wtorek, 15 października 2013

GRANICA

  Granica? Gdzie ona lezy? Granica miedzy troska i checia pomocy a sasiedzkim wscibstwem i wchodzeniem z butami w zycie innych? Mamy nowych sasiadow...rodzice z dzieckiem czyli teoretycznie spokojni lokatorzy. Wprowadzili sie kilka miesiecy temu i wszystkie zludzenia prysly...zaczely sie klotnie, krzyki, wrzaski o kazdej mozliwej porze dnia i nocy. Siarczyste przeklenstwa, ze az uszy puchna...a wszystko to w obecnosci dziecka (ok. 9 letnia dziewczynka) i do dziecka rowniez. Kilka razy wyrwali nas tak ze snu...ostatnio o 2 w nocy, po godzinie ucichlo, ale od 7 powtorka z rozrywki...a wiecie co jest najlepsze, ze to wlasnie ta dziewczynka wystepuje w roli negocjatora i prosi mame (bo to wlasnie mama jest glownym inicjatorem klotni) o spokoj i zgode.  Ojciec rzecz jasna tez dobrym wychowaniem nie grzeszy - kiedys wracalam ze Stefkiem do domu, przez klatka zatrzymalam sie w poszukiwaniu kluczy, w momencie gdy uroczy sasiad wlasnie wychodzil...glupia myslalam, ze mnie w drzwiach przepusci albo przynajmniej mi je przytrzyma...nic z tych rzeczy!! Wyszedl...rzucil szybkie 'ciao' i puscil drzwi, ktore zamknely mi sie pieknie przed nosem.

 Corka owej pary to ich zupelne przeciwienstwo...mila, grzeczna. Otworzy drzwi, przytrzyma i poczeka...usmiecha sie. Tak sie zastanawiamy jak ona wyrosla na taka dobrze uloznona dziewczynke skoro przed soba ma tak watpliwe wzorce?

Oczywiscie pozostali sasiedzi plotkuja...raz w nocy byla policja. Innym razem wezwano wlascicielke mieszkania co by ich doprowadzila do porzadku. Ostatnio ktos wypalil, ze trzeba zadzwonic do opieki spolecznej. M. twierdzi, ze dla dziecka byloby gorzej gdyby odsuneli ja od matki...bo nie dochodzi do przemocy fizycznej. No wlasnie gdzie lezy ta granica? Kiedy nalezy ja przekroczyc? Udawac, ze nic sie nie slyszy? Dzwonic czesciej na policje z nadzieja, ze sie opamietaja?

5 komentarzy:

  1. Przykre to i ciężkie jednocześnie :( Ta dziewczynką musi być bardzo mądra i wie co jest dobre, a co złe. Szkoda, że dorośli ludzie nie umieją się opamiętać, choćby dla swojej córki. W moim domu też niestety spokoju nie było i wiem, że ciężkie jest takie życie i smutne, ponieważ chciałoby się wracać do spokojnego domu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Niektórzy dorośli nigdy nie powinni zakładać rodziny! Bardzo jest mi żal tej Dziewczynki. Ona w tym wieku powinna beztrosko bawić sie z koleżankami i odrabiać lekcje, a nie być negocjatorem w kłótniach rodziców. Ale też mieliśmy takich sąsiadów kiedyś - nieważne dzień czy noc - kłótnia za kłótnią. I to też główną inicjatorką była kobieta. Ale oni mieli dorosłego syna, więc sytuacja nie była aż tak dramatyczna jak w tym przypadku, który opisujesz. Ale policja często u nich bywała... Nie wiem jaki macie system prawny i socjalny we Włoszech. Czy jak kilka razy przyjedzie do nich policja, to później jakaś opieka społeczna zainteresuje się tą rodziną? Jedno jest pewne - im potrzebna jest pomoc...

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudne pytanie... Pamiętam historię z rodzinnego miasteczka, dotyczyła koleżanki z tej samej klasy z podstawówki. Tam ojciec był alkoholikiem i wszczynał burdy stosując przemoc wobec żony. Ona nigdy sama z siebie na policje nie poszła, a jak sąsiedzi zareagowali i policja zainterweniowała w trakcie takiej awantury, to miała do nich żal, że się wtrącają, bo ona o pomoc nie prosiła (wiem, to klasyczny przykład współuzależnienia...). A koleżanka z bratem cóż - wiedziałam tylko, że mimo tego co mają w domu nie chcą by zabrano ich do domu dziecka... Trudna decyzja... Bo Tobie może wydawać się, że pomożesz, a okaże się, że ten komu chcesz pomóc tej pomocy wcale nie będzie chciał i da to odwrotny efekt. Ech szkoda tej dziewczynki :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chyba jestem z tych co najpierw bym pokierowała swe kroki do źródła do sąsiadów i spróbowała z nimi porozmawiać, może by przyniosło pożądany efekt, jeśli nie przy każdej kłótni wzywałabym policję, nie mam chyba tolerancji na takie zachowanie tyle się słyszy, że tyle się działo i dopiero jak dochodzi do tragedii to zaczynamy o tym głośno mówić, a należy tragedii zapobiegać, choć to nie zawsze przynosi zamierzony efekt. Przytoczę Wam swoją prywatną historię zapobiegania tragedii, nie wiem czy wszystkie z Was słyszały Ala i Mandaryna pewnie tak o tragedii jaka miała miejsce w ndz gdzie 3pijany 30-latek zabił na przejściu dla pieszych 10-letniego chłopca i kobietę. W mojej okolicy w posiadanie auta wszedł pełnoletni nastolatek, który auto prowadzi bez uprawnień, za każdym razem kiedy jeździł, wyjeżdżał dzwoniliśmy na policję, a co robiła policja nic, nawet patrolu nie raczyła wysłać czy wylegitymować kierowcę wskazanego auta, więc o czym my mówimy

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż... Uroki życia w bloku. Na szczęście występki moich przemiłych sąsiadów mimo wszystko nie przeszkadzają małej we śnie. Co do wchodzenia z butami w cudze życie to tutaj sąsiedzi ewidentnie zostawiają otwarte drzwi dla innych lokatorów... Jak pisała Szczypta o Mnie trzeba reagować, wzywać policję, jeśli policja nie reaguje złożyć oficjalne zawiadomienie na komendzie. Nie ważne że dziecku nie dzieje się krzywda, niema przemocy. Tak nie może być. Poza tym zawsze może zacząć się dziać coś więcej niż krzyki po nocy... Nie robiąc nic i tolerując zachowania chamskich i awanturujących się sąsiadów pozwalamy aby siali w naszym życiu niepokój o nasze zdrowie i życie... Nie mówiąc już o tym że na to wszystko patrzą dzieci :/

    OdpowiedzUsuń