poniedziałek, 15 października 2018

Wakacje, czyli czerwiec - wrzesień

Wiem, wiem, całe wieki mnie tu nie było!

Hmm, od czego by tu zacząć? Najlepiej od początku, tylko gdzie jest ten początek?

Zupełnie nie mam pomysłu na ten post, tzn. do napisania miałabym wiele (sporo się u nas działo), ale nie wiem jak go zorganizować by nie wyszło poplątane z pomieszanym.

CZERWIEC

- Drugi tydzień czerwca, tradycyjnie już  spędziliśmy nad Morzem Tyreńskim. Co roku obiecujemy sobie zmienić destynację, a ostatecznie i tak lądujemy w Toskani. Mimo wielu obaw, jakie nami targały, z uwagi na podróż z niespełna sześciomięsięcznym niemowlakiem, wakacje były udane.

Jak widać na załączonych poniżej obrazkach, matka nie zdarzyła wrócić do formy na sezon bikini. Starała się (przez chwilę nawet bardzo), ale nie zdąrzyła. I nie, nie szczycę się tym, ale nie pozwoliłam aby wystający brzuch popsuł mi wakacje.  P.S. W sekrecie Wam zdradzę, że nadal jestem daleka (mąż uważa, że przesadzam) od formy idealnej!





- Koniec czerwca, przyniósł nam zakończenie przedszkola przez Stefano. Możecie mi wierzyć, lub nie, ale bardzo mną ten fakt wstrząsnął. Gdy ostatniego dnia, syn wrócił w strojnym kapeluszu, dzierżąc w dłoni dyplom, a po podłodze ciągnąc wielką torbę swoich ubiegłorocznych prac, aż mi łzy napłynęły do oczu. Panie odwaliły kawał dobrej roboty, śmiem twierdzić, że dały z siebie więcej niż ustawa przewiduje, np. starały się przygotować syna na przyjście na świat młodszego brata. Dzieci, podzielone na grupy, napisały również bajkę, której głównymi bohaterami są one same i przybysz z innej planety :)

- Zapisaliśmy synów do miejskiej biblioteki. Obu, a co?! Stefano bardzo przypadł do gust projekt przedszkolnej biblioteczki - co piątek dzieci wybierały sobie książkę, która później (w domu) czytali z rodzicami. Poza tym, już od jakiegoś czasu obserwowałam, że pierworodny lubi sobie ''poczytać'' w wolnym czasie.




LIPIEC

Tematem przewodnim siódmego miesiąca bieżącego roku były chrzciny.  Z tematem powyższym, chciałabym się jednak ''rozprawić'' innym razem, w oddzielnym wpisie. Organizacja chrzcin na emigracji to była dla mnie poniekąd droga przez mękę - zgrać wszystkich i wszystko, tak by nikogo nie urazić i na nikim nie wymuszać obecności. Wspomnę jedynie, że mimo iż mój mąż mocno forsował pomysł, by chrzciny wyprawić w Polsce, to odbyły się one w  naszej parafii w Perugii.

W związku z powyższym, było u nas tłoczno. Jedenaście osób, w tym piątka dzieci, z czego jedno niemowlę, pod jednym dachem (na 100m2, w bloku). Przylecieli dziadkowie (moi rodzice) , a w ostatniej chwili na przyjazd zdecydowała się również moja siostra z rodziną, sprawiając nam (a szczególnie swojemu chrześniakowi - Stefano) ogromną radość.


SIERPIEŃ

Odnoszę wrażenie, że sierpień przeleciał nam przez palce. Zawsze lubiłam ten miesiąc. Sierpień w naszej rodzinie jest miesiącem wyjątkowym, jakby się uprzeć to świętować moglibyśmy na okrągło, bo okazji temu sprzyjających nie brakuje. Już w naszej małej czteroosobowej rodzince są przynajmniej trzy: urodziny męża i moje, nasza rocznica ślubu. W sierpniu na świecie miał się też pojawić pierworodny, ale jak już wiecie uznał, że woli maj bzem pachnący.

Któregoś pięknego, słonecznego dnia zorientowaliśmy się, że Stefano czyta. Jak, gdzie... Tak po prostu się nauczył. Sam! Jak zaczął, tak nie może przestać. Czyta wszystko, dosłownie: reklamy, znaki drogowe, napisy i naturalnie książki (początkowo litery drukowane, na chwilę obecną czyta wszystko). A tak się obawiałam, że ze względu na opóźnienie w mowie będą z tym problemy.
Ostatnio, w mym zabieganiu i roztargnieniu, dałam synowi komórkę z poleceniem by napisał tacie wiadomość (na whatsapp), że wrócił już do domu. Po chwili zreflektowałam się, że przecież On nie potrafi pisać... Wyobraźcie sobie jak ogromne było moje zdziwienie gdy przeczytałam ''SONO TORNATAO''  (wróciłem)

Kompletowanie wyprawki szkolnej poszło nam bardzo szybko - kupiliśmy wymarzony plecak (dziadkowie podarowali piórnik), dorzuciliśmy mundurek/fartuszek i tyle. Na resztę brakło nam wytycznych ze szkoły, gdyż tutaj nawet format zeszytu zależy od ''widzimisie'' nauczycielki. A podział na klasy, i co za tym idzie i nauczycielki, wydawały się najpilniej strzeżoną w całej galaktyce tajemnicą, Wiadomo, że każdy z nas miał nadzieję znaleźć się w jednej sekcji z kolegami z przedszkola. "Czwarta tajemnica fatimska'' ujrzała światło dzienne z końcem miesiąca - 28 sierpnia,  jedna z mam puściła w grupie cynk, że w sekretariacie mają listy klas. Nasz instytut dydaktyczny, zasłaniając się ochroną danych osobowych (ufffa), list jednak nie wywiesza, ani nigdzie nie publikuje. Jako że Panie w sekretariacie upoważnione są by podać rodzicom jedynie klasę swojego dziecka, został on storpedowany setkami telefonów. Mi udało się dodzwonić dopiero za dziesiątym razem. W około pół godziny udało nam się ustalić, iż nasze prośby zostały wysłuchane i cała szóstka pierwszoklasistów z przedszkola, została przydzielona do tej samej klasy!!!

Luca sam wstaje! Dnia 20 sierpnia (2 dni przed ukończeniem ósmego miesiąca życia), przyłapałam młodszą latorośl na stojąco w łóżeczku. Aż krzyknęłam, z przerażenia. O matulu, to już?

Zrobiliśmy Stefano testy alergiczne i niestety, ale niektóre wyszły pozytywne - drzewa oliwne, cyprysy i niestety roztocza (kurz). Co nas do tego skłoniło? Mój mąż jest okropnym alergikiem i niektóre z jego zachowań zaczęłam obserwować u syna, jak na przykład poranna seria silnych kichnięć - teoretycznie sygnalizująca przeziębienie, a w praktyce to objaw uczulenia na roztocza.



No i  WRZESIEŃ

- Słuchaj, pojedziemy kiedyś do Orvieto? Ciągle słyszę zachwyty jakie to ono piękne, a mimo że jest tak blisko, nigdy nie byłam. Wstyd! - rzuciłam któregoś ranka do męża
- Czemu nie, choćby jutro.


family selfie :)



Słowo się rzekło, korzystając z ostatnich podrygów wakacji, zabraliśmy chłopaków na wycieczkę,  do Orvieto! (może kiedyś uda mi się wstawić fotorelację). Cudna, piękna mieścina, której największym zabytkiem jest ogromna katedra.


Siódmego września odbyło się, w końcu, spotkanie organizacyjne z nauczycielkami, na którym poznaliśmy dwie główne nauczycielki - wychowawczynię, która jest odpowiedzialna za większość materii humanistycznych, oraz Panią od matematyki (i angielskiego). Dowiedzieliśmy się, że stefkowa klasa liczy 19 uczniów (11 chłopaków i 8 dziewczynek) oraz kilka innych kwestii praktycznych odnośnie zeszytów, piórników itp...

Aaaaaa, Luca ''łordzi'' po całym domu. Wszędzie go pełno, wlezie w każdy kąt. Na czworaka podbiega do mebli, kanapy, nogi brata, czegokolwiek gdzie może się podeprzeć i wstaje... Chodzi, a nawet biega z podparciem. Gdy się zapomni zdarza mu się zrobić kilka samodzielnych kroków (typu dwa i bum), ale generalnie boi się jeszcze puszczać. Ratunku, czy ja jestem na to gotowa?! Poza tym interesuje go wszystko co zakazane - kable, telefony, komputer itp.

