wtorek, 7 maja 2013

DZWIEKI

 Sa takie dzwieki, odglosy, ktorych nie znosze...chyba kazdy takie ma. Jednym z nich jest odglos paznokci drapiacych tablice...juz na sama mysl sie wzdrygam. Drugim, wzbudzajacym we mnie podobne odczucia, jest ZGRZYTANIE ZEBAMI, ktore ostatnio funduje mi Stefek. Zaczelo sie ok. 2 tygodnie temu, wraz z przebiciem sie pierwszych gornych zabkow...za kazdym razem zamykam oczy i chce mi sie krzyczec. Nieeeee.....


  Gdyby ktos rok temu zapytal mnie o ten jeden znienawidzony dzwiek to zapewne w odpowiedzi otrzymalby - pulsoksymetr. To byl jednak dzwiek, ktory nie tyle bolal uszy co dusze....poczatkowo mnie paralizowal...te pytania platajace sie po glowie...'czemu to znow dzwoni....nie, ja nie chce...prosze!!...no i dlaczego nikt nie podchodzi....przeciez w TV na kazdy dzwiek biegnie z 5 lekarzy'...tam nikt nie biegal, wszystko dzialo sie na spokojnie...personelowi wystarczylo jedno spojrzenie aby ocenic sytuacje.    Pozniej zaczal stawac sie moja obsesja...gdy odlaczalismy go aby przewinac Malego, serce walilo mi jak mlot...'no bo co jesli akurat teraz zacznie spadac saturacja?' Juz wchodzac w tzw. strefe filtru, nasluchiwalam co tam za szyba slychac...w godzinach wizyt zaluzje zwykle byly odsloniete, wiec zerkalam czy Stefek aby na pewno jest 'grzeczny'...pamietam radosc gdy nad jego glowka wyswietlalo sie magiczne 100...pamietam tez chwile zaniepokojenia, gdy po otwarciu drzwi na oddzial zaczynal dudnic mi w uszach ten znienawidzony dzwiek i pytanie 'czy to ON dzwoni'. Z czasem bez patrzenia rozpoznawalam dzwiek stefkowego pulsoksymetru. Trudne byly rowniez chwile gdy odzywaly sie 'skrzyneczki' innych maluszkow - po tygodniu dolaczyl do nas Davide (urodzony w 25tc)...poczatkowo dzwonil dosc czesto i pamietam jak podziwialam jego mame, siedzaca obok z obiema dlonmi w inkubatorze...wpatrujaca sie z miloscia w to male cialko...wydawalo sie, ze ona w ogole tego dzwieku nie slyszy. Tez tak chcialam, ale nie potrafilam!!    

   Strefa filtr to nic innego jak dlugi oszklony korytarz, gdzie po prawej stronie byly okna na swiat zewnetrzny, a po lewej na swiat UTIN...pod oknami laweczki dla rodzin odwiedzajacych dzieciaczki....a po srodku figura patronki szpitala Matki Boskiej Milosierdzia. Korytarz byl w ksztalcie odwroconej 'elki' - ostatnia jego czesc wypelniona byla szafkami na ubrania rodzicow...polkami z odzieza ochronna....i zlew. Na scianach dziesiatki fotek bylych pacjentow i manifesty z prawami wczesniakow i ich rodzin. I te magiczne kolorowe dzrzwi, za ktrorymi zostawilismy tak wiele wspomnien...


   I jak tak cofne sie w myslach o rok....to dochodze do wniosku, ze to zgrzytanie zebami to wcale nie jest takie straszne!!

3 komentarze:

  1. Miałam podobnie, dźwięk pulsoksymetru wręcz mnie paraliżował i dudnił w uszach przez długi czas;/ Też nie dałam rady na spokojnie tego przyjmować, za każdym razem gdy zaczynało ''pikać'' patrzyłam na monitorek...

    OdpowiedzUsuń
  2. Musiałaś przejść przez wielki stres. 29 tydzień to przecież Maleństwo... jak taki szkrabek ma sobie sam radzić na świecie?
    Jak dobrze, że wszystko się szczęśliwie zakończyło. Masz zdjęcie Stefano z tamtego czasu? Musiał być taką kruszyną!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że to już tylko wspomnienia i dziś są to dobre wspomnienia, ja nie znoszę podobnie jak Ty dźwięku zgrzytających zębów, na szczęście Niusia mi ich nie funduje :)

    OdpowiedzUsuń