czwartek, 27 czerwca 2013

Moja wina, moja wina...

 Nie dopilnowalam Go 
(to nic, ze siedzialam obok i odwrocilam sie doslownie na sekunde) 
i stalo sie, Stefko spadl z kanapy!!
Malemu nic sie nie stalo, kanapa nie jest wysoka, wiec nie bylo wielkiego bummmm...wcale nie bylo bum...nawet guza nie bylo, troche placzu i tyle...
Pozostal uraz, nie Stefka bo on minute pozniej glosno sie smiejac gotow byl dalej broic...
Moj uraz i poczucie winy...najgorszy byl ten ulamek sekundy kiedy odwrocilam sie i zobaczylam wlasne dziecko w locie, nie mogac zrobic nic aby temu zapobiec!!
Dzis byla 'wizja lokalna' - nasz maly gagatek, tym razem mocno trzymany przez mame, zademonstrowal wczorajszy wypadek.- zszedl z kanapy rekoma do przodu, jedna mu sie poslizgnela i zjechala cala reszta ciala. 
Trzeba miec oczy dookola glowy.



6 komentarzy:

  1. Kochana, to dopiero początek upadków, ale rozumie cię bo u nas jedna była złapana w locie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewciu nie jesteś w stanie wszystkiego przewidzieć takie rzeczy mają miejsce najważniejsze, że Stefkowi nic się nie stało, a i może czas zacząć go uczyć jak prawidłowo ma schodzić z kanapy u nas taka nauka szybko przyniosła pożądane efekty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Upadków dzieci małych się nie uniknie niestety... Najważniejsze, że nic się nie stało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ano się zaczął czas nabijania guziaków i siniaków...nie uniknie sie pewnie...dorosłemy się zdarzy a co dopiero dzieciom ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonale rozumiem i popieram poprzedniczki - sinaczków, upadków się nie uniknie, a poczucie winy - przynajmniej u mnie - za każdym razem... Najważniejsze, że nic się nie stało,to nie ma co się zadręczać Mamuś!

    OdpowiedzUsuń
  6. Najważniejsze, że Stefkowi nic się nie stało :) Jeju, co to będzie jak przyjdzie czas startych kolan :D Bo ja na pewno będę nadopiekuńczą matką :D

    OdpowiedzUsuń