Zaraz coś zbroję!


Jak zacznę z październikiem, to nie skończę tak szybko. Posyłam więc w świat powyższe i do usłyszenia wkrótce (mam nadzieję).
Ściskam.
Ewa






piątek, 13 lipca 2018

Sześć miesięcy

Dziś nad ranem, Luca skończył sześć miesięcy, co postanowił należycie uczcić budząc się kilka minut po godzinie drugiej :)




Luca, zwany Yuki Yuki (Nie pytajcie dlaczego, bo totalnie nie pamiętam skąd się to wzięło. Najprawdopodobniej z przejęzyczenia), jest spokojnym, pogodnym chłopczykiem. Nie sprawia problemów, choć jak wszystkie dzieci, potrafi pokazać i różki ;) Z charakteru wydaje się być zupełnie inny niż starszy brat. Leżenie go nudzi, od kilku tygodni, gdy próbujemy go odłożyć do wózka/leżaczka, zapiera się łokciami, i on będzie siedzieć Panie. Kilka dni temu wkroczyliśmy na poziom jeszcze wyższy, po co siedzieć jak można stać (a najlepiej skakać)?  Kilka razy zdarzyło mu się samemu podciągnąć do pozycji siedzącej, której naturalnie nie potrafi jeszcze utrzymać i najczęściej pada twarzą do przodu, hojnie obdarowując napotkane przedmioty swoją śliną ;)

edit 25/06 - dziś siedział dłuższą chwilę bez podpórki



Drugorodny, uwielbia starszego brata, za którym nieustannie wodzi wzrokiem. Jeśli Stefano znajduje się w pobliżu, to robi wszystko by zwrócić jego uwagę i możliwie dostać się na tyle blisko by pociągnąć brata za włosy, koszulkę, ściągnąć okulary a najlepiej podrapać i liznąć. Starszy przyjmuje to wszystko z pokorą i sporą dawką cierpliwości, no chyba że akurat ma gorszy humor, wtedy pada słowa ''Luca, nie dotykaj'', ''trzymaj się od tego z daleka'', itd...



Młody, odkąd skończył miesiąc, pięknie przesypiał noce. Niestety celowo użyłam tu czasu przeszłego, gdyż miesiąc temu coś mu się pochrzaniło i zdarzają mu się pobudki. Czasami sobie trochę pociumka i dalej odpływa, ale od kilku dni budzi się ok. 3/4 i przystawiony do piersi ssie ją sobie przez dwie godziny (z przerwami). Naturalnie, ja w między czasie odpływam w objęcia Morfeusza, ale jest to dość nerwowy sen, bo ani pozycja super wygodna, a do tego stres, że niechcący syna przygniotę. Winą obarczaliśmy ząbkowanie, ale obie dolne jedynki są już od ponad tygodnia w całości nad dziąsłem, a poza tym tydzeń nad morzem naprawdę pieknie sypiał (również w dzień). Może idą kolejne zębole, może to szczepienie, a może upały? Nie wiem!

Co nam przyniesie 7 miesiąc życia? Na pewno rozszerzenie diety. Do tej pory, Luca karmiony był wyłącznie piersią, na żądanie. Za kilka dni zaczynamy przygodę z zupkami itp...Nie ukrywam, iż nieco mnie to stresuje. Ostatnie (i jedyne) moje doświadczenie w temacie, to starszy syn, ale przez minionych 5 lat wszystko się zmieniło. Gdy rozszerzalismy dietę Stefano, BLW jeszcze raczkowało, poza tym przy skrajnym wcześniaku należało  nieco inaczej podejść do tematu.
Zaczęliśmy więc, ale powoli i możliwie bezstresowo - ukończenie szóstego miesiąca życia Luca uczcił ciasteczkiem Plasmon (dla niemowlaków), dostał również zupkę - marchewka z cukinią. Jadł, szeroko otwierając buzię, aż uszy mu się trzęsły :)

zdjęcie z 08/07/2018
Niektórzy z Was, już wiedzą, iż na jednej z rutynowych kontroli (we Włoszech dzieci do pierwszego roku życia, albo i dłużej, przechodzą co miesiąc/dwa bilans u pediatry), pediatra wykryła szmery na serduszku. Od początku zapowiadała by się nie martwic, ale skontrolować z czego się biorą. Udało  nam sie dostać na USG z doplerem, do specjalisty kardiologa-neonatologa w Perugii. Szmery związane są z niedomkniętym FOPem i PDA, czyli dokładnie to samo co miał Stefano. Kontrola za 18 miesięcy - staram się być dobrej myśli, bo skoro starszemu się podomykało, to czemu młodszemu ma się nie zamknąć?!


BILANS 5,5 miesiąca (czyli z ostatniej wizyty u pediatry)

- ok. 6,5kg (waga urodzeniowa to 3020g, po fizjoloficznym spadku 2890g)
- 68cm  (długość przy urodzeniu 48cm)
- dwa ostre ząbki, dolne jedynki

Za nami już pierwsza dłuższa podróż, na wakacje w Toskanii. W drodze ''do'' Luca przespał całą trasę, niemal 3h - zasnął tuż po wyjeździe z miasta, a obudził się gdy oczom naszym ukazał się hotel. W drodze powrotnej nie było juz tak kolorowo, ale trochę z naszej winy. Tuż za Sieną (ok. 100km od domu) zatrzymaliśmy się na jedzenie i niestety przy wyciaganiu z fotelika mały się obudził. Kiedy wyruszyliśmy w dalszą trasę nie był zbyt zadowolony i ostatnie 30km wydzierał się ile sił w płucach.


EDIT 13/07/2018

Najzwyczajniej w świecie wstyd mi za to moje ślamazarne tępo pisania. Większość informacji powyżej jest już, chociażby po części, nieaktualna. Możecie mi wierzyć lub nie, ale naprawdę nie mam czasu na ślęczenie przed komputerem.

A to dzisiejsze - nowa zabawa, marszczenie noska :)

Krótki update! Luca wrócił do starych nawyków i przesypia noce. Zwykle zasypia około 22:30 (naturalnie są odchyły i w jedną i drugą stronę) i śpi do ok. 6 (to też reguła od której są wyjątki, zdarza się 5:30, ale i 7:30). Zabieram go wtedy do łóżka, przystawiam do piersi, przy której zasypia i odłożony do łóżeczka dociąga średnio do 9:00 (nasz rekord to 9:46).
Rano staramy się wyjść na spacer, póki pogoda na to pozwala - o jedenastej jest już tak gorąco, że zaszywamy się w domowych pieleszach. Po obiadku (mniej więcej w południe), kładziemy się razem, Luca popija sobie z piersi i zasypia. Śpi godzinkę lub dwie, a ja staram się wtedy poświęcić czas Stefano, wypić kawę lub odgruzować nieco mieszkanie. Sporadycznie zdarza się i krótka drzemka po południu.

Powiedzmy, że to by było na tyle. Obawiam się, że jeśli będę próbowała dokończyć ten post to nie wiadomo czy w ogóle ujrzy światło dzienne.


Do usłyszenia :)


piątek, 1 czerwca 2018

Z pamiętnika sześciolatka!

Ostatnio czytałam gdzieś, że pięciomiesięczne nieomowlę śpi około 15 godzin dziennie. Moi synowie chyba o tym nie wiedzą ;) No cóż! O tym innym razem. Dzisiejszy post chciałabym poświęcić starszemu synowi. Nie pisałam o nim od dawna, a jego szóste urodziny to idealna okazja, żeby to nadrobić.

Tak, tak, nasz kilogramowy okruszek skończył niedawno sześć lat. Czas leci jak oszalały, we wrześniu zaczynamy przygodę z podstawówką, co nie ukrywam, z lekka mnie przeraża. Kiedy to minęło?

Pierwsze koty za płoty - Pavlova z malinami.


Patrzę na tego mojego pierworodnego i wierzyć mi się nie chce, że to już sześć lat. Stefano bardzo się zmienil, wydoroślał. Jest inteligentnym chłopcem, od jakiegoś czasu bardzo interesuje się czytaniem i pisaniem - zna cały alfabet. Potrafi poprawnie napisać wszystkie litery, ale grafika pozostawia wiele do życzenia. Myślę jednak, że to raczej umysł ścisły - bez problemu wykonuje operacje matematyczne (dodawanie/odejmowanie), do 10 liczy w pamięci, do 20 wspomaga się palcami (od rąk i stóp ;) powyżej 20 używa liczydła.

W przyszłości planuje zostać złodziejem ;) 
Ci z Was, którzy są z nami od dawna, zapewne pamietają, że Stefano miał ogromne problemy z mową. Praktycznie, do czwartego roku życia nie werbalizował. Bardzo długo czekaliśmy aż się przełamie i ruszy. No i któregoś dnia ruszyło! A ostatni rok syn idzie jak błyskawica. Buzia mu się nie zamyka, wszystko musi skomentować. Przed nami/przed NIM, jeszcze dużo pracy, bo czasami naprawdę ciężko zrozumieć to co mówi. Nie wypowiada dobrze wszystkich liter (np. ''R'', ale jest i kilka innych), a do tego mówi zdecydowanie za szybko. Od lutego Stefi uczęszcza, dwa razy w tygodniu, na prywatne zajęcia logopedyczne. Chodzi tam świadomy swojego problemu i odwala kawał dobrej roboty. Terapia prowadzona jest metodą Prompta i zapewniam, że efekty są widoczne.
Niektórzy mogą się zastanawiać, skąd decyzja o prywatnej logopedii skoro Stefano jako skrajny wcześniak jest pod opieką ''centrum rehabilitacyjnego'', które mu takową zapewniało. Nie będą się wdawać w szczegóły, ale centrum niejako się na nas wypięło - w sensie logopedię zawieszono bezterminowo i zastapiono innymi zajęciami, które zapewne synowi nie szkodzą, ale i nie wnoszą nic nowego. Po prawie roku ''obiecanek cacanek'', stwierdziliśmy, iż mamy dość ''gry w kotka i myszkę'' i działamy prywatnie. Mój mąż odbył dość niemiłą rozmowę z neuropsychiatrą i suma sumarum, od czerwca może przywrócą mu zajęcia.

Co jeszcze? Pierworodny jest jakby bardziej rozgarnięty. Doskonale wie, jaka jest aktualna data. Sam zajmuje się swoimi obowiązkami i przypomina nam na przykład, że dzisiaj musi oddać książkę do szkolnej biblioteki. Trzeba być naprawdę ostrożnym, gdy coś mu się obiecuje, ponieważ prędzej czy później się upomni ;) Ostatnio, wypisując zaproszenia na jego urodziny, poprosiłam go o pomoc, gdyż nie pamiętałam imion dzieci z przedszkola. Wymienił 22 z 23 (niektóre z nazwiskami) i tak go męczyło to jedno brakujące, że dwa dni później przybiegł do mnie wołając: "mamo, zapomnieliśmy o Asia'' :) 

Nasz mały tegoroczny sukces to fakt, że Stefano je obiad w przedszkolu. I nie, to już nie jest chleb z oliwą z oliwek, a makaron (bez sosu) i ser. Co więcej, nakazuje sobie nakładać naprawdę pokaźne porcje. 

We wrześniu ubiegłego roku nastąpiła jeszcze jedna ważna zmiana w naszym życiu. Stefano, dwa / trzy razy w tygodniu wraca z przedszkola busem. Na początku trochę się tego obawiałam, zupełnie niepotrzebnie. Na pokładzie znajduje się kierowca i Pani, kontrolujaca aby dzieci wysiadały na właściwym "przystanku". W rzeczywistości przedszkolaki są dostarczane do rąk własnych, ponieważ bus zatrzymuje się w uprzednio ustalonym z rodzicami miejscu. Nie sądzę, żebym musiała Was przekonywać, jak bardzo ułatwiło mi to życie gdy byłam w ciąży, a mój mąż pracował do późna. Wystarczy zjechać windą na parter i okrążyć blok. 



Zdjęcie robione z okna.
Ostatnio w przedszkolu odbywają się tzw. lekcje otwarte, które mają na celu przedstawienie tego, czego dzieci nauczyły się w danej materi, w trakcie roku szkolnego. Na lekcje angielskiego, mając na uwadze ubiegłoroczne zachowanie syna, szłam bez większych oczekiwań. Byłam zaskoczona, że Stefi nie tylko wykonywał wszystkie zadania grupowe, ale także zgłoszał się na ochotnika do wszystkich gier fakultatywnych. Byłam w szoku! 

Ostatnio Stefi rwie się do wszystkiego. Tu bieg w workach na festynie św. Marka.




W sobotę, 19 maja, świętowaliśmy urodziny Stefano. Miał to być mały kinderbal, po cichu martwiłam się, by było choć tylu gości, co w zeszłym roku, bo z frekwencją, na tego typu imprezach, bywa różnie. Goście nas jednak pozytywnie zaskoczyli, swoją obecność potwierdziło 17 na 23 dzieci z przedszkola. Niektórzy przyszli z rodzeństwem i ostetecznie była impreza na ponad 50 osób, z czego 25 dzieci. Maluchy były tak zajęte zabawą, że nie myślały o jedzeniu, nie poszła nawet paczka chipsów, gdzie zwykle nie nadąża się z ich dokładaniem. Stefano był w siódnym niebie, a i my byliśmy przeszczęśliwi tak wysoką frekwencją. Całe szczęście wybraliśmy (syn wybrał) salę, gdzie cena wyjściowa jest, co prawda wyższa, niezależna od ilości uczestników.  Było super, a w momencie gdy dzieciaki same z siebie zaczęły skandować głośno - STEFANO, STEFANO....., aż się nieco wzruszyłam! 

foto - allmusichall perugia 

Od kilku miesięcy na tapecie jest Blaze, którego Stefano zażyczył sobie na torcie. Nie wiem skąd to nagłe zamiłowanie, wszak Blaze leci we Włoszech już od dobrych klku lat i owszem syn oglądał wspomnianą bajkę, ale wydawało się, że nie należy ona do jego ulubieńców. Zabawek z wizerunkiem głównego bohatera nie ma żadnych, tutaj prym wciąć wiodą LEGO, które mam wrażenie niedługo wyskoczą mi i z lodówki ;) Duńskich klocków, w rożnorodnej postaci, mamy już całkiem sporo,. Stefano, bez wiekszych problemów składa te przeznaczone dla dziewieciolatków. Ostatnio do kolekcji dołączyły pierwsze zestawy LEGO Technic.
Wracając do myśli przewodniej, jedyna rzeczą z megatrucks, którą kupujemy jest miesięcznik Blaze. Kilka miesięcy temu, Ste postanowił wysłać do redakcji swój rysunek i sami zobaczcie...

Cóz, talent plastyczny ma po mamusi :)
W przedszkolu odbyły się darmowe (dzięki mamie policjantce) zajęcia ''edukacji drogowej''. Czyż nie są oni słodcy?!


wtorek, 20 marca 2018

Moje chłopaki!

Dziękuję Wam wszystkim serdecznie za komentarze pod ostatnim postem. Dziękuje również za wiadomości prywatne, dopytujecie co u nas? Zbieram się i zbieram do napisania kilku słów, ale jak widać, marnie mi to wychodzi. Życie - moje chłopaki, pochłonęło mnie całkowicie. 

Podobni? Zdania sa podzielone ;)

Za dwa dnia Luca skończy 3 miesiące (kiedy to minęło?). Jest cudownym, radosnym maluchem. Bardzo dużo się uśmiecha, sporo ''guga'', ale czasami lubi pokazać kto tu rządzi. Stefano, z kolei, jest wspaniałym starszym bratem - niby twierdził, że rodzeństwo mu do szczęścia nie potrzebne, ale nie dałby brata skrzywdzić. 

Luca, 2 miesiące.

Dziś to by było na tyle. Postaram się wkrótce napisać wiecej. Uciekam.
Do usłyszenia.

sobota, 30 grudnia 2017

Oto i On!

Poznajcie. Luca - 3020g i 48cm, urodził sie 22/12/2017 o nieludzkiej godzinie 2:42 nad ranem :)



Tak jak napisałam w poprzednim poście, syn nasz uparcie siedział w brzuchu i poza jednym fałyszwym alarmem, nic nie wskazywało na to, że zamierza opuścić swoją miejscówkę. Ostatecznie przekonał go do tego Propess.

Do usłyszenia

czwartek, 21 grudnia 2017

Update

Wciaz jestem w dwukapaku!
We wtorek wieczorem, z silnymi skurczami, trafilam na oddzial. W nocy bole przeszly!
Dzis - 40+3 - ordynator zarzadzil zaczac indukcje. Cosik jakby ruszylo, ale przed nami jeszcze daleka droga!
Wyczerpana jestem i fizycznie i psychicznie!
Do uslyszenia

P.S. We wtorek przypadkowo odkrylismy, iz Stefano oglosil w przedszkolu, ze jego brat nazywa sie Luca ;)

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Serce czy rozum?

Ostatnio napomknęłam, że nasz drugi syn wciąż pozostaje bezimienny. Mąż żartuje sobie, że nie chcemy dziecku z góry narzucać imienia i wybierze je sobie sam, jak troszkę podrośnie ;) A prawda jest taka, że w temacie powyższym jesteśmy beznadziejni. O ile  imionami żeńskimi, które podobają nam się obojgu w równym stopniu, moglibyśmy cały zeszczyt zapisać, o tyle chłopięca stronnica propozycji jest niezwykle mizerna, by nie powiedzieć pusta.

Déjà vu. Identyczne katusze przeżywaliśmy 5 lat temu! Stefano, był swego rodzaju kompromisem. Ani u mnie, ani u męża nie było to imię marzeń, ale gdzieś tam się przewijało. Teraz nie wyobrażam sobie by pierworodny mógłby nazywać się inaczej.

Naturalnie ''pomocników'' do wyboru imienia mamy wielu. Każdy z nich, wielce przekonany o wspaniaołośći swojej propozycji, nie omieszka nas uświadomić o beznadziejności naszej. O ile początkowo było całkiem zabawnie, z czasem zaczęło mnie to naprawdę denerwować i tylko przez grzeczność (i szacunek) jeszcze nikomu nie wygarnęłam co myślę o ich zachowaniu, kpinach i podśmiewaniu. Chwilami, gdy odzywa się we mnie instynkt obronny, mam niepohamowaną chęć nadać synowi imię na przekór wszystkim. Oczywistym jest natomiast, że Nam pomysły osób trzecich nie mogą się nie podobać!


A teraz, tadam!

Propozycje taty - Dario, Sandro
Propozycje mamy - Filippo

Co do Dario, byłabym w stanie ustąpić, gdyby nie jego polski opowiednik, który (bez urazy, wszak o gustach się nie dyskutuje) wzbudza u mnie dreszcze. Nawet gdbym wszystkim w Polsce nakazała cyrograf podpisać, to prędzej czy później (zgaduje, że prędzej) i tak syn nasz stałby się Dareczkiem czy Darusiem. Nie! Nie wchodzę w to!

Co do Filippo, nie ustąpi mój mąż, gdyż jest ono ''za wolne'' ;) W sumie to i ja sama nie byłam przekonana. Imię samo w sobie mi się podoba (również polski Filip), ale musicie wiedzieć, że niemal każdy Filip we Włoszech staje się Pippo, a tego bym nie zniosła.

M. ma jednakże jeszcze jedną propozycję, którą delikatnie forsował już przy Stefano. Celowo zostawiłam ją na konieć, bo to ona wzbudza największe kontrowersje wśród osób postronnych - LEONE. Początkowo byłam bardzo na nie, z czasem zaczęłam się z tym imieniem oswajać, ale... Bo zawsze jest jakieś ''ale''... ostatnie  miesiące przyniosły, we włoskim showbusinessie, multum dzieci noszących lwie imię. Fakt bycia posądzonym o kopiowanie celebrytów chyba blokuje nas najbardziej. Z jednej strony M. ma to gdzieś, z drugiej wyraźnie go to męczy.

Słowo ''LEONE'', na język polski tłumaczone jest jako lew. Odkryłam jednak , iż w stosunku do imienia trafniejszy bylby przekład LEON. I ten Leon chwycił mnie za serce :) Problem w tym, że we Włoszech imię powyższe wypowiadane jest z francuzkim akcentem i tu znów obawa, czy to aby nie jest już zbyt dziwne?!

Gdzieś tam, na drugiej, trzeciej czy czwartej pozycji, krąży LUCA.  Proste, krótkie i jedyne apceptowane przez starszