sobota, 30 listopada 2013

Kartka z kalendarza 30/11/2011

   Dwa lata temu na pierwszej stronie mojego pamietnika napisalam:

''30/11 – nie pojawil sie...jako,ze slowo sie rzeklo wyciagam z szafki test (zakupiony kiedys tam, tak na przyszlosc :D...bez przekonania rozrywam opakowanie i postepuje zgodnie z instrukcja...10sekund – zwykle to pikus...nie tym razem – jak na zlosc dzis jest skapo...nie bede stac i bezczynnie gapic sie w te 2 okienka (bo i tak wiem jaki bedzie resultat)...mam 3 minutki, akurat zdarze odswiezyc twarz – splukujac zel z pyszczka, kontem oka widze test...nie...nie...nie moze byc – i taka jeszcze 'zapieniona' wedruje w jego strone...jak byk sa dwie...minela dopiero mniej wiecej minutka, ale kreska jest wyrazna... jestem w CIAZY – poczatkowy szok, lzy szczescia, ogolna radosc i ogromna chec podzielenia sie nowina z mezem....nie przez telefon (wiem, ze on by nie chcial dowiedziec sie w ten sposob).''


A piec i pol miesiaca pozniej po raz pierwszy zobaczylam ta malenka zwisajaca stope :)

9 komentarzy:

  1. Cudowny wpis. Ja tez pamietam TEN test,a nawet DWA testy,ktore pokazaly TAK, pod twoim serduszkiem narodzilo sie nowe zycie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też pamiętam swoje dwie kreski :))) nawet 3 razy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowna chwila! :) Mój test z dwoma kreseczkami leży, schowany głęboko w pudełeczku... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj test najpierw lezal przez tydzien na pralce w lazience...zaluje, ze go nie zachowalam, ale M. stwierdzil, ze to niehigeniczne :(

      Usuń
  4. Ehh... Piękne wspomnienia masz :) Mój mąż wiedział wcześniej od testu że jestem w ciąży ;) A skąd? Może wiedział co robi ;)

    OdpowiedzUsuń