poniedziałek, 14 października 2013

NAGABYWACZE

  Znacie? Ja nad wyraz dobrze, czesto doprowadzaja mnie do szewskiej pasji. Pukaja do drzwi praktycznie dzien w dzien...czasami atakuja tez telefonicznie, zaczepiaja w centrum handlowym. No, nie cierpie ich...to tak delikatnie mowiac. Rozumiem, ze to ich praca i szanuje ja...do momentu az osoba po drugiej stronie progu badz kabla szanuje mnie i moja rodzine.

Gaz/Energia - z tymi najczesciej mam do czynienia. Bardzo im zalezy aby przekonac mnie do zmiany dostawcy...bo za pieniadze, ktore oszczedze (ta, juz to widze) moglabym dziecku kupic zabawke - ehhm. Kiedys zdarzylo mi sie na odczepne rzucic, ze 'prosze zostawic umowe....w wolnej chwili przejrze' .... ale UWAGA....oni zgdonie Z PRAWEM nie moga zostawiac umowy - hahaha. Innym razem grzecznie przepraszajac pewna pania (ktorej i tak poswiecilam za duzo czasu), ze niestety, ale nie moge poswiecic jej wiecej czasu bo musze nakarmic niemowle, dowiedzialam sie, ze moje dziecko moze POCZEKAC.

Save the Children - naturalnie majac do wyboru starsza pania albo mame z wozkiem, zagadaja ta druga. Wysluchuje...i zgadzam sie z wszystkim co mowia...wolontariuszka (?) mila jest do momentu az mowie, iz przykro mi, ale nie jestem w stanie im pomoc...no bo jak to tak, jak ja moge im odmowic? Tlumacze (czemu ja sie musze tlumaczyc?), ze najzwyczajniej w swiecie mnie nie stac aby kazdemu pomoc...otrzymuje opryskliwe ' nie wierze, ze nie moze nas pani wspomoc nawet 15 euro miesiecznie'...Tak my rozmawiac nie bedziemy, Pani nic o mnie nie wie, nie wie, ze z 1 pesnji utrzymujemy 3osobowa rodzine i ze tez mam dziecko, ktore wymaga specjalnej opieki i zostawienia 200euro miesiecznie w aptece. Do widzenia'. Po czym odchodzac to ja czuje sie winna, ze nie moglam pomoc.

Takich sytuacji bylo wiele... Moim zdaniem, jestem dobrze wychowana...ale nie lubie jak ktos wlazi z butami w moje potrzeby i zycie...i zaglada mi do portfela. A Wy macie doswiadczenia z 'nagabywaczami'


11 komentarzy:

  1. Chyba nikt tego nie lubi... Ja zawsze w takich sytuacjach udaję, że nie mówię po polsku i odpowiadam po rosyjsku :P Ten sposób jeszcze nigdy mnie nie zawiódł :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :)) Ostatnio mój Mąż ma przejścia, ale przez telefon. Niezliczona ilość prób, aby namówić do zmiany abonamentu cyfrówki. Chyba to najbardziej wpisało mi się w pamięć, bo potrafią dzwonić po 4 razy dziennie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas telefonicznie coraz mniej, jedynie operator komorek lub tel. stacjonarny. Za to jak dzwonia to uparci sa nieslychanie.

      Usuń
  3. Po domach dawno, baaaaardzo dawno nikt nie chodził. Chyba ostatni raz jak jeszcze dzieckiem byłam. Na ulicy zdarza mi się czasem ktoś, kto żebrze, mam w zwyczaju oferować wtedy kupno jedzenia, nigdy pieniędzy. Rzadko jednak ktoś chce jedzenie, choć niby prosi o pieniądze bo głodny. Co do nagabywania to bardziej kojarzy mi się z telefonem. Do mnie wciąż dzwoni obsługa klienta oferując świetny abonament zamiast karty (sęk w tym, że dla mnie karta bardziej opłacalna). Ja nie odbieram, bo jak wiadomo głucha jak pień jestem, ale strasznie mnie rozstraja jak zdarzy się dzień, że mi co pół godziny wibruje telefon bo obsługa klienta dzwoni. W końcu jak mąż odbierze, to potem na jakiś czas jest spokój. Raz miał rozmowę z tymi z obsługi:
    - dzień dobry, czy to Pan jest właścicielem telefonu?
    - nie, moja żona
    -czy mógłbym z nią porozmawiać o super hiper ofercie abonamentu?
    - przykro mi, ale nie jest to możliwe
    - ale ja bardzo proszę, zajmę tylko chwilę, chcę rozmawiać z żoną
    - przykro mi, tak jak mówiłem nie jest to możliwe, może pan rozmawiać ze mną
    - nie mogę, musze rozmawiać z właścicielem telefonu, prosze dać żonę
    - tak jak mówiłem nie jest to możliwe,zasadniczo mogę podać żonie telefon, ale raczej pan sobie nie pogada, moja żona nie słyszy...
    - yyyyyyyyy, eeeeeeeeeeeee, to do widzenia

