piątek, 4 października 2013

NIE LUBIE

Nie lubie byc krytykowana!! Inaczej, nie cierpie byc krytykowana/oceniana nielusznie. Chyba nikt tego nie lubi. M. mowi, ze za bardzo sie przejmuje...za bardzo biore pewne rzeczy do siebie. Po nim to po prostu splywa, ale po mnie jakos nie chce...nie potrafie tak jako kobieta i matka. Taka juz moja natura. Do sedna... Dzis bylo kolejne (czwarte juz) spotkanie dzieciaczkow, Stefek jak tylko wchodzimy do poczekalni zaczyna rzewnie plakac...nie chce isc bawic sie z innymi dziecmi i kurczowa trzyma sie maminej nogi. Dzieje sie tak od dwoch tygodni....jakby czul co sie swieci. Lek separacyjny? Pewnie tak...dzis nie prowadzilam Go do sali, a oddalam w rece fizjoterapeutki juz w poczekalni. Ryk...Zdaniem innych mam (ktore zaprowadzily dzieciaczki do sali), nie byl to jednak placz desperacki...po chwili ustal. Stefi wytrzymal cala godzine, wyszedl dopiero ze swoimi kolegami. Pytam jednej z terapeutek (tej ktora go przyniosla, a ktora nota bene nie wydaje mi sie zbyt sympatyczna) czy mocno plakal? W odpowiedzi otrzymuje chlodne 'tak' i dalej 'czy Wy go duzo nosicie na rekach?' Zdziwiona odpowiadam zgodnie z prawda, ze nie. Jakby tego nie slyszala 'no bo musicie uwazac, zeby go nie nosic' .... 'no, ale my go praktycznie wcale nie nosimy' (Stefi nie chce byc noszony, woli swobodnie poruszac sie sam. Wiadomo czasami ma swoje 5 minut). I slysze: ' nie noscie Go bo Stefano jak go trzymamy na reku to nie placze, a jak probujemy posadzic do dzieci to zaczyna...i jest przyzwyczajony, ze jak cos chce to placze i to dostanie'. I tu mnie zatkalo...na tyle, ze nie odpowiedzialam. Zale wylalam dopiero w samochodzie do meza. On jak to chlop nie rozumie czemu mnie to tak zabolalo, skoro to nie prawda o czym dobrze wiemy. Tlumacze mu, ze boli wlasnie dlatego, ze to nie prawda a ktos mnie ocenia za cos czego nie robie....M. twierdzi, ze kochanie nastepnym razem powiedz im, ze bardzo prosisz aby nie trzymaly go tyle na rekach, bo potem w domu nie wyrabiasz, iz odkad zaczal uczeszczac na te spotkanie to ciagle chce do mamy (i to akurat jest zgodne z prawda, chociaz im tego nie powiem).  Teraz juz mi lepiej, bo przetrawilam powyzsze.  A zeby bylo jasne ja jak najbardziej jestem za konstruktywna krytyka...z pokora przyjmuje wskazowki od osob bardziej doswiadczonych ik staram wcielac sie je w zycie. Zabolala mnie niesprawiedliwosc i to zalozenie z gory, iz on placze gdyz mama w domu nosi go caly czas na rekach. TYLE, wygadalam sie...pozdrawiam

4 komentarze:

  1. Przyznam Ci się, że ja też biorę do siebie tego typu rzeczy niezleżnie od tego czy są słuszną krytyką czy nie. Wiesz, mnie osobiście w ogóle dziwi, że w tak młodym wieku już zalecono terapię i oddzielanie jakieś od mamy. Ja robiłam histerię i wyłam mając 3 latka, gdy mama zostawiała mnie w przedszkolu... Czy wyrosłam na całkowitego odludka nie wiem, ale moje związki międzyludzkie mnie w pełni satysfakcjonują, a o to chyba w życiu chodzi. W ogóle wiesz w rodzinie mam dziewczynkę, teraz 4 latka. Z domu, gdzie spędzała większość czasu z mamą, tatą lub babciami wyszła dopiero mając lat 3 do przedszkola. Podobno szybko weszła między dzieci, a wcześniej jak była młodsza to np. na placu zabaw nie garnęła się za bardzo do innych dzieci. Nie jestem specjalistą, nie znam się, ale zdziwiło mnie to zalecenie terapii u takiego malucha...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja tez sie nie znam, ale zeby potem sobie nie wyrzucac prowadzimy Malego na te spotkania. Poki co, moim skromnym zdaniem one nic nie daja - ale byly dopiero 4. Ludzie Ci maja doswiadczenie, wiedza co robia, wiec pozostaje im ufac. Ja nie mam jakiegos wielkiego nacisku, ze On musi teraz stac sie samodzielny, bo tez uwazam, ze to troche wczesnie. Przyznaje, ze Stefek jest nieco wycofany (z wiadomych wzgledow mocno zwiazany z rodzicami). Ludzi to on z daleka zaczepia, ale to taki maly wstydzioch. Z doswidczenia mam przyklad siosttrzenicy - ktora praktycznie od narodzin byla otoczona dziecmi, ciagle wsrod ludzi - teraz ma 6 lat a wstydzi sie dzieci zaprosic do siebie na urodzin. Fenomen jakis.

      Usuń
  2. A nie możesz znaleść innego ośrodka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmienic raczej nie. Centrum to jest panstwowe, naprawde dobrze presperujace (niektorzy zmieniaja zamledowanie zeby pod niego podlegac). Nie mam nic do ich pracy. Moze to, ze wydaje mi sie, iz czasami troche przesadzaja (moze to gluppio za brzmi - jakby chcieli za bardzo pomoc, doszukujac sie dziury w calym). Z drugiej strony lepiej dmuchac na zimne. Robie to co mi mowia. Po prostu nie podoba mi sie zachowanie jednej z terapeutek (cale reszta z ktorymi mialam do czynienia zlego slowa nie powiem), ktora moim zdaniem jest dosc chlodna (przynajmniej w stosunku do rodzicow) i od samego poczatku nie budzila mojej sympatii a tym ostatnim to juz w ogole mi podpadla.

      Usuń