wtorek, 12 listopada 2013

JESIEN

  Jesien, przyszla i do nas... Nie lubie tej pory roku...za szarosc, za deszcze, za wiatr, za krotkie dni, za temperatury poznizej 20°C, za to jak wplywa na moj humor, za to, ze nic mi sie wtedy nie chce...

Gdyby nie fakt, iz wielkimi krokami zblizamy sie do polowy listopada to rzeklabym iz przyszla niespodziewanie...dokladnie, praktycznie z dnia na dzien - rzecz jasna przyszla w najmniej odpowiedniej chwili...gdy maminia na 8:00 musiala stawic sie w gabinecie lekarskim ulokowanym po drugiej stronie miasta. Pobudka miala byc wczesna....a byla bardzo wczesna. Dziekuje ex-lokatorom z pietra wyzej, co to 'wspanialomyslnie' zostawili na balkonie wiadro, ktore bawi sie w berka z wiatrem...i co chwil kilka, ma bliskie spotkania pierwszego stopnia z balkonowa bariera...tak, tak dziekuje za to cudowne 'brzdek'!!

O 5:30, po polgodzinym przewracaniu sie z boku na bok, matka stwierdzila, ze juz nie usnie i ociezale zwlekla sie z wyra...kawa, kanapka, ''krowie obowiazki'', podklad, co by troche koloru nabrac i nie wygladac jak ofiara przemocy w rodzinie (siniak pod okiem wciaz sie dzielnie trzyma)...by juz o 7:11 zmarznieta siedziec w autobusie...rzecz jasna ciepla kurtka zostawla w szafie zeby pierworodnego nie budzic, a czapki, szaliki itp...siedza sobie pieknie w garazu. I jakby wstretna pogoda...z wiatrem, ulewa, chlodem nie byla wystarczajaca jak na poniedzialkowy poranek to centralnie przed budynkiem, gdzie podazala mamina, wiatr obalil drzewo i zablokowal droge...Mammi wysiadla kilometr wczesniej i podazyla pieszo by juz po 30 sekundach zostac totalnie ochlapana przez pierwszy nadjezdzajacy samochod...i miala wtedy swiecie dosc...
Wizyta u alergologa trwala doslownie 5 minut, w miedzy czasie drzewo usunieto z ulicy i droga powrotna minela bez zbednych atrakcji. A w domu szybkie moczenie zmarznietych stop (cieplejsze buty rzecz jasna tez w garazu) i ciepla herbata z cytryna i witamina C i matka padnieta..tata pojechal do pracy na caly dzien...a syn wyspany i wypoczety do brojenia gotow...wieczorem mammina polozyla glowe obok glowki pierworodnego i chyba tylko przez przypadek nie usnela jako pierwsza :) Nie, nie, zdecydowanie nie lubie jesieni!!

5 komentarzy:

  1. Ewiczko,u mnie taka pogoda to chyba 300 dni w ciągu roku i do tego deszcz... też nie lubię,ale co zrobić... :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewcia taka jesień jak u Ciebie to ja mogę chcieć każdego roku, a nie plucha i zimnisko równe dziś 5 stopniom :/

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja jesieni stanowczo nie lubię, no może jedynie kiedy jest słoneczna, ciepła... W Pl już się raczej na ciepełko nie zanosi...:(

    OdpowiedzUsuń
  4. no pięknie :D to jak TY tyle w PL wytrzymałaś :D?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale jesienią bywają też piękne, słoneczne dni :) Życzę by takich było u Was jak najwięcej. Chłodu i przemarznięcia nie zazdroszczę. No i to wiaderko. Co za bezmyślne ludziska!!
    Trzymajcie się cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń