wtorek, 13 sierpnia 2013

i tak zle i tak niedobrze

Na fizjoterapie chodzimy juz prawie rok...wszystkie tutejsze wczesniaki chodza. Niektore na rehabilitacje, inne, tak jak my, na obserwacje...w ubieglym roku rezonans magnetyczny wykazal u Stefka mikro uszkodzenia mozgu w strefie motorycznej, wiec lepiej dmuchac na zimne. Kolejne kontrole wykazywaly, ze Stefano rozwija sie dobrze...w odpowiednim czasie zaczal podnosic glowke, siadac, raczkowac, jestesmy tez bliscy pierwszych krokow. Wszystko cacy a teraz podobno nasz synek jest malo socjalny...nie lubi zostawac sam na sam z fizjoterapeutka...lek separacyjny?!...a jesli w pokoju sa rowniez mama i tata to woli bawic sie z nimi niz z fizjo!!
Naszym skromnym zdaniem nie jest to do konca prawda...bo jak pojechalismy na badania do szpitala to Stefek zostal z kuzynka meza i jej rodzina i nas w ogole nie szukal, nie uronil ani jednej lezki...uwielbia swoich kuzynow (choc sa znacznie od niego starsi)...sledzi kazdy ich ruch, zaczepia usmiechem...bawi sie z nimi nie zwazajac na rodzicow.
A na fizjoterapi zachowuje sie nieco inaczej...nie jest tak zrelaksowany, widac cos mu w tym miejscu nie pasi.

W zwiazku z powyzszym Stefko zostal wlaczony do grupy z innymi dzieciaczkami....aby mogl nawiazywac kontakty miedzyludzkie i rozwijac sie socjalnie. Grupa szescioosobowa startuje w drugiej polowie wrzesnia...dwa razy w tygodniu (po 45min) do konca grudnia. Z jednej strony cieszymy sie, ze synek w ten sposob bedzie mial kontakt z rowiesnikami, ale martwi nas pora roku...jesien i zwiazane z nia niedogodnosci zdrowotne. Jak juz kilkukrotnie wspomnialam Stefek ma zdiagnozowana dysplazje oskrzelowo-plucna i nakaz uwazania na wirusy drog oddechowaych (najbardziej w pierwszych 2 latach zycia)...w ubieglym roku cala zime raz w miesiacu mial podawane przeciwciala na RSV. Teoretycznie i w tym roku powinien sie zapalac, o ile starczy funduszy na drugoroczniakow.
Co nas martwi...ja z kaszlem czy katarem nie wyslalabym dziecka na zajecia, ale nie mam kontroli nad innymi. Sam katar w sobie moze nie jest grozny, ale dla naszego synka moze stac sie bardzo grozny. Wiadomo jakie sa dzieciaczki w wieku 12 - 18miesiecy, biora wszystko do buzi, slinia sie...dotykaja wszystkiego. Rodzice nie sa obecni na zajeciach, wiec nie mam nawet mozliwosci aby kontrolowac czy nikt mu w twarz nie kaszle.

I tak od kilku tygodni bije sie z myslami. Z jednej strony chce aby Stefek zdobywal zyciowe doswiadczenia...z drugiej jednak strony w uszach wciaz slysze 'zapalenie oskrzeli, szpital, astma...'. Chce podjac odpowiedzialna decyzje. I zadaje sobie pytanie czy odpowiedzialne jest comiesieczne bolesne kucie synagisem w celu zapobiegania RSV i jednoczesne wystawianie go na chorobsko posylajac go na te zajecia.  Poki co zgodzilismy sie aby zaczal na nie uczeszczac z zastrzezeniem, ze w grudniu prawdopodobnie nie bedzie chodzil a jesli wczesniej zauwazymy, ze niesie to wiecej problemow niz korzysci od razu go wycofujemy.

6 komentarzy:

  1. Nie lubię podejmować takich decyzji ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie lubię takich decyzji, gdzie każde wyjście niesie ze sobą jakieś minusy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudna decyzja, a Ty możesz z nim uczestniczyć w tych zajęciach by patrzeć na to wspomniane kichanie w twarz wyjaśnij z jakich powodów jest to dla Ciebie bardzo ważne, jeśli będzie kichanie, kasłanie i zakatarzone dzieci rezygnujcie od razu zdąży jeszcze w swoim życiu Stefko nawiązać kontakty między ludzkie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... nie wiem co doradzić, ale napiszę tak: Kiedy my chodziłyśmy na rehabilitację, ja mogłam towarzyszyć Emilce. Zwykle siedziałam na ławeczce lub koło materaca, na którym ćwiczono z Emilką. Sala pełna dzieciaków, dorosłych. Myślałam, że będąc obok, będę mieć kontrolę nad całą sytuacją. Bałam się zarazków, chorób, później - tego, że nawet kiedy jestem tak blisko nie panuje nad wszystkim. Nie zliczę ile razy widziałam dzieci chore, z lejącym się dosłownie katarkiem, z wysypką na ciele. Na domiar tego wszystkiego często wzajemnie podawano sobie zabawki, nawet nasza rehabilitantka '' normalnie'' to robiła, nie zależnie od tego, gdzie wcześniej leżała lub trzymana była owa zabawka. Kilka razy zareagowałam, niekiedy nie zdążyłam. Emilka także miała zdiagnozowaną dysplazję oskrzelowo- płucną. Ku naszemu szczęściu, ani raz nie zachorowała, ale bałam się o Nią strasznie. Wiem co czujesz ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Do tej pory na spotkaniach bylismy fizjo, Stefek i my...zabawki zawsze byly czyste, prane/myte po kazdym dzieciaczku.
    Sek w tym, ze w tej nowej grupie obecnosc rodzicow nie jest przewidziana. Sygnalizowalismy nasze obawy i niby mowia, zeby nie przyprowadzac chorych dzieci, ale przeciez jak ktos przyjdzie z przeziebieniem to do domu go nie odesla.

    OdpowiedzUsuń
  6. To tak kochana jak w żłobku, niby nie wolno przyprowadzać chorych dzieci a rodzice i tak przyprowadzają. Nie umie ci doradzić co bym zrobiła na waszym miejscu, a wiadomo, że zdrowie naszych dzieci najważniejsze!

    OdpowiedzUsuń