czwartek, 27 czerwca 2013

Moja wina, moja wina...

 Nie dopilnowalam Go 
(to nic, ze siedzialam obok i odwrocilam sie doslownie na sekunde) 
i stalo sie, Stefko spadl z kanapy!!
Malemu nic sie nie stalo, kanapa nie jest wysoka, wiec nie bylo wielkiego bummmm...wcale nie bylo bum...nawet guza nie bylo, troche placzu i tyle...
Pozostal uraz, nie Stefka bo on minute pozniej glosno sie smiejac gotow byl dalej broic...
Moj uraz i poczucie winy...najgorszy byl ten ulamek sekundy kiedy odwrocilam sie i zobaczylam wlasne dziecko w locie, nie mogac zrobic nic aby temu zapobiec!!
Dzis byla 'wizja lokalna' - nasz maly gagatek, tym razem mocno trzymany przez mame, zademonstrowal wczorajszy wypadek.- zszedl z kanapy rekoma do przodu, jedna mu sie poslizgnela i zjechala cala reszta ciala. 
Trzeba miec oczy dookola glowy.



środa, 26 czerwca 2013

male sukcesy, wielkie radosci

Stefek praktycznie codziennie nas czyms zadziwia.


foto internet

Jeszcze kilka dni temu po wcisnieciu pileczki w dziure domagal sie ponownego jej tam umiejscowienia przez mame...obecnie doskonale sam sobie radzi i swietnie sie przy tym bawi :)

- robi 'PA PA', czasami troche flegmatycznie, czasami tylko dwoma palcami, czasami juz po fakcie. Zaznaczam jednak, ze robi jak mu sie chce, a jak mama prosi to zwykle mu sie nie chce...a co bedzie matce satysfakcje dawal. Zaczelo sie podczas urlopu, na placu zabaw, gdzie Stefkowi wyraznie wpadly w oko pewne blizniaczki - wlepial sie w jedna z nich szeroko otwartymi oczami i usmiechem od ucha do ucha...a gdy nadszedl czas pozegnania i mama posadzila kolezanke do wozka, mowie 'zobacz, dziewczynka juz idzie do domu' a moj maly bohater podnosi raczke i zaczyna nia mahac...dumna jak paw bylam.

- po skonsumowaniu paleczki kukurydzianej domaga sie kolejnej glosnym 'AMMM', jednoczesnie wskazujac palcem miejsce skad nalezy ja wziac


To takie nasze male sukcesy, ktore ogromnie ciesza bo dopiero one pokazuja jak Stefek sie rozwija.


niedziela, 23 czerwca 2013

zagadka stulecia

   Co roku zadajemy sobie z M. to samo pytanie...mimo przegrzania mozgu odpowiedzi wciaz brak. No bo po prostu nie potrafimy sobie logicznie wytlumaczyc dlaczego w sklepach, w ktorych zima nagrzane jest tak, ze temperatura siega niemal 30 stopni...latem jest ich zaledwie 15. Czy grzac lub chlodzic trzeba od razu na maxa? Zakupy zima to masakra bo trza sie rozebrac i taszczyc grube kurtki...ba i swoja i dziecka....a latem, wraz z przekroczeniem tego samego progu, z ponad 40 stopni ,w ulamku sekundy temperatura spada mi srednio o 25 stopni. Czy tym samym ekspedientkom, ktorym zima bylo tak zimno...latem jest az tak cieplo?? Gdzie tu logika....A ja, za kazdym razem poczatek sezonu 'klimatyzacyjnego' przyplacam bolem gardla....no nic do sklepu bede chodzila z szalikiem...a niech sie na mnie gapia...



środa, 19 czerwca 2013

Starych klientow sie nie zapomina :P

 Kilka dni temu, po ponad 2 miesiacach niewidzenia, przemierzajac szpitalne korytarze, "zmartwieni" stwierdzilismy, ze teraz to juz nikt nie bedzie tu o nas pamietal...nic bardziej mylnego, jak tylko wjechalismy w utinowski korytarz powitalo nas glosne i radosne "CAVALLUCCIOOO". M. stwierdzil ze zdziwieniem, ze myslelismy, ze juz nas nie beda pamietac...w odpowiedzi padlo "no jak tak....starych klientow sie nie zapomina". A ja sama nie wiem czy cieszyc sie czy martwic z tego powodu...zjednej strony milo nam, ze nas lubia...a z drugiej fakt powyzszy swiadczy jednak o naszej czestej tam obecnosci.

Dzis odwiedzilismy ich po raz kolejny...nasz niebieskooki blondasek zawsze wzbudza niemale poruszenie wsrod tylu 'czarnych lepetynek'...dzis wystapil u nich po raz pierwszy w okularach, wiec poruszenie bylo jeszcze wieksze :D

Za  kilka dni Stefko 'zawisnie' wsrod innych starych utinowskich bohaterow aby dawac nadzieje rodzicom tych nowych. Dziesiatki, jesli nie setki czy tysiace razy, wpatrywalam sie w te usmiechniete, spogladajace ze zdjec buzie...czytalam ich budujace historie,co tez umacnialo i moja nadzieje. Od dawna marzylam, aby w jakis sposob moc odwdzieczyc sie calemu personelowi oddzialu...wiec gdy dzis jeden z naszych ulubionych lekarzy poprosil nas o zdjecie do 'galerii slawy' bez wahania sie zgodzilismy :)

z medycznych wiesci:
- nerki OK, w pecherzu niestety cos siedzi, wiec dla pewnosci badanie moczu
- zeby zaoszczedzic nam kolejnej wizyty to pan doktor zaproponowal, ze zerknie i na watrobe i jest OK
- robilismy markery HIV, zoltaczki typu 'B' i 'C' (to ze wzgledu na przebyta w przeszlosci transfuzje)...wyniki za kilka dni
- w poniedzialek niestety wyszlo, ze stefankowe lewe oko zrobilo sie nieco leniwe, wiec trzeba zaczac je troche pobudzac zanim zupelnie zastrajkuje...tak wiec 1/2h dziennie zakrywamy prawe oko aby dac sie wykazac lewemu


do uslyszenia
E.

wtorek, 18 czerwca 2013

przeobrazenie

z jaszczurki




                                                                         w kotka ;)




W sumie to minal juz ponad miesiac odkad Stefek podniosl pupe i przestal ciagnac nogi po podlodze...pierwsze proby nie byly latwe bo kolana rozjezdzaly sie na sliskim parkecie, dopiero w domu u prababci, na dywanie pewnie ruszyl do przodu. Teraz to uwielbia i biega ile sil w rekach :D...a jak tylko znajdzie uchylone drzwi od lazienki to po domu rozlega sie glosny okrzyk radosci. Wszedzie go pelno, trzeba miec oczy dookola glowy zwlaszcza, ze po opanowaniu samodzielnego siadania, Stefko aktywowal faze wstawania a utrzymanie rownowagi trzeba jednak jeszcze mocno dopracowac.

niedziela, 16 czerwca 2013

zegnaj Toskanio, witaj Umbrio

Urlop, urlop...tyle czekania a tu 7 dni i juz po wszytskim!!

  Bardziej od pakowania nie lubie chyba tylko rozpakowywania...pewnie dlatego walizki wciaz leza rozwalone na srodku pokoju. W sumie to wrocilismy dopiero wczoraj poznym popoludniem, wiec nie jest zle - w koncu po urlopie nalezy sie chwila relaksu :)

Strasznie nie lubie wracac do domu z wyjazdow, przez pierwszych kilka dni chodze z lekka zagubiona.W ostatnich 4 tygodniach w domu bylismy zeledwie 5 dni, wiec tym bardziej mi dziwnie. Stefo tez sie po katach rozglada...przydaloby sie kilka dni na aklimatyzacje, a tymczasem juz jutro o 8:20 trzeba sie zameldowac w szpitalu. Twarde zderzenie z rzeczywistoscia.


  Powoli zaczynam nadrabiac blogowe zaleglosci...

piątek, 7 czerwca 2013

w wielkim skrocie

Dwudziestego drugiego maja, ok. 15:30 wyruszylismy w  podroz, po raz pierwszy jako trzyosobowa rodzinka - pierwsza podroz naszego Skrzata. Etap pierwszy Perugia - Rzym...a na lotnisku oberwanie chmury...blyskawice, pioruny i samoloty - wszystkie 3 zajmuja wysokie lokaty w rankingu moich lekow.

Roma Ciampino - w oczekiwaniu na samolot

Za kazdym razem na lotnisku maz zadaje mi pytanie 'skad w Nas - Polakach' takie zamilowanie do kolejek. No wlasnie skad, czyzby z PRL zostalo? Do odlotu ponad 2h a kolejka kilometrowa...mimo zapowiadanego ponad godzinnego opoznienia nikt sie nie rusza. Twardzi zawodnicy...M. smial sie, ze tym pierwszym z koleiki powinni dac medale za  wytrwalosc.
Lot spokojny, przespany, start wspomagany smokiem, z ktorym nasze biedne dziecko nie wiedzialo co poczac...wciskamy mu  go do buzi a tam wszystkie zeby (a ma ich az 6) zacisniete. Pol samolotu podziwialo jakie to mamy spokojne dziecko, w tym corka naszego premiera wraz z kolezankami bloggerkami (troche czasu mi zajelo zanim mnie oswiecilo skad znam twarze zagadujacych mnie osob). Musze przyznac im racje, bo Stefko byl  naprawde grzeczny w obie strony, nie liczac malego epizodu kiedy znudzio  mu sie siedzenie,  akurat podczas turbulencji.

A caly nasz pobyt w Polsce moznaby krotko podsumowac jednym zdaniem 'cos sie konczy, cos zaczyna'. Pisalam o smierci ukochanej babci, w dzien jej pogrzebu - dokladnie w momencie rozpoczecia mszy zalobnej, zostalam ciocia juz po raz trzeci. Na swiat przyszedl moj pierwszy siostrzeniec - Kostek :)

Poraz trzeci swietowalismy pierwsze urodziny ;)

koncert z dziadkiem tzn. dziadek gra Stefek tanczy





  I jak juz Stefek zupelnie sie z wszystkim i wszystkimi oswoil to trzeba bylo ruszac w droge powrotna :(
I tu na potwierdzenie, ze VIPy niekoniecznie musza latac business klasa dodam, iz przy wysiadaniu z samolotu juz w Rzymie, spotkalismy nasza najlepsza tyczkarke - Anne Rogowska, rzecz jasna w towarzystwie swoich tyczek :D

poniedziałek, 3 czerwca 2013

zdazylam

   Dlugo sie zastanawialam jaki tytul nadac tej notce...zdazylam to chyba jednak najodpowiedniejsze slowo, bo praktycznie od 2 miesiecy marzylam i modlilam sie by zdazyc...22 maja wyruszylismy w nasza pierwsza podroz w trojke...Perugia - Rzym...oberwanie chmury, zalane lotnisko i coraz wieksze moje przerazenie (od zawsze boje sie latac)...w koncu opoznieni o ponad godzine wylatujemy do Gdanska...

Czwartku, bali sie wszyscy...tego dnia mialam isc odwiedzic babcie w szpitalu. Rodzina byla przekonana, ze babunia czeka juz tylko na mnie...poszlam i ujrzalam straszne cierpienie..tego nie da sie opisac. Miala podawana morfine...tego dnia nie do konca mnie poznala. Stalam obok a caly czas o mnie pytala, plakala, chciala wstac, chciala do domu...patrzala na zdjecie Stefka i mowila 'ale On ladniutki'. Dzien pozniej trafila na sale intensywnego nadzoru...mialam nie isc tego dnia do szpitala, ale cos mi nie dawalo spokoju...jak tylko weszlam na sale ujrzalam zaplakana ciocie,  ktora wlasnie miala po mnie dzwonic..babcia w nocy powtarzala moje imie...znow ujrzalam to straszne cierpienie...zadzwonilam po moja siostre i chyba wtedy babcia, jak zobaczyla nas dwie rownoczesnie, zrozumiala, ze ja to ja...ze jestem i trzymam  ja za reke. Zmarla kilka godzin pozniej...

Marzylam, aby mogla usciskac prawnuka, ale niestety nie bylo to mozliwe...Jedyny ich blizszy kontakt to pozegnanie przy otwartej jeszcze trumnie. Wiem jak bardzomnie kochala i Stefka tez...ktos powiedzial: 'Stefku, juz nie poznasz Twojej  prababci', ale to nie prawda, bo babcia babunia jest i na zawsze pozostanie w moim sercu!! Najcudowniejsza babcia na swiecie, lepszej nie moglabym sobie wymarzyc :) Spoczywaj w pokoju...

a to byl dopiero poczatek naszego pobytu w Polsce...