czwartek, 10 października 2013

WSPOMNIENIE WRZESNIA

 Wrzesien zaczelismy weselem kuzyna M. Dosc nietypowo bo w poniedzialek.  Lokalizacja piekna, bo poza miastem, przy malym lasku...zarowno ceremonia (cywilna) jak i kolacja mialy miejsce na swiezym powietrzu. Bylo mocno z stylu amerykanskim...bialy luk odzobiony kwiatami, druhny i druhenki w jednakowych strojach....jedzenie wysmienite...przekaski zimne i cieple (przekonalam sie tu jak wielke znajczenie ma odpowiednie doprawienie potraw bo jadlam rzeczy, co do ktorych wczesniej zapieralam sie, iz nigdy wiecej do ust nie wloze)...pierszwe i drugie dania....ahhh i bufet z deserami m.in. crema catalana palce lizac :) Po kolacji byly tez i sztuczne ognie...kto chcial mogl nawet troche sie poruszac (niestety nie ma tu tradycji tancow do bialego rana). Mimo, iz nie bylo to wesele do konca w moim stylu, to i tak uczciwie musze przyznac, iz bylo pieknie.




Mimo obaw tort nie zatonal...

...i lasu tez nie podpalilismy!!



Sagra czyli festwial (festa czy tez festyn) poswiecony jakiemus daniu lub konkretnemu produktowi. Umbria, nasz region, jest w owe wydarzenia bardzo bogaty (zwlaszcza w okresie letnim). Praktycznie kazde miasteczko, wioska a wrecz i osiedle organizuja chociaz raz w roku taka imprezke. I tak mamy te poswiecone: pieczonemu prosiakowi, truflom, nalesnikom z Nutella, zaba, gnochi, cebula, grzybom, owocom lesnym, truskawkom, torta al testo, kasztanom, kielbaskom itd...czyli wszystkiemu. To przyjemny i niedrogi sposob jedzenia na swiezym powietrzu. Proste i smaczne potrawy, oprocz produktu, ktoremu poswiecony jest dany festwial mozna skosztowac tradycyjnych regionalnych potraw. Sa zabawy dla malych i dla tych mocno starszych...okazja dla przypadkowych spotkan ze znajomymi...kto che i potrafi moze i potanczyc :) W polowie wrzesnia, czyli juz pod koniec letniego sezonu te najpopularniejsze sagry spotykaja sie na jednym wielkim festynie...i to wydarzenie lubimy chyba najbardziej. Bo kazdy znajdzie cos dla siebie...w tym roku bylismy 3 razy :)





  No, ale nie tylko na festyny chodzimy....od czasu do czasu zdarzy sie nam jesc i w restauracji. Okazja do takiego wyjscia byl przyjazd znajomego z Londynu, u ktorego w domu poznalismy sie z M.  Poczatek wieczoru nie zapowiadal sie udanie...organizacja typowo wloska tzn. o godzinie 17 nie wiesz jeszcze gdzie i o ktorej sie spotykamy... i gdy o godzinie 20:15 mimo, ze lekko spozniony przybywasz na podane miejsce, i mimo wszystko jestes pierwszy, okazuje sie, ze lokal jest zamkniety z powodu urlopu. Cale szczescie wieczor udalo sie uratowac...pogoda dopisala, wiec zasiedlismy pod golym niebem. Bylo naprawde sympatycznie...i 'juz' o 22 udalo nam sie zlozyc zamowienie (to wielki sukses w towarzystwie kumpli M.)





8 komentarzy:

  1. Chciałabym raz w życiu znaleźć się na innym weselu nie polskim dla porównania :) Ciekawy pomysł z tortem w basenie, na koniec wesela wszyscy powinni wskoczyć do niego jak to na amerykańskich filmach bywa skoro wesele bardzo zbliżone do amerykańskiego hihih, A Ty wyglądasz cudownie zarówno w kreacji wizytowej jak i tej codziennej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za komplement dziekuje :) Byl zamysl zeby rzucic sie do basenu...pewnie gdyby to wesele bylo miesiac wczesniej to znaleliby sie i smialkowie a tak to dla Wlochow juz za zimno :P
      Nam zdarzylo sie byc na weselach 3 roznych narodowosci - greckie na Krecie, kilka razy na wloskich i rzecz jasna nasze mieszane. Polskie wesela bija inne na glowe.

      Usuń
  2. Mamuska jaka szczuplutka :) A Stefcio jest talo slodki,ze z checia bym go usciskala :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale dzieje się u Was dużo :) Super tak aktywnie spędzać czas. Synek rozkoszy, a mamusia bardzo ładna kobitka :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie taki styl zorganizowania wesela bardzo się podoba :) pięknie to wygląda, tak romantycznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyglądacie pięknie!!! Bajkowa sceneria, a torcik - rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  6. :) a mi tam najbardziej i tak podoba się Stefek :D

    OdpowiedzUsuń