wtorek, 17 grudnia 2013

OBALAMY MITY

Wroce jeszcze na chwilke, doslownie chwilunie do karmienia piersia. Dokladniej do tematu diety matki karmiacej wokol ktorego od wiekow kraza coraz to nowe legendy.

Gdy urodzilam, zewszad docieraly do mnie informacje co to ja nie powinnam robic...no i w druga strone - czego to ja za zadne skarby nie powinnam robic tzn. do ust wlozyc, nie mowiac juz o przelknieciu i trawieniu.  Glowa puchla od naplywu dobrych rad, a ja przerazona bo nie dosc, ze ciaze mialam ciezka z tymi ochydnymi wymiotami to teraz tez sobie nie pojem...no bo rzecz jasna naplywajace informacje przeczyly jedna drugiej.  Co do jednego wszyscy byli zgodni - mam jesc :) Dziekuje, wiem :)

W tym moim nieszczesciu przedwczesnego porodu, mialam szczescie, ze moglam zasiegnac informacji bezposrednio u zrodla tzn. u tych co w temacie powinni cos wiedziec. Pierwsze kroki, z wolaniem o pomoc, pokierowalam do laktarium gdzie mnie oswiecono - kochana jedz wszystko, tylko z umiarem...nie obzeraj sie i z niczym nie przesadzaj. Nie wystarczylo mi. Popytalam i neonatologow bo oni sami wczesniej mowili mi, ze Stefkowe jelita sa jeszcze bardzo niedorozwiniete i na tym etapie jeszcze nawet im sie nie snilo by trawic.

W szkole rodzenia profesor zrobil nam specjalny wyklad o karmieniu piersia - o wierzeniach od czasow antycznych az do dzis w sprawie zwiekszenia produkcji melczarni. Smiechu bylo co niemiara. Nie wszystko pamietam, ale jedno utkwilo mi w pamieci - woskowina uszna z prawego ucha swini zmieszana z czyms tam - bleeee, bleeem bleee!! Powiedziano nam rowniez, ze piwem to sie mozna jedynie upic. Byla tez historia z zycia wzieta - jak to babka karmila matke karmiaca tlustym rosolem bo przeciez mleka bedzie wiecej - po tygodniu dziecie matki ze spuchnietym brzuchem trafilo na chirurgie i juz miala byc operacja gdy w ostatniej chwili lekarz wlozyl mu w odbyt rurke i powietrze zeszlo z malenstwa jak z balona. Moral - nie przesadzac z niczym, dieta powinna byc zrownowazona. Wyrazne STOP dano nam jedynie odnosnie uzywek (narkotyki, papierosy, alkohol) i potrawy pikantne.

I dokladnie tej teori sie trzymalam. Dieta byla zrownowazona. Poczatkowo unikalam kapusty, cebuli, czosnku bo zmieniaja smak mleka co nie kazdemu dziecku bedzie odpowiadac. Jak sie pozniej okazalo moje obawy byly niesluszne, gdyz zima gdy zaniemoglam aplikowalam sobie konskie dawki syropu z czosnku a Maly mleko pil jak gdyby nigdy nic. Odrzucilam rowniez potrawy smazone i smieciowe jedzenie, choc zdarzaly sie wyjatki.

Odnosnie lekow. Leki jak to leki, zawsze trzeba z nimi ostroznie, tym bardziej w okresie tak delikatnym jakim jest ciaza i karmienie piersia. I w tym temacie wielokrotnie zasiegalam porad neonatologow. Jeszcze w trakcie stefkowego pobytu na Intensywnej Terapii dopadlo mnie okropne oczulenie, cala bylam w bomblach, z kazdym dniem sytuacja pogarszala sie, swedzialo mnie cale cialo, wiec jasne sie stalo, ze trzeba dzialac farmakologicznie. Na pierwszy ogien poszly leki antyhistamiznowe, a tam na ulotce jak byk, ze podaczas karmienia zakazane. No coz mleka mialam pomrozonego tyle, ze bez problemu moglam sobie pozwolic na kilkudniowa przerwe w akumulowaniu zapasow.  Uczulenie nie przechodzilo, wyladowalam na izbie przyjec, z ktorej ucieklam po kilku godzinach oczekiwania, do dermatologa prywatnego - zastrzyki z kortyzonem i masc rowniez z kortyzonem. Absolutnie nie mozna karmic. Pogodzona z losem, udajac sie na odwiedziny u syna, wzielam wszystkie  pudelka po lekach by dowiedziec sie ile musze czekac zeby znow podawac moje mleko Stefkowi. Na Intensywnej mieli bowiem taka 'magiczna' ksiege - w ktorej mozna bylo wyczytac  jak dlugo dany skladnik pozostaje w organizmie i jak oddzialywuje na mleko. I tak dowiedzialam sie, ze niektore ulotki potarfia nieco klamac. Koncerny farmaceutyczne wola napisac, ze nie wolno bo nikt ich w takim wypadku do odpowiedzialnosci nie pociagnie. Skad taki wniosek. Otoz stad, iz po konusltacji ze wspomniana ksiega wyszlo, ze np. ze leki antyhistaminowe nie sa problemem i moge bez problemu karmic (rzecz jasna pisze jedynie o tych, ktore ja zazywalam). Po powrocie do domu strasznie tesknilam za ta ksiega, za kazdym razem gdy zdarzylo mi sie pochorowac. Poza tym dowiedzialm sie, iz o zazyciu paracetamolu nawet nie musze laktarium informowac...i wszystko co lokalne nie stanowi problemu, gdyz w niewielkim stopniu przenika do obiegu.

Szczerze Wam powiem, ze gdy tak naplywaly do mnie te wszelkie przyjacielkie rady myslalam, ze zwariuje. Bo zeby to byla jedna wersja, ale nie. I tak dowiedzialm sie na przyklad, ze nie powinnam jesc:
 - ziemniakow (tu mi sie zapalila lampka, bo przeciez w PL wszystkie mamy jedza bulwy z sosikiem)
- moreli
- salami
- za duzo produktow mlecznych
- cytrusy
- truskawki, bo alergizujace i czeresnie - to z Polski akurat. Tutaj nikt mi o tym ani slowem nie wspomnial.

Produktow tych bylo znacznie wiecej, ale juz ich wszystkich nie pamietam. A Wam czego 'zabraniano'?!
I te ciagle pytania w stylu - masz mleko? karmisz? jeszcze duzo masz? a ile go masz?...doprowadzaly mnie do szewskiej pasji!!

7 komentarzy:

  1. Mnie mówiono na produkcję mleka pij bawarkę, a ja mądra po szkole rodzenia i przeczytaniu paru książek na temat kp byłam w tym temacie wykwalifikowana odpowiadałam, że wiem co mam robić by zwiększyć swoją mleczarnię. Nie słuchałam głupich rad sama małymi kroczkami wprowadzałam nowości do diety dla karmiącej mamy i obserwowałam swoją dziecinę jak reaguję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że samemu należy dojść do tego co jeść, by odpowiadało to naszemu maluchowi. Powinno się wprowadzać do naszej diety stopniowo różne produkty i obserwować.
    Co do leków - niestety masz rację. Wiele firm nie prowadzi badań na kobietach w ciąży i karmiących - tym samym nie wezmą odpowiedzialności za to, czy dana substancja szkodzi czy nie szkodzi dziecku. Chciałabym tę księgę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ubieglym roku jak chorowalam wiele bym za te ksiege dala. Przyznaje, iz pobyt na oddziale wiele mnie nauczyl.

      Usuń
  3. Temat karmienia piersią to chyba jeden z bardziej kontrowersyjnych tematów z okolic porodowych:)
    Pamiętam, kiedy napisałam, że chcę zaprzestać karmienia piersią (fakt wcześnie to zrobiłam) posypała się w komentarzach ogromna fala krytyki.
    Tak samo jest z tym co wolno jeść-czego nie, na żądanie czy nie, jak długo itp.
    Nie wiem dlaczego tak wiele mam podchodzi do tego aż tak emocjonalnie.
    Zauważyłam, że na każdym blogu, jak tylko ten temat jest poruszany, pojawia się nagle masa doradzających komentarzy. I tak jak piszesz, wszystkie ze sobą sprzeczne.

    Najlepiej słuchać siebie, każda mama wie najlepiej co jest dobre.
    Prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja z Starszakiem musialam miec bardzo scisla diete,bo mial skaze bialkowa. Z Mlodym jadlam wszystko (pikatnych rzeczy nie lubie) i jakos brzuszek dawal sobie rade z trawieniem. Kazda mama jest na tyle madra,ze sama zauwazy,ze cos jest nie tak,chociaz z poczatku moze to byc trudne...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mysle, ze rozsadek przede wszystkim.
    Ja niestety nie mialam okazji obserwowac Stefka po jedzeniu, bo w szpitalu nigdy nie wiedzialm z ktorego dnia dostal mleko. Poszlo dobrze!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bawarka... ileż ja się o niej nasłuchałam;-))

    OdpowiedzUsuń