wtorek, 3 grudnia 2013

Reflekcje na temat dnia poprzedniego

Humor dzis nieco lepszy. Usmialam sie nieco na 'Pana bez blosow' z posta Mamy Mini. Dzieci sa nieprzewidywalne, nie zapanujesz nigdy nad tym co wydobywa sie z tych slodkich usteczek. Konkluzja dla nas, ze jak tylko Steffi zacznie produkowac jakies bardziej konkretne dzwieki to trza bedzie uwazac co sie mowi w jego obecnosci. Juz widze nas przy swiatecznym stole, z usmiechami wymalowanymmi na ustach i Stefkowa wstawke 'Enza jest podla i falszywa' - to by dopiero byla bomba!!:D

Wczorajszy humor sukcesywnie sie pogarszal...minut kilka po moim wpisie telefon - w niedziele wieczorem potracono chrzesniaka M. Cisnienie podskoczylo!!  Wypadek z winy poszkodowanego, gdyz przechodzil w miejscu niedozwolonym (we Wloszech chyba tylko ja korzystam z przejscia dla pieszych) i w dodatku tuz za zakretem...gdyby tylko kierowca jechal szybciej, jak to sie czesto w tym miejscu zdarza mogloby byc naprawde tragicznie. A tak, na szczescie, obylo sie bez obrazen wewnetrznych i zlaman. Poobijany, ogolny szok i amnezja, troche bardziej rozlegla niz to bywa w takim wypadku (choc podobno juz dochodzi do siebie). Chlopak dostal mandat - symboliczny bo 15 euro, ale moze to Go czegos nauczy. Nie chce jednak nawet sobie wyobrazac co czuli rodzice w tej sytuacji...moze podobnie jak ja, gdy po porodzie lezalam na mojej sali i nagle weszly dwie lekarki z Intensywnej Terapii Neanotologicznej - zamarlam, serce walilo jak oszalale...spodziewalam sie najgorszego. A one przyszly tylko przeprowadzic z nami wywiad  na temat ciazy i chorob w rodzinie. Skad takie porownanie...otoz ojciec chlopaka wracal z pracy chwile po wypadku, objezdzajac miejsce zdarzenia odwraca glowe i widzi swojego syna lezacego na jezdni...policja, sanitariusze wnosza chlopaka do karetki. NIE, nie, nie nigdy nie chcialabym czegos takiego zobaczyc!!

A wieczorem jeszcze kurs...szczerze mi sie nie chcialo. Poszlam. wracam i juz z dala ujada na mnie pies...znienawidzony pies. Nie wiem  czy juz sie kiedys chwalilam, ale strasznie boje sie psow (wynioslam to z dziecinstwa)...po jakims czasie ja sie do nich przyzwyczaja a one do mnie i zyjemy w zgodzie. Tego jednego nie znosze, on jest jakis 'walniety' - mieszkam tu juz 7 lat a ten jakby mnie pierwszy raz w zyciu widzial. Poza tym wkurza mnie, ze lata luzem i ujada pod oknami, szczeka na wozek...inne psiaki sa jakies normalniejsze (choc i te nie powinny biegac pozostawione same sobie). Mniejsza z tym. Jakoze dzien mialam kiepski, to do domu wrocilam praktycznie ze lzami w oczach i sercem w gardle.

Dzisiejszy blekit nieba napawa optymizmem...i zakupy na Amazon rowniez :)

7 komentarzy:

  1. Owocnych zakupów życzę :) U nas też piękne, błękitne niebo... Aż się wierzyć nie chce, że to już grudzień!

    OdpowiedzUsuń
  2. To jeszcze raz wysyłam :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) na poprawę nastroju

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, dzis rano cos mnie tknelo by zajrzec do blogowej skrzynki i znalazlam maila od Ciebie (a nawet dwa) i usmiech sie pojawil :)

      Usuń
  3. Nie wyobrażam sobie nawet, co musiał poczuć ojciec... w tej sytuacji. W ogóle, chyba teraz dopiero rozumiem co to strach, jak mam dziecko.
    Ojj ja lubię psy, ale własne...innych się boję, bo też mam traumę z dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma to jak zakupy. Mnie jakos komputer uspokaja,albo sama mysl,ze jest wlaczony,a ja mam chwile dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję rodzicom "poszkodowanego"... Całe szczęście, że skończyło się tylko na potłuczeniach...
    A zakupy są dobrym lekarstwem na zły humor, więc życzę skutecznych polowań na cenowe okazje, bo wtedy zakupy cieszą podwójnie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Boziu, to straszne...wyobrażam sobie, co musiał czuć Tato widząc swojego Synka...
    P.S. Fajnie, że Emilki tekst przyczynił się do uśmiechu na twarzy:)

    OdpowiedzUsuń