wtorek, 20 sierpnia 2013

URODZINY

Mama rano wyjzala za okno i przypomnial jej sie 20 sierpnia 2011...wtedy w PL bylo slonecznie, ale wietrznie...podobnie jak dzis w IT.  Pamietam ten dzien jakby to bylo wczoraj...to juz drugie urodziny naszego malzenstwa.

Z tej okazji byl:
- obiad niespodzianka dla taty
- ciecie maminych wlosow...w desperackim akcie ratowania tego co mi jeszcze na glowie zostalo
- tradycyjny codzienny rodzinny spacer
- kolacyjka w przytulnej pizzerii - tylko My i nasz chwilami opetany synus :D

wtorek, 13 sierpnia 2013

i tak zle i tak niedobrze

Na fizjoterapie chodzimy juz prawie rok...wszystkie tutejsze wczesniaki chodza. Niektore na rehabilitacje, inne, tak jak my, na obserwacje...w ubieglym roku rezonans magnetyczny wykazal u Stefka mikro uszkodzenia mozgu w strefie motorycznej, wiec lepiej dmuchac na zimne. Kolejne kontrole wykazywaly, ze Stefano rozwija sie dobrze...w odpowiednim czasie zaczal podnosic glowke, siadac, raczkowac, jestesmy tez bliscy pierwszych krokow. Wszystko cacy a teraz podobno nasz synek jest malo socjalny...nie lubi zostawac sam na sam z fizjoterapeutka...lek separacyjny?!...a jesli w pokoju sa rowniez mama i tata to woli bawic sie z nimi niz z fizjo!!
Naszym skromnym zdaniem nie jest to do konca prawda...bo jak pojechalismy na badania do szpitala to Stefek zostal z kuzynka meza i jej rodzina i nas w ogole nie szukal, nie uronil ani jednej lezki...uwielbia swoich kuzynow (choc sa znacznie od niego starsi)...sledzi kazdy ich ruch, zaczepia usmiechem...bawi sie z nimi nie zwazajac na rodzicow.
A na fizjoterapi zachowuje sie nieco inaczej...nie jest tak zrelaksowany, widac cos mu w tym miejscu nie pasi.

W zwiazku z powyzszym Stefko zostal wlaczony do grupy z innymi dzieciaczkami....aby mogl nawiazywac kontakty miedzyludzkie i rozwijac sie socjalnie. Grupa szescioosobowa startuje w drugiej polowie wrzesnia...dwa razy w tygodniu (po 45min) do konca grudnia. Z jednej strony cieszymy sie, ze synek w ten sposob bedzie mial kontakt z rowiesnikami, ale martwi nas pora roku...jesien i zwiazane z nia niedogodnosci zdrowotne. Jak juz kilkukrotnie wspomnialam Stefek ma zdiagnozowana dysplazje oskrzelowo-plucna i nakaz uwazania na wirusy drog oddechowaych (najbardziej w pierwszych 2 latach zycia)...w ubieglym roku cala zime raz w miesiacu mial podawane przeciwciala na RSV. Teoretycznie i w tym roku powinien sie zapalac, o ile starczy funduszy na drugoroczniakow.
Co nas martwi...ja z kaszlem czy katarem nie wyslalabym dziecka na zajecia, ale nie mam kontroli nad innymi. Sam katar w sobie moze nie jest grozny, ale dla naszego synka moze stac sie bardzo grozny. Wiadomo jakie sa dzieciaczki w wieku 12 - 18miesiecy, biora wszystko do buzi, slinia sie...dotykaja wszystkiego. Rodzice nie sa obecni na zajeciach, wiec nie mam nawet mozliwosci aby kontrolowac czy nikt mu w twarz nie kaszle.

I tak od kilku tygodni bije sie z myslami. Z jednej strony chce aby Stefek zdobywal zyciowe doswiadczenia...z drugiej jednak strony w uszach wciaz slysze 'zapalenie oskrzeli, szpital, astma...'. Chce podjac odpowiedzialna decyzje. I zadaje sobie pytanie czy odpowiedzialne jest comiesieczne bolesne kucie synagisem w celu zapobiegania RSV i jednoczesne wystawianie go na chorobsko posylajac go na te zajecia.  Poki co zgodzilismy sie aby zaczal na nie uczeszczac z zastrzezeniem, ze w grudniu prawdopodobnie nie bedzie chodzil a jesli wczesniej zauwazymy, ze niesie to wiecej problemow niz korzysci od razu go wycofujemy.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

lata leca

Ostatnio niewiele pisze, choc dzieje sie wiele...jestesmy w ciaglym ruchu. Upaly dokuczaly, wiec praktycznie cale dnie spedzalismy na dzialce u znajomych. Korzystamy poki mozemy bo M. w przyszlym tygodniu wraca do pracy (po prawie 3miesiecznej przerwie)...przyzwyczailam sie do jego stalej obecnosci, wiec teraz znow trzeba bedzie sie od nowa zorganizowac.


W ostatnia sobote przypadala noc spadajach gwiazd, ktora zarazem jest swietem jednego z patronow naszego miasta...choc raz w roku burmistrz sie postaral i byl koncert gwiazdy na skale narodowa. Choc nie jest to nasz ulubieniec, skorzystalismy z okazji aby wyrwac sie z domu...nie tylko my rzecz jasna...bylo tloczno i glosno, co w ogole nie przeszkadzalo naszemu synkowi, ktory wtulil sie w mame i najzwyczajniej w swiecie sobie zasnal. Wieczor jak najbardziej udany. Wiele znajomych twarzy, niektorych nie widzielismy od kilku lat.


A pozniej, po powrocie do domu wyszeptane przez meza w ucho 'STO LAT' oznajmilo mi, ze postarzalam sie w ulamek sekundy o caly rok...i, ze teraz to juz blizej do 40 niz 20...choc przez najblizszych 9 lat nie zamierzam rozstawac sie z 3 !!


Udanego tygodnia

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

05/08/2013

Na wstepie dziekuje za wsparcie i kciuki, ktore juz nie raz pomogly :)

Termometr dzis pokazuje 'zaledwie'   41°C w cieniu...podobne temperatury utrzymuja sie u nas od ponad 2 tyg, wiec intensywnie sie basenujemy. Jezdzimy na dzialke do stefkowego chrzestnego i tam pluskamy sie ile wlezie. A. ze na dzialce jest rowniez calkiem pokazne jeziorko to Stefano zaliczyl i wedkowanie :) W domu balagan, ale on niestety nie ucieknie a zrelaksowac sie bylo trzeba bo czeka nas ciezki tydzien...Jutro o 8:00, uzbrojona w duzo ciepliwosci, mam stawic sie w szpitalu. Jak juz zapewne sie domyslacie z piatkowych badan nic nie wyszlo bo ambulatoria dzialaja jedynie rano. Udalo mi sie jednak dorwac mloda lekarke, ktora porwala moje skierowanie i zniknela na 40 minut...wrocila jednak z tarcza :) I tak jutro dzielnie, z udawanym usmiechem wedruje na to jakze niemile badanie!!



Dzis rowniez jest szczegolny dzien w zyciu naszego synka - niezaprzeczalnie mamy w domu rocznego chlopca. Stefano mial przyjsc na swiat wlasnie w sierpniu, podobnie jak jego rodzice, ale jak juz wiadomo postanowil wylamac sie z tej rodzinnej tradycji. Tak wiec STO LAT SYNEK, po raz drugii!!

piątek, 2 sierpnia 2013

tydzien 'dobrych' wiesci

Sroda. 09:00 - kontrola stefkowego zeza. 09:01. Oczywiscie przepaske nosil, tak tak przyklejona bezposrednio na oczko i na to okulary. Trzymalismy dluzej niz Pani zalecala bo godzinke zawsze.
09:02 - hmmm, mi sie wydaje, ze jest gorzej niz poprzednio...lewe oczko wciaz leniwe
09:03 - w sumie to, niekiedy uzywa obu (hmm, mysle sobie w ubieglym miesiacu lewego wcale nie uzywal to gorzej chyba nie jest), ale te zalecane 30 min. - Nie nie, pani zalecala 30 minut, my trzymalismy godzinke...skoro tak to wydluzamy czas do 2h dziennie.
09:05 - no wiec jest tak jak ostatnio...zez schodzi na drugi plan, teraz trzeba sie skoncentrowac na leniwym lewym oku, bo nawet jakbysmy teraz operowali....chwila chwila, wroc....jaka operacja? - bo w sumie jesli okulary mialyby pomoc na zeza to juz powinien byc widoczny efekt..

Wyszlismy stamtad totalnie zamotani, nie wiedzac czy jest gorzej, ciutek lepiej czy tak samo jak poprzednio...cale szczescie w centrum gdzie chodzimy na fizjoterapie jest okulistka pediatra, ktora po powrocie z urlopu skontroluje Stefka. Jesli czas oczekiwania sie wydluzy to idziemy prywatnie.


Czwartek. 16:30 - cytologia nie jest zadowalajaca...zadzwonili do mnie z laboratorium bo nie chcieli takiego wyniku wysylac poczta.  'Czy  mam sie martwic' - 'troche tak, mowie, ze tak bo trzeba jak najszybciej zbadac i usunac'. Kolposkopia w trybie pilnym i pobranie materialu do biopsji. Kolposkopie i biopsje przeszlam juz dwa razy - ostatnia tuz przed ciaza, wynik za kazdym razem byl negatywny. Tym razem jednak jest powazniej niz ostatnio. No  coz trzeba zobaczyc co to za diabelstwo tam siedzi i gdzie dokladnie i wtedy bedziemy dzialac farmaklologicznie, choc bardziej prawdopodobna jest interwencja chiururgiczna.

Dobrze, ze  ten tydzien sie juz konczy bo dwie mozliwe operacje w naszej trzyosobowej rodzinie to stanowczo za duzo!!

czwartek, 1 sierpnia 2013

01.08.2013

Uszlo ze mnie powietrze...w jednej chwili. Jeden telefon, potrafi tak czlowiekowi popsuc humor. Siedze sobie spokojnie odciagajac mleko...trabka w moim telefonie wesolo obwieszcza, ze ktos mnie szuka...kto??? Moj ginekolog - ze dzwonili z laboratorium, ze cytologia nie wyszla dobrze, ze trzeba dodatkowych badan, ze mam wpasc do gabinetu na rozmowe...' Jakby mi w tym momencie wymierzono policzek. Jestesmy umowieni na 16:30...ze strachu cala sie trzese.