domu nie mowisz?
Poza tym mowi 'daj' i 'yh' na tak, dodatkowo potakujac glowka.  Podsumowujac, Steffi jest jeszcze maly - poza tym dwujzeyczny, wiec to normalne. Mamy obserwowac i ich informowac. Jesli z mowa nie nie ruszy do drugiego roku zycia to bedziemy dzialac. Za to problemy z jedzeniem to zdaniem neuropsychiatry wiekszy problem. Zdaniem pediatry nie!! Badz tu czlowieku madry...to tez obserwowac i dac im znac.

(Wczoraj Steffi zjadl talerz makaroniku z sosem pomidorowym i tunczykiem. Wieczorem za to szynki gotowanej nawet nie ruszyl - bawil sie nia z pol godziny po czym najpierw talerz wyladowal na podlodze a pozniej i szyneczka. Sama nie wiem co poczac, bo on mi na nowe potrawy patrzy z pogarda. Pogryzie jedynie to co lubi...bo gryzc potrafi. Ostatnio dostal jejecznice - bral do buzi, ale po 5 minutach poliki byly jak u chomika. Wrzucilismy wiec jajko to zupki z makaronikiem - dziewczyny ja nie wiem jak On to robil, ze zupe z makaronem polykal a jajowe zatrzymywal w buzi!!)

Wczoraj serce bolalo mocno. Pojechalismy na powyzsze spotkanie do centrum. Stefo zadowolony, bo przeciez miejsce kojarzy - fajne panie i zabawy z dziecmi. A tu pogadanka, po ktorej do domu. Zero zabawy. Dzieci jedynie w poczekalni. Wychodzimy a Stefko w ryk, nie chce wsiadac do samochodu...po drodze pojekuje. Przed domem ryk numer dwa, gdy mama odpina mu pasy (z reguly nie moze sie tego doczekac)...gdy wyciagam Go z fotelika wlacza sie syrena. Wchodzimy do klatki alarm narasta i nawet winda nie pomaga. Opornie wchodzimy do mieszkania i tu zaczalo sie szlochanie...wielkie, ogromne lzy - nie chcial sie rozebrac. Pokazuje raczkami, ze nie ma... Byl to placz straszny, taki z rozczarowania...pytam zcego nie ma? czy chce do dzieci? Uspokaja sie!! Tlumacze, ze kochanie dzis nie bylo dzieci...placz. Proponuje, ze zadzwonimy to wujka P. i umowimy sie na wizyte u Alessandro (syn kuzyna, 9 miesiecy) - potrzasa glowka, ze nie. Staram sie Go uspokoic mowiac, ze po nowym roku mama zadzwoni do Francesco i Davide i sprobujemy sie umowic na spotkanie i wspolna zabawe. I tak po ok. 15 minutach przytulania udalo sie opanowac kryzys.
Dodatkowy bodziec by znalezc synowi zajecie w grupie. To nasze postanowienie noworoczne!!
Ponizej trzej muszkieterowie:




8 komentarzy:

  1. Ojej jaka szkoda...tzn dobrze sumie, ale dzieciaczki się tak przywiązały :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Może uda się Wam mamuśkom zorganizować już prywatnie takie spotkanie z dzieciakami? Widać, że Steffi bardzo się przywiązał do grupy, może warto taki kontakt dalej utrzymywać. Cieszę się ogromnie, że Stefuś rozwija się prawidłowo! Super!! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobre wieści są takie, że rozwój idzie swoim torem, zły że koniec spotkań. A może tylko nie wiem czy u Was są takie klubokawiarnie, gdzie rodzice idą z maluszkiem na wybrane zajęcia, bądź po prostu napić się kawki, a dzieciaczki się bawią ze sobą w kąciku, albo uczestniczą w zajęciach. Może taka forma zajęć była by dobra godzinka parę razy w tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie czegos takiego szukam, ale marne szanse, ze znajde w okolicy. ten kraj chyba troche zacofany jest i takich wynalazkow malo :(

      Usuń
  4. Jejku, wspaniale, że Stefcio tak tęskni za dzieciaczkami, tzn. żal mi Stefcia, ale z drugiej strony - dobrze, że tak na Niego podziałała ''terapia'', i nie boi się innych. Mam nadzieję, że będziecie podtrzymywać takie spotkania ze znajomymi mamami i dzieciaczkami. Wspólna kawka zawsze jest jakimś wyjściem, chłopcy się pobawią. Hm... Chciałabym, żeby moja Emi, też tak zatęskniła za dziećmi, póki co - musimy zabrać się za ''uspołecznienie''.
    Cieszę się, że u Was wszystko w porządku. Wyglądacie super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekujemy :) U nas na poczatku byla tragedia, z czasem sie przyzwyczail i naprawde az milo bylo patrzec jak szedl babwic sie z innymi.

      Usuń
  5. Ciesze sie,ze Stefcio polubil te zajecia grupowe i bardzo przykre jest to,ze juz ich nie bedzie. Jesli chodzi o zlobek to ja mojemu mezowi mowilam,ze szkoda kasy,ze jakos pociagniemu itp. a jednak znalezlismy kompromis. Kazdego piatku dzieci chodza do zlobka. Sa oczywiscie plusy i minusy (Mikolaj juz 2 tygodnie ma katar i kaszel),ale szczegolnie Mlody uczy sie zyc bez mamy, w innym srodowisku, uczy sie samodzielnosci...to jest dla niego dobre no i gada jak najety,ale to dlatego,ze ma brata Gadule :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy jest tutaj mozliwosc poslac dziecko do zlobka jedynie raz czy 2 razy w tygodniu. Co wiemy na pewno to to, iz jesli zdecydujemy sie Stefka poslac to miejsce w zlobku panstwowym ma gwarantowane z uwagi orzeczenia o niepelnosparwnosci. Chorob drog oddechowych boimy sie najbardziej!! :(

      Usuń