wtorek, 26 listopada 2013

MAMA BALAGANIARA

Mama Ewiczka jest osoba dosc specyficzna. Jest w niej cos z balaganiary, ale i z pedantki. Nie mozliwe powiecie...a jednak. Lubi czyste, uporzadkowane mieszkanie, drazni ja balagan i widok porozrzucanych rzeczy...a jednak czesto sama uczestniczy w tworzeniu tego 'artystycznego' nieladu. W naszym mieszkaniu panuje niepisana umowa, iz wszystko odkladamy na swoje miejsce...nie zawalamy komody w przedpokoju a tym bardziej stolu w salonie. Piekna teoria, ktorej praktyka sie nie trzyma. W 80% przypadkow nakrywajac do stolu musze dokopac sie do blatu...grrr. W naszym m jest jakas magia - jak  odlozysz jedna rzecz w niedozwolone miejsce to istnieje pewne ryzyko, ze polozysz tam i druga... jak juz polozysz druga to koniec bo trzecia, czwarta czy piata zostana przyciagniete przez nia niczym magnez...i gora rosnie. Wraz z gora rosnie i cisnienie...Szala goryczy sie przelewa i jest sprzatanie, ukladanie i dbanie o porzadek...nic na meble/stol nie odkladamy, bo wszystko teoretycznie ma swoje miejsce!! Ha, pewnie, ze ma, wiec dbamy o to aby wlasnie tam trafialo...dzien, dwa, trzy a nawet i cztery...dopoki nie wrocisz zziajana z supermarketu i jest buch siata z zakupami na stol albo dokumentacja medyczna pierworodnego a to znowu butelka z winem czy DVD, ktore syn wyciagnal niewiadomo skad. Myslisz sobie odpoczne 5 minut i potem odloze, bo przeciez robota nie ucieknie...i tak sie zaczyna.

Ewiczka z domu wyniosla pewne zasady. Po jedzeniu sprzatamy po sobie, odnosimy brudne talerze, kubki po kawie czy herbacie do kuchni, najlepiej do zlewu. Tak tez stara sie robic. Stara sie co  nie znaczy, ze zawsze sie uda. Zdarza jej sie zostawic niedopita kawe an stoliku (alez ja zawsze za to karcila  sw. pamieci babcia), kciazke na kanapie, ladowarke od komorki zwisajaca z polki czy kapcie przy kanapie.
A syn Ewiczki to maly potwor - wprowadza matke w kompleksy. Ktoregos dnia matka pospiesznie ubiera dziecko...wciskamy buciki a kapcie z pospiechu zostaja przy tapczanie. Ewiczka instruuje syna, ze ma tu stac i czekac...i w ogole to ma sie nie ruszac, zeby sie nie zgrzac, podczas gdy ona leci do kuchni przygotowac picie dla syna. Po kilku sekundach wraca a Steffi z wedruje przed pokoj z papciami w reku...mamuska otwiera buzie, zeby go skarcic, bo przeciez mial stac i czekac i w dodatku rece dopiero co umyte...wycofuje sie jednak gdy syn obrzuca ja groznym spojrzeniem i kontynuuje marsz do przedpokoju, odstawia papcie na ich miejsce...wesolo klaszcze w dlonie i wraca gotowy do spaceru. Matka oblewa sie rumiencem...wstyd, wstyd, wstyd, zeby niespelna poltoroczne dziecko musialo uczyc Cie porzadku.

13 komentarzy:

  1. Żaden wstyd, tylko fakt, który świadczy o tym, ze Mama dobrze Syna wychowała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj czeka mnie wychowywanie synka.. na razie jego zabawki ogarnęły nasz salon,a ja kazdym nieporządkiem tłumaczę sobie,że nie miałam jak,bo mi zabawki przeszkadzają..
    Ale na półkach muszę mieć wszystko równo poukłądane,na podłodze.. tragedia-tam jest świat dziecka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jako nastolatka byłam straszną bałaganiarą mama mnie ciągle karciła i krzyczała posprzątaj, a u mnie w pokoju góra ubrań na krześle i kubki z pleśnią :) Ale w swoim domu jestem pedantką do granic możliwości latam, chowam, utykam, i poganiam męża i córę do porządków i Lulcia podobnie jak Stefi zawsze odkłada swoje rzeczy na miejsce, czasami potrafi cofnąć się ubrana i odstawić buciki na miejsce mała porządnisia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako nastolatka mialam podobnie jak Ty, choc kubki plesania nie zarastaly. Ciagle mnie upominana, ze mam porzadek zrobic na biurku i w szufladach bo jak nie to mi szuflady na srodek pokoju wywala...no i ktoregos pieknego dnia grozby staly sie rzeczywistoscia :D

      Usuń
  4. Ojj chciałabym Tymkowskiego tak nauczyć porządku, chciała... ale czytając Twój wpis spojrzałam na nasz stół w kuchni... i się przeraziłam: cukierniczka a obok talerz z ciastem, kubek, kółko (ulubione do zabawy), grzechotka, kabel usb, łyżeczka, kartka...to dopiero wstyd. Biorę się za sprzątanie!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha ten umowny porządek skądś znam i ten stół i to odkładanie jednej rzeczy tam a potem...:)
    Należy Ci pogratulować porządnego synka! Oby tak dalej a będzie Cię motywował do trzymania się umowy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. heh jakbym czytała o nas. zwłaszcza 1 akapit :D. mamy tak małe m, że jedna rzecz nie na swoim miejscu i bałagan niesamowity. ciężko nam utrzymać porządek, zwłaszcza że w domu tylko śpimy... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No naszym niecalym 50m2 tez wiele nie potrzeba aby powstal balagan :(

      Usuń
  7. I ja mogę się podpisać pod Twoim postem Ewiczka ;D Właśnie zabieram się za porządki :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajnie, że tak staracie się odkładać wszystko na swoje miejsce. U mnie niestety tak rzadko się zdarza w sofa w małym pokoju wciąż jest zawalona, do stołu trzeba się dokopać.
    Widok uporządkowanego mieszkania jest piękny i zawsze sobie obiecuję jak porządnie wysprzątam, że będę o to dbać.

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Hi, hi - fragment o komodzie i stole, to tak jakbym o nas czytała. Takie same założenie i identyczny efekt:) Super Stefciu!

    OdpowiedzUsuń
  10. he u mnie podobnie jak u Ciebie :) stół zawalam zakupami, krzesła ubraniami, cholera mnie na to bierze ale jakoś tak to samo tam się kładzie. Tez lubię porządek, mam tak że jak nie ma wysprzątanej kuchni z rana to nie zjem śniadania, wiem że to głupie ale przy jedzeniu muszę mieć czysto.
    Czasem wracam wymordowana z pracy, ale jak widzę jaki bałagan zostawiliśmy z rana z pośpiechu to zamiast siąść to gonie jak wariat i sprzątam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, nie znosze widoku brudnej kuchni. Zwlaszcza, ze my maly jedynie wneke kuchenna, wiec caly bajzel mam niejako i w salonie. Ja strasznie sie denerwuje gdy moj maz w kuchni sprzata tzn. pomyuwa naczynia...ile razy bym nie prosila to i tak nie wytrze zlewu i blata...ehhh.

      Usuń