środa, 27 listopada 2013

SECOND HAND

Kto nigdy w zyciu nie byl w second handzie reka w gore...ja bylam!! Co prawda nie naleze do zawodowych 'wygrzebywaczek'...po prostu musi mi sie cos rzucic w oczy, przykuc uwage kolorem, wzorem, materialem...Gdy mieszkalam w PL bywalam dosc czesto...raz na tydzien sie wpadlo chociazby zobaczyc nowy towar. Jeszcze za czasow narzeczenskich ubieralam tam sama siebie i pozniej paradowalam i 'blyszczalam' w tych moich 'luksusowych' (choc zdarzylo mi sie i wydac 60 zl za tunike w ktorej zakochalam sie od pierwszego wejrzenia) rzeczach wsrod wszechoobecnych w It - D&G, Armanich, Prad itp. Jeszcz gdy wlasne dziecie bylo jedynie w planach, chodzilam wyszukiwac 'perelki' dla moich siostrzenic.
We Wloszech 'lumpow' brak - zaluje bo ilekroc widze zdobycze blogowych znjomych to zazdroszcze, ze moga sobie pogrzebac. Jakis czas temu naszla mnie nawet  mysl, ze gdybym to tak miala za duzo pieniedzy to bym taki SH otworzyla...bo w dobie kryzysu, przeciez i tu by sie przyjal. Dzisiejsza rozmowa z mamami Stefkowych kompanow z grupy rozwiala wszelkie watpliwosci. Wszystkie narzekamy, ze ubrania dla dzieci takie drogie...czekamy na 6stycznia* jak na zbawienie aby kupic dziecku kurtke i nie zbankrutowac. Mowie wiec, ze jakis czas temu wpadla mi w rece ulotka, ze otwieraja komis z artykulami dla dzieci (ubrania, zabawki, wozki)...i tu widze oczy szeroko otwarte jednej z mam. Nie, nie, nie dla dziecka to bym nie kupila uzywanego - przeciez nie wiesz kto to nosil. Mowie wiec, ze jestem innego zdania i moje dziecko nosi odziez uzywana (glownie odziedziczona)...Mama F. kontunuuje, ze OK, ale odziez, ktora nosi moj syn mam od znajomych, ludzi, ktorych znam.  Ja, ze niekoniecznie, bo ja niektorych z tych ludzi na oczy nie widzialam - np. kuzyn kuzynki M. to dla mnie obcy. Rozmowa toczy sie jeszcze chwil kilka i ostatecznie inne mamy przyznaja mi race, ale i tak w ich oczach widze, ze nigdy by do lumpeksow nie weszly. Dlaczego...bo to wstyd?...bo to niehigeniczne?....bo taka tu panuje metalnosc?...bo...???

*6 stycznia - we Wloszech wyprzedaze sezonowe sa regulowane prawnie. Kiedys bezposrednio rzad decydowal o ich rozpoczeciu. Obecnie decyzja ta nalezy do regionu/miasta. Z reguly te zimowe zaczynaja sie w okolicach swieta Trzech Kroli, w tym roku u nas ponoc maja ruszyc 5 stycznia.

12 komentarzy:

  1. A ja chodzi po SH a zwłaszcza takim jednym ulubionym tam zaWsze znajdę coś dla dziewczynek ( bo zazwyczaj poluje na dziale dzieci) oj mam kilka perełek :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie - rzadko, bo rzadko - ale zdarza się kupować w sklepach z używaną odzieżą - zarówno dla siebie, jak i dla Emilki.Zdecydowanie częściej miało to miejsce, kiedy Emilka była mniejsza, i kiedy mieliśmy rehabilitację, bo tam wypatrzyłam mały punkcik z odzieżowymi perełkami. Nie widzę w tym nic złego. Wiem, że wśród niektórych panuje przekonanie, że to niehigieniczne, ale każdy posiada pralkę, a rzeczy z ''second handów'' - jak się dowiedziałam ( nie wiem czy to prawda) - są nawet mniej szkodliwe, niż te nowiutkie, świeżutkie z ''normalnych sklepów'', gdzie odzież nasączona jest chemią, która w istocie spiera się po kilku praniach. Nie wiem czy to prawda, czy mit, ale kiedyś - na słynnym portalu informacyjnym - był artykuł dotyczący lumpeksów. Ja, jak to ja - musiałam przeczytać nie tylko tekst autora, ale i miliony komentarzy. Wielokrotnie powielano pogląd, że odzież używana - to jakby ''zdrowsza'' odzież. Poza tym, ja właśnie nie rozumiem jednego - ktoś ubiera swoje dziecko w rzeczy po kimś ( kuzynku, koledze itp), a nie kupi w ciucholandzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie to samo slyszalam, gdyz kiedys polozna mojej siostrze mowila. Czy to prawda to nie wiem, ale swoj sens ma :)

      Usuń
    2. Dziewczyny skoro tyle osób o tym mówi, że odzież używana lepsza bo pozbawiona tych wszystkich dodatków to musi w tym być ziarnko prawdy, ja też to słyszałam. Teraz SH się zmieniły, ewoluowały i często już nie przypominają lumpeksów z wielkimi koszami do grzebania, a ekskluzywne butiki, gdzie każdy ciuszek wisi na wieszaku. Ja uwielbiam SH zarówno dla siebie, dla Lulci i zawsze coś upoluję i kupię dla małżowinki. Robię sobie taki zazwyczaj sobotni maraton bo wtedy mam najwięcej czasu na szperanie, chodzenie i buszowanie :) Więc może w tą sobotę się wybiorę. Ewiczka, a co do mam, które w swojej notce przytoczyłaś to założę się, że do SH by weszły z ciekawości i mogło być tak, że wejdą kupiłyby, ale nie przyznałby się do tego :)

      Usuń
  3. Ja nie potrafię kupować ciuchów w lumpeksach :(...nie raz próbowałam i mi to jakoś nie wychodzi. Moja koleżanka bardzo często odwiedza second hand i zawsze znajdzie coś fajnego za bardzo małe pieniądze, a ja jakoś tam nie umiem grzebać w tej stercie ciuchów, a szkoda bo wiem, że można znaleźć świetne rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas w Uk lumpeksów też nie ma ale są charity shops, gdzie oprócz używanych ubrań można znaleźć książki, płyty, zabawki, agd... wszystko. Każdy sklepi zbiera pieniadze na jakiś cel np. hospicja. Ludzie baaardzo chętnie tam oddają swoje niepotrzebne rzeczy z domu. Sama tam ubrania ciążowe zaniosłam. A prawie wszystki ciuszki Toto są właśnie z takich sklepów. Niektóre kupiłam nawet z metkami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swietny pomysl. Ja ciuchy wrzucam do pojemnikow Caritasu,,,co sie potem z nimi dzieje to nie wiem. Steffi wiekszosc ubran ma po kims - same do nas przybywaja z roznych czesci Wloch lub polskich lumpeksow :)

      Usuń
  5. buciki jesienne dla Lulci mamy używane :) ceny np. w pepco i sh są podobne. bardzo lubie sh, jednak chyba nie mam cierpliwości na zakupy tam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to ja nie mam cierpliwosci wybierac sie tam z moja siostra i ciocia, bo one to prawie zawodowe grzebaczki!!

      Usuń
  6. Kurcze... W Niemczech ciuchlandów jak na lekarstwo... W mojej okolicy niestety niema żadnego. Są kinderflohmarki - specjalnie z art dla dzieci, ale jeszcze nie miałam okazji żadnego odwiedzić. Coś na wzór podwórkowych wyprzedaży, podobno można okazyjnie fajne rzeczy kupić z drugiej ręki. Eh... Nie mogę się doczekać powrotu do PL, chyba przez tydzień dzień w dzień będę w jakimś Sh bo ja to chora na grzebactwo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle jak jestem w PL to wizyta w ciuchlandzie jest niemal obowiazkowa. Ostatnio sie nie zlozylo, bo niestety okolicznosci naszego pobytu byly dosc przykre :(

      Usuń