    Nie dziwi mnie wcale, że Cię denerwują.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma co w obsludze klienta zawsze ludzie na 'poziomie'!! Na mnie jedna Pani kiedys sie obrazila, bonie dalam jej sie wykazac i uprzedzilam juz na wstepie, ze nie interesuja mnie nowe oferty 'przeciez nawet pani nie wymienilam stawek...'.
    Za to szwagrowi kiedys udalo sie jedna zagiac...dzwonila do niego jako wlasciciela firmy budowlanej, ze chce mu sprzedac alkomat bo teraz nowe prawo wejdzie i kazda firma budowlana miec musi...rzecz jasna szwagier nie chcial...Pani nalegala, ze ona wysyla na taki a taki adres...szwagier, ze nie, nie potrzebuje...i tak 15minut, az na koncu szwagier palnal: 'Pani mi poda swoj adres to ja Pani dwa worki cementu wysle' Pani:' eeee ja nie potrzebuje cementu' na co szwagier: 'no a ja nie potzrebuje alkomatu, do widzenia' :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do zebrakow, to mam podobnie, proponuje zakup chleba itp. Kiedys, do mojego domu rodzinnego przyszla pewna pani za chlebem...chleba nie mielismy, wiec mama dala ta zlotowke...i sie zaczela przychodzenia dzien w dzien. W koncu kupilismy wiecej chleba, przyszla Pani - wreczylismy chleb, dorzucajac kielbase...potem wszytsko znalezlismy rzucone kolo piwnicy i Pani wiecej nie przyszla!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie zapomne jak bylo kolo 20 (Szymcio juz dawno spal - Misia jeszcze na swiecie nie bylo), ciemno na dworze,a tu dwonek do drzwi , nie jeden... z 4 ... Michal otworzyl, ryknal na faceta,ze juz pozno,a ten jeszcze sie zbuntowal,ze jak on smie mu zwracac uwage ( koles sprzedawal brykiet do kominka). A u Nas tez najwiecej tych od pradu,ale teraz mieszkamy na wsi i nikt taki Nas jeszcze nie odwiedzil :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też często mam przyjemność z takimi, raz nawet taka jedną praktycznie się rozpłakała kiedy odmówiłam zmiany abonamentu ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Często się mi to zdarza, ale, że jestem handlowcem to bez problemu potrafię odrzucić wszystkie ich ochy i achy. Ostatnio dzwoni do mnie Pan z piwniczki win jakiś tam i ma hiper super ofertę dla mnie na zestaw 6 win na co ja jemu, że nie pijam alkoholu i nie jestem zwolenniczką kupowania alkoholu na prezent, zamknęłam mu usta co zresztą powiedział, że wytrąciłam mu wszystkie argumenty z ręki. Często używam też stwierdzenia, które działa mówiąc kiedy chcą mi coś sprzedać, że już mam, kupiłam. A tym co żebrzą tylko kupuję nigdy nie daję pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ci szwędający się po domach są chyba najgorsi. Ale najczęściej bo co najmniej 3-4 razy w tygodniu wydzwaniają na nasz domowy różni nagabywacze. Bo to prezentacja, bo to bajki dla dziecka, bo to bo tamto... Ale najśmieszniejsze jest to że połowa tych dzwoniących nawet niema pojęcia do kogo dzwoni. Byle by coś wcisnąć. Natomiast to czego nienawidzę to zaczepianie i namawianie do wspomożenia, do zakupienia cegiełki, do dania kilku zł na biedne dzieci, na chore dzieci, na to na tamto... Pomagam często i gęsto nie tylko finansowo najczęściej zwierzakom. Ale robię to z własnej woli. Nienawidzę jak ktoś mnie zmusza do bycia dobrym. Nigdy nie daję pieniążków "w progu". I nienawidzę wciskana kitu w stylu " jestem głodny daj na bułkę..." A gdy kupi się takiemu chleb to wyrzuca do śmieci. Jak chce na piwo to niech powie. Ważna jest szczerość. Wtedy nawet na wódkę można dać ;)

    OdpowiedzUsuń