niedziela, 15 grudnia 2013

DOJNA MAMA CZYLI SLOW KILKA O NASZYM KARMIENIU PIERSIA, NIE Z PIERSI!!

Stefano 16 listopada skonczyl 18 miesiecy, choc na drugim liczniku mial dopiero 15. W kwesti karmienia patrze jednak na date urodzenia, a nie na wiek korygowany bo przciez dziecie nasze odzywia sie od maja a nie od sierpnia. Prawie od samego poczatku dostaje mleko matczyne...Prawie, bo nasze poczatki nie byly takie kolorowe jak bysmy sobie wszyscy tego zyczyli. Gdy urodzilam przedwczesnie, myslalam, ze o karmieniu nie bedzie mowy...tak naparwde bylam na tyle zaaferowana stanem syna, ze karmienie piersia odeszlo na drugi plan...baaa, rzeklabym nawet, ze zupelnie o tym zapomnialam.
Dzien po porodzie, po powrocie z odwiedzin u syna, w mojej sali odwiedzila mnie Pani z laktarium z dyskretnym pytaniem 'Czy czuje sie Pani na silach zaczac wspolpracowac'. Rzecz jasna zgodzilam sie a, ze nie bylam jeszcze na silach chodzic kilka razy dziennie do laktarium to laktarium przyszlo do mnie. Zawalona zostalam instrukcjami co robic, jak stymulowac, jak dlugo, ile razy dziennie. co gdy mleko sie pojawi itp... Sprzet bardzo prosty w obsludze i tak wciaz lekko zszokowana, ze ON taki maly bedzie dostawal moje mleko, zaczelam dzialac...poczatkowo dosc nieregularnie, bo w szpitalu, bo malo intymnie...bo ilekroc ktos przychodzil w odwiedziny do kolezanki z sali to musial i na mnie spojrzec. Po kilku godzinach poczucie zawstydzenia minelo i nie przejmowalam sie, ze cala rodzina sasiadki z lozka obok zna moje gabaryty :D  Poczatkowo byla posucha, ale nie nastawialam sie na wiele...troche watpilam czy w ten sposob jestem w stanie cokolwiek osiagnac. Jeszcze w szpitalu po 2 dobach pojawila sie siara - alez to byla radosc i tu pojawila sie nadzieja, ze moze dam rade zdzialac male co nieco.
Przy wypisie do domu zostalam poinstuowana co robic w domu. Pierwszy laktator - Tommee Tippee, reczny...wtedy jeszcze nie wiedzialam co mnie czeka. Czy mleko sie pojawi, a jak sie juz pojawic ile go bedzie...jak dlugo bede odciagac...czy bede mogla przystawic itp.  Pojawilo sie jeszcze tego samego dnia - pamietam moje wzruszenie i lzy radosci, ze moge cos dla Niego zrobic. Mleczarnia ruszyla na dobre, byl nawal...lalo sie ze mnie a niestety nie moglam tego pokarmu dac synkowi - i tak przez 10 dni przyjmowania antybiotyku z zalem wylewalam wszystko co udalo mi sie odciagnac. Wylewalam, ale dalej odciagalam...48h (choc wystarczylyby 24h) po odstawieniiu antybiotyku z duma zanioslam pierwsze przydatne buteleczki z mlekiem do laktarium. Poczatkowo zanosilam 2 niepelne buteleczki (po 100 ml kazda), stopniowo bylo tego coraz wiecej i tak zaczelam dostarczac do szpitala codziennie ponad 400ml swiezego mleczka. Steffi poczatkowo tego mleka dostawal niewiele...dawek stopniowo bylo coraz mniej a pojemnosc coraz wieksza. W przeciagu kilku tygodnii zawalilam cala  Stefkowa polke w zamrazarce...i panie daly mi STOP i rade aby dalej odciagac i mrozic w domu....

Mleko, ktore dostarczalam do laktarium bylo codziennie poddawane starannej sterylizacji i mrozone w specjalnej lodowce.

W domu mlekiem zawalilam cala wolno-stojaco zamrazarke tesciowej i nasza niewielka :)

O przystawieniu do piersi nie bylo mowy, bo on zwyczajnie nie umial ssac. Mleko bylo podawane przez sonde, poczatkowo umieszcona w buzi...a po zdjeciu CPAP'u w nosku. Nie wiem czy wiecie jak zaklada sie sonde do zoladka - kiedys wydawalo mi sie to bardzo skomplikowane. Teraz kojarzy mi sie z odmierzaniem materialu w sklepie krawieckim. Bierzesz rurke...przykladasz do dziecia, odmierzasz odleglosc miedzy zoladkiem a nosem...odcinadsz i wkladasz do noska i przesuwasz w dol...w dol....docierasz do zoladka, zakladasz zatyczke i jest!! Proste, co nie?!  Do tego cuda podlaczona byla strzykawa, ktora w okreslonym tempie dozowala mleko synkowi. Przed kolejnym karmieniem kazdorazowo za pomoca sondy sprawdzano zawartosc tresci zoladkowej - odciagajac ja zwykla strzykawka.

Laktator stal sie nieodlaczna czescia mojego zycia. Odciagalam w dzien co 3godziny...nie zawsze regularnie, bo podczas codziennych kilkugodzinnych wizyt na oddziale wolalam siedziec przy synku niz isc maltretowac swoje piersi do laktarium. Moglam sobie na to pozwolic bo mleka bylo wystarczajaco duzo i nie musialam stymulowac za czesto i tak naparwde godzina czy poltorej nie robily roznicy. Wolalam siedziec przy synku a mleko spokojnie odciagnac w domu.
W nocy nie wstawalam, pierwsze dni po porodzie padalam wykonczona w lozku ok. 20:30 - 21, M. budzil mnie na odciaganie okolo polnocy i nastepne spotkanie z laktatorem bylo rano. Czasami zdarzalo sie, ze budzilam sie mokra, no i o spaniu na brzuchu nie bylo w dalszym ciagu  mowy.

Wszystko toczylo sie pieknie, problemow z laktacja nie bylo, az do pamietnej operacji laserowej oczu. Dopadl mnie kryzys, totalnie sie rozkleilam jak zobaczylam moje dziecie ponownie zaintubowane...i oddychajaca za niego  maszyne. Wrocilismy na chwile do domu (do szpitala mamy 5 minut, jakby sie dobrze wychylic z balkonu to nawet go widac) zabralam sie za moje obowiazki a tu nic...z jednej piersi cos tam pokapalo a druga strajk totalny. (Z jedenk piersi od samego poczatku odciagalam znacznie wiecej niz z drugiej). Maz pocieszal, a ja znowu w ryk, ze nie moge tak po prostu stracic mleka, nie teraz!! Chwile pozniej znow stalismy obok synka - operacja poszla sprawnie, Steffi sie wybudzil1...stres powoli zaczal odchodzic. Zawzielam sie, ze nie poddam sie tak latwo, nie bez walki - stymulowalam piersi do pracy co 2h...budzik nastawialm na 4:00 aby i w nocy, choc raz, dac im kopa. Po kilku dniach lakatacja wrocila :)
Nadeszla chwila, ze Steffi zaczal pic mleko z butelki...sonda poszla prawie w odstawke. Posilkow bylo coraz mniej, ale za to bardziej obfite. Zaczela switac mi mysl, ze moge kiedys uda sie Malego nakarmic z piersi. I wtedy zaczal sie koszmar z jedzeniem. Steffi zaczal zasypiac w polowie posilku...karmienie Go to byla meczarnia. Saturacja spadala - laskotalismy pod stopami, glaskalismy po karku....nic, wypijal polowe i spal. Przeswietlenie pluc wykazalo niewielka dysplazje oskrzelowo-plucna stad problemy przy ssaniu. Stefko szybko sie meczyl i padal wyczerpany. Diuretyki pomogly rozwiazac problem i podawanie tlenu podczas jedzenia nie bylo konieczne. O karmieniu z piersi nie smialam nawet myslec, gdyz bylismy zmuszeni dla naszego skrajnego wczesniaka uzywac smoczkow z 3 dziurkami czyli tych dla dzieci duzo starszych. Z tych z wolniejszym przeplywem On zwyczajnie nie dawal rady ciagnac. Ile my smoczkow wyprobowalismy zanim znalezlismy ten idealny. Dla mnie karmienie to byl koszmar - mialam przed oczami obraz spadajacej saturacji albo tego, ze on za chwile mi sie zakrztusi, przeciez to mleko leci tak szybko. Na szczescie zwykle robil to moj maz, podczas gdy ja w tym czasie odciagalam mleko na kolejny posilek.

Po pewnym czasie, gdy Steffi ladnie, w blyskawicznym wrecz tempie, oproznial swoj przydzial mleka, zdarzylo mi sie go kilka razy przystawic. Tak po prostu, bez presji, dla uspokojenia - cos tam pociagnal, ale nie szlo mu jak z butli. Dodatkowo Stefkowe posilki to nie bylo jedynie mleko - w porze posilkow pierworodnego nasza kuchnia przeobrazala sie w male laboratorium. Lista witamin, integratorow, proszkow, diuretykow itp. byla dluga. Tak naprawde poczatkowo jedynie 2 z 7 posilkow byly czysciutkie. Musialbym wiec, najpierw odciagnac nieco mleka - dodac co trzeba podac synkowi a nastepnie przystawic do piersi i liczyc, ze pociagnie reszte. Nie wiem, czy mozna powiedziec, ze decydujac sie na odciaganie poszlam na latwizne?!Niech bedzie, ze poszlam, a co mi tam!!

Bylo kilka ciezszych chwil, zwlaszcza podczas moich niedomagan zdrowotnych. Po kilku miesiacach intensywnego odciagania palce u rak zaczely odmawiac posluszenstwa. Budzilam sie z ogromnym bolem i odretwialymi palcami. Magnez nieco pomogl, ale laktator nie wytrzymal presji. Nowy chcialam porzadny, choc z drugiej strony nie chcialam wyrzucac pieniedzy w bloto, gdyz bylismy z mezem swiecie przekonani, iz kraina mlekiem plynaca nie pociagnie juz dlugo. Philips Avent elektroniczny, ktorego mozna uzywac na 3 sposoby 1) podlaczony do sieci 2) na baterie 3) jako reczny. Mijaly miesiace i tak sobie zylam w przyjazni z laktatorem. Z zakupu bylam zadowolona, na tyle, ze jak po kilku miesiacach rozwalilam motorek (dziesiatki upadkow) od laktatora kupilam drugi identyczny, ktory sluzy mi do dzis. Dokladnie do dzis, bo moja przyjazn z laktatorem wciaz trwa, ale ma sie ku koncowi. Rozdzial 'Karmienie piersia' powoli sie zamyka - to juz ostatnie jego strony. Nie myslalam, nie marzylam nawet, ze to tyle potrwa, ale skoro mleko bylo to postanowilam dobic do 18 miesiecy...18 miesiecy odkad Steffi zywi sie wylacznie mlekiem mamy (z drobnymi wyjatkami).
Jak juz na poczatku wspomnialam 18 miesiecy Stefka po tej stronie brzucha minelo w polowie listopada, pokarm w postaci mleka zaczal jednak przyjmowac nie od razu. Pierwsze sladowe ilosci mleka zaczal dostawac po kilku dniach - 5ml, 7ml. Na szczescie jelita zareagowaly dobrze i 4 czerwca odlaczono zywienie parenteralne (pozajelitowe). Od tej chwili Steffi zaczal przyjmowac juz wylacznie mleko i wlasnie ta data stala sie moja wyrocznia. Dlatego tez postanowilam dobic do symbolicznego 4 grudnia by zakrecic kurek w mleczarni. Ciesze sie ogromnie, ze mi sie tak udalo...w sumie to nam, bo bez pomocy meza zapewne nie dalabym rady...Ciesze sie, ze udalo mi sie dotrwac do chwili, w ktorej to ja podejmuje decyzje, ze mleczarnie zamykamy.  Nie ukrywam, ze wymagalo to ode mnie wiele poswiecenia i cierpliwosci, ale dzieki ogromnej pomocy meza misja zostala zakonczona sukcesem. Nie zaluje tych wszystkich godzin poswieconych na odciaganie mleka. Poczatkowo bylo to 6-7 razy dziennie po 30 - 40 minut. Z cala swiadomoscia moge powiedziec, ze robilam z to z miloscia i zrobilabym to jeszcze raz!! I kto by pomyslal, ze moje mizerne B tyle naprodukuje ?!


21 komentarzy:

  1. Piękna, wzruszająca i przede wszystkim godna polecenia wszystkim mamom przygoda z karmieniem. Nie wiem, co powiedzieć jeszcze, bo trochę mi wstyd- miałam tyle mleka ile potrzeba, również przy mizernym B (kto wymyślił tę bzdurę, że mało mleka w małych? To jest na odwrót! :)) Jednak, to że często nie było mnie w domu (robiłam prawko), a Mały zaczął pić mm, było wymówką by przestać karmić. Czułam ulgę, gdy przstałam ale jednocześnie gdzieś tam z tyłu głowy trochę miałam żal, że mogłam pociągnąć dłużej. No nic, chylę czoła przed Tobą! Jesteś mega wytrwała...nie jedna poddałaby się na starcie. A o sondzie słyszałam trochę, bo mojemu instruktorowi od nauki jazdy właśnie, urodził się w tym czasie synek z wadą serduszka.
    P.S Jeśli masz ochotę wpadnij do mnie po nominacje do zabawy blogowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz ja mysle, ze gdybym karmila tak normalnie to jak na ironie pewnie bym tyle nie pociagnela - gdy u synas pojawily sie pierwsze zeby to naprawde ostro obchodzil sie ze smoczkiem.
      p.s. dziekuje za zaproszenie. skorzxystam z milas checia :)

      Usuń
  2. Jesteś niesamowita!!! A sondę przez nos do żołądka znam, ale taką dla dorosłych. Brrr, okropne wspomnienie, Dobrze, że Stefek miał ją w okresie, którego w przyszłości nie będzie pamiętał. Mam strzykawę od tego w domu. Jak mnie łapie jakiś dół, że jest źle, to na nią patrzę i uświadamiam sobie, że źle to było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie bedzie pamietal. A Tobie zycze, zeby juz bylo tylko lepiej!!

      Usuń
  3. Ewcia jesteś wielka. Bardzo mi i innym mamom zainponowałaś, bo miałaś dużo bardziej trudniejsze kp, bo musiałaś dużo czasu poświęcić na odciąganie pokarmu co do łatwych rzeczy nie należy sama to przeszłam jak Lulcia leżała w szpitalu w wieku 2 mc i musiała być tydzień na mm by sprawdzić czy moje mleko jej nie uczula i wtedy by wrócić do kp odciągałam co 3 godz bo tak w tym czasie jadła, a potem walka by zaczęła ciągnąć pierś po butelce co łatwe nie było. Ale podobnie jak TY zawzięłam się i nie poddałam się bo powiedziałam, że będzie ssać pierś i się udało i Tobie też się udało. Dla Stefiego Twoje mleko, siara to wszystko co mogłaś mu dać najlepszego od siebie, od natury, jesteś wielka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj, to nie wiedzialam, ze Lulinka miala takie ciezkie przezycia :(

      Usuń
  4. Dałaś synkowi to, co prócz miłości jest najważniejsze. Zdrowy pokarm dla jego najlepszego rozwoju. Nie tylko dziś ale później, w dalekiej przyszłości. Chciałabym takie historie czytać na innych blogach, ale niestety panuje przekonanie że pokarm sztuczny jest równie dobry co naturalny. Niestety, nigdy nie będzie.Jesteś po prostu wielka! Chylę czoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje. Wiesz, teraz sa naparwde dobre mm - tak mowili mi neonatolodzy z intensywnej. Steffi mial przez kilka dni odstawione moje mleko w celu sprawdzenia czy to ono podnosi poziom bilirubiny. Niestety byla to dysplazja oskrzelowo-plucna i wtedy przez kilka miesiecy czesc posilkow mial specjalne mleko dla wczesniakow z laktoferyna (gdyz u mnie w mleku bylo jej malo) a jego pluca potrzebowaly tej proteiny.

      Usuń
  5. Oj kochana wszystkie wypomnienia mi wróciły, ten laktator, inkubator, godziny siedzenia w szpitalu przy dziewczynkach. Ja też odciągałam tylko przez 3 miesiące, później mój organizm odmówił posłuszeństwa i zaczęłam się sypać. Przez ten czas dziewczynki były tylko po jednym razie przy mojej piersi. ech pamiętam moje początki z laktatorem, o była jakaś masakra....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać że jesteś wielka, ja bym nie dała rady tyle miesięcy ciągnąc

      Usuń
    2. Kochana, ja to sie zastanawiam jak ty w ogole dalas rade karmic 3 ksiezniczki na raz?!

      Usuń
  6. Ewuś - ja powtórzę po Poprzedniczkach!!! Jesteś WIELKA! I mnie wspomnienia powróciły; laktator - jako główny stymulator, sondy, nietolerancje...Moje kryzysy, przypływ mleka, potem jego zanik.
    Tyle się działo.
    BRAWO!!! To cudowne, że tak długo karmiłaś!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. cieszę się że Tobie się udało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzieki za mile slowo :) Nie czuje sie wielka, bo ja to nie dl achwaly robilam a z potrzeby serca :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękna historia!!!!!!!
    Mój mały, urodzony w terminie, niestety miał niedrożność przewodu pokarmowego i nie chciał a właściwie nie mógł ssać piersi… Pamiętam, jak siedziałam na łóżku z mężem obok chwilę po tym, jak przyszedł do nas ordynator neonatologii i powiedział, że mały będzie przewieziony na chirurgię dziecięcą i prawdopodobnie czeka go operacja a ja mogę wyjść do domu. Siedziałam na tym łóżku i płakałam, przyszła pani laktatorka i pyta czy przystawiałam małego do piersi, mówię, że nie, bo w ogóle nie chce pić ani mojego mleka ani ze strzykawki i że prawdopodobnie będzie miał operację. Na to pani mówi: to może przyniosę pani laktator i będzie Pani odciągała mleko? Na to ja, że nie mam teraz głowy do tego i że pewnie i tak mi nic nie poleci a ona takim spokojnym głosem, łapiąc mnie za rękę: myślę, że powinna Pani spróbować, zrobi Pani coś dla swojego dziecka i zajmie Pani czas... Pierwszy raz ściągnęłam mleko a właściwie siarę w szpitalu i było tego tyle, co kot napłakał, ale Pani powiedziała, że tak to wygląda na początku i że z czasem będzie lepiej.
    Jestem jej za to wdzięczna. Tak, jak Ty ściągałam mleko i woziliśmy je do szpitala do małego a jak już Panie powiedziały, ze mają spory zapas to zaczęłam mrozić w domu. W ciągu dnia co 3h a w nocy co 4h.
    Koniec końców mały, jak ja to mówię, wystraszył się operacji i po 7 dniach został wypuszczony do domu (chociaż operacji a dokładniej trzech w późniejszym wieku nie uniknął) a jak już mógł jeść normalne porcje a nie 2, 5 czy 10 ml mogłam przystawić go do piersi. Pamiętam, jak dziś, jak jechałam do niego do szpitala wiedząc, że będę mogła go przystawić. Trochę się bałam, ale mówię sobie: no co? przecież pielęgniarki mi pomogą w razie czego... A one tylko zapytały, czy przystawiam czy mają przynieść butelkę. Więc mówię, ze przystawiam, po czym one sobie poszły. A my zostaliśmy sami i synek po 5 dniach w końcu zaczął ssać mleczko z piersi. Jaka ja wtedy byłam szczęśliwa!!!! Wytrwaliśmy do 8 miesięcy, ponieważ w międzyczasie, myśląc, że wszystko jest ok, wróciłam do pracy i pokarm zaczynał się rozregulowywać (chociaż przystawiałam małego w nocy, rano przed pójściem do pracy, w pracy ściągałam i przystawiałam po powrocie) a do tego wróciła do nas choroba małego, moje stresy, jego pierwsza operacja i małe powikłania po niej i koniec końców z tego wszystkiego straciłam pokarm a nie miałam już siły na ponowną ‘walkę’ z laktatorem.
    A mogę zapytać, z którego tc jest Twój mały? I czy miał jakieś operacje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widze, ze i Twoj smyk mial nieco pod gorke. Jak dobrze, ze trafilas na rozumne polozne, ktore staraly sie pomoc a nie zmuszac. Wiele sie naczytalam o tych 'nawiedzonych'.
      Co do Twoich pytan. Stefko jest z 28tc. Zabiegow chirurgicznych na szczescie nie mial. jednak miesiac po narodzinach przeszedl operacje laserowa oczu na ROP (retinopatie wczesniacza).

      Usuń
    2. No to super, że obyło się bez operacji, bo gdy leżałam z moim małym w szpitalu to widziałam dużo wcześniaków, na przykład z 30tc ze zrośniętym przełykiem, wodogłowiem pokrwotocznym, z rurkami tracheomijnymi. Super, że twój taki maluszek a tak ładnie sobie poradził :))))). Buziaki dla niego!!!!!

      Usuń
  10. Brawo Ewcia! ja karmilam chlopcow rowne 3 miesiace. Malo - niemalo,ale wazne,ze probowalam,ze dostali troszke maminego mleka. Smutne jest to,ze niektore mamy nawet nie probuja i swiadomie wybieraja mm. Ja po pierwszym Synku wiedzialam,ze MM to luksus. Majac swiadomosc,ze Starszak ma silna skaze bialkowa,a ja bylam na wyczerpaniu nerwowym i glodowym (kazdego dnia moglam jesc tylko kurczaka i dzem) postanowilam wybrac miejsze zlo. Nie zgadzam sie z EMKA,ktora uwaza,ze MM nigdy nie dorowna mleku mamy,a wlasnie ,ze dorowna. Nie lubie porownan typu,ze dziecko bedzie mniej chorowalo, zdrowsze, podatniejsze itp,bo tak nie jest. Mleka modyfikowane maja praktycznie wszystko to co Mamine mleka. Nie osadzajmy zle Mam,ktore wybraly MM. Dla mnie Ewus jestes kobieta pelna podziwu,bo ja bym tak rady nie dala....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jesteś w stanie odtworzyć naturę? Zbudować coś, co w sposób naturalny powstało? Jesteś w stanie zbudować życie ludzkie poza macicą? Jesteś w stanie zbudować coś, co jest zmiennego? Pokarm ludzki wytwarzany jest z krwi, stąd jego nazwa, biała krew. Produkowany na bieżąco. Dostosowujący się do dziecka. Pokarm mm produkowany jest z czego? Z odtłuszczonego mleka krowiego? Wzbogaconego tym co potrzeba? Jesteśmy jedynym gatunkiem, które w procesie ewolucji wykorzystuje mleko innego ssaka do przetrwania.
      Karmienie piersią jest kontynuacją tego, jak dziecko karmione było w łonie matki. Tylko, że dalej nie jest karmione pępowiną, a poprzez pierś.To jego czwarty trymestr połączenia z matką. Poprzez mleko, które ZMIENIA się swoim składem w dzień, w noc, dostosowuje się do zmieniających się potrzeb dziecka każdego miesiąca.
      Nie byłam pewnie na Twoim blogu i nie czytałam Twoich historii o karmieniu piersią, ale na wielu blogach spotykam się z tym samym. Te same powielane stereotypy, te same błędy przy karmieniu. I smutno mi jak czytam jak rzeczy ważne są zamiatane pod dywan, a skupianie jest na tym jakie dziecko ma kompletowane książeczki, zabawki, ubranka.
      Karmiłam dwukrotnie. Starszy syn kończy 16 lat. Karmiłam go 21 miesięcy. I wiem jaką ma zbudowaną naturalną odporność na choroby. Dziecko alergików jest zdrowe! Bez alergii! Dziś karmię drugiego syna, 8 miesiąc naszego cyckowania leci. Bo to jest najważniejsze co mogę dziś dać synkowi prócz miłości. Dla mnie mm nigdy nie będzie luksusem. Sama jestem alergiczką i doskonale wiem, jakie piekło przeżywałam każdego roku, kiedy dopadała mnie alergia.
      I mnie Miniowe Szczęście denerwuje jak ktoś krzyczy, że po mm dziecko jest zdrowe. Bo chciałabym, aby ktoś napisał takie słowa gdy dziecko poprzez nastolatka stanie się dorosłym i będzie zdrowym człowiekiem.
      Bo rzecz oczywista o zdrowiu człowieka nie decyduje tylko sposób karmienia. Jest jednak jego jednym z elementów.

      mm powstał by pomagać tym 1-2 procentom kobiet, które z przyczyn naturalnych karmić nie mogą, jak to wygląda statystycznie nie trzeba pisać

      Usuń