sobota, 11 maja 2013

ROK TEMU...

...byl piatek, 11 maja 2012...byla piekna pogoda, slonko grzalo...byl dobry humor...na popoludnie bylismy umowieni na podgladanie Malenstwa...samopoczucie dopisywalo i rok temu o tej porze, niczego jeszcze nieswiadoma, spokojnie siedzialam na fotelu w salonie fryzjerskim...

Punktualnie  o 15:30 siedzielismy przed gabinetem...wyniki dobre, zelazo troche spadlo i choc anemii jeszcze nie ma to i tak trzeba zaczac lykac tabletki. Czas na podejrzenie Malucha...ma sie dobrze... nosek... usta... cudownie!! Tylko szyjka macicy sie troche skrocila - 3cm czyli trzeba duzo odpoczywac...a przeciez mielismy jechac na weekend do Nicei, mozemy???....ginekolog jakis niespokojny, cos te 3cm go nie przekonuja...robimy USG dopochwowe...a tam wyraznie widac, ze od srodka zostalo juz jedynie 13 mm szyjki...

Czyli jednak nie bedzie Francji...trudno, zdrowie synka najwazniejsze. Po chwili uswiadamiam sobie, ze nie tylko nie bedzie Francji...nie bedzie nawet spaceru po osiedlu...bedzie lozko i lezenie do gory brzuchem. To 28 tydzien....na szew okrezny juz raczej za pozno. Proba konsultacji telefonicznej z kolega ze szpitala - jest na urlopie. Nasza dobra znajoma robiaca specjalizacje z ginekologii, pracuje na oddziale...szybki telefon - ona rowniez na urlopie, ale radzi jechac do szpitala, bo klada na oddzial juz od 2,5 cm. Wszystko dzialo sie tak szybko...do samego konca nie rozumialam powagi sytuacji...nawet wtedy gdy wychodzilam z gabinetu z  zacisnietym w dloni skierowaniem na oddzial. Skok do domu...szybkie pakowanie i 10 min pozniej lezalam na izbie przyjec, na tym samym fotelu co kilka miesiecy wczesniej (o czym pisalam tutaj)...
Podczas wypelniania dokumentow dzwoni telefon...slysze, ze rozmawiaja o mnie...
- po skonczonej rozmowie lekarka wyjasnia, ze to byla dr P. (podobno sie znacie...?)...Maria, kochana!! Zadzwonila z drugiego konca Wloch, abym na pewno trafila na czesc oddzialu, na ktorym ona pracuje (tutejsza ginekologia ma 2 korytarze i dwoch przelozonych i mimo, ze polozne sa te same to lekarze nie koniecznie). Test fibronektyn - negatywny czyli przez najblizszych 7-10 dni na 99% nie urodze. No tak...tylko, ze pani nie wiedziala, ze ja obalam wszelkie statystyki. Moj 'numer identyfikacyjny' to od tej pory 8a...., 8b zajmuje dziewczyna z ogromnym brzuchem (z ciaza przenoszona)...Sale sa dwuosobowe, z lazienka, TV...wtedy myslalam, ze w szpitalu spedze najblizszych kilka tygodni, jesli nie miesiecy, wiec cieszylam sie nawet z glupiego telewizora.

Nie zdazylam sie jeszcze dobrze zadomowic..w sumie to ledwie zdazylam przebrac sie w pizame, a przy moim lozku juz stala polozna ze strzykawka w reku...co to takiego? - na pluca Malenstwa, pomozemy ich troche. Chwile pozniej pojawil sie i stojak z kroplowka na powstrzymanie skurczy...tyle, ze ja skurczy nie mialam, no dobra niech bedzie, ze ich po prostu nie czulam. Nazwy nie pamietam...chyba jakies tokolityki...matko, jak to powoli lecialo...nie moglam sie doczekac az w koncu skonczy kapac...a jak skonczylo to przyniesli nastepne...- tak, prosze pani, bo to bedzie przez 48h non-stop. Wtedy zaczelo do mnie dochodzic, ze to dzieje sie naprawde...ciezko  mi bylo w to uwierzyc i zaczelam sie modlic, zeby doczekac conajmniej do 32 tc...


12/05/2012

Dzien spokojny...kroplowka nadal kapie. Coraz wyrazniej zaczynam zdawac sobie sprawe, ze ja  nie doczekam do 40tyg, ani do 38...oni robia wszystko abym doczekala do 32tc. Boje sie..pojawiaja sie lzy, choc staram sie, zeby nikt tego nie widzial....Kolejna dawka kortyzonu w posladek (bolalo do cholerstwo)...polozna widzi, ze 'oczy mi sie poca' i stara sie pocieszac ' no cos Ty, bedzie dobrze...a w ogole to masz sie usmiechac to i synek spokojniejszy'.


13/05/2012

W koncu konczy sie kroplowka. W zylach plynelo mi kila tysiecy euro - ponoc 1 000 za flakon (pewna 'mila' polozna mi wypomniala :P  Przechodzimy na tabletki (co 6 godzin) i dopochwowo progesteron.


14/05/2012

Nic sie nie dzieje,   moze jednak doczekam do 32 tc.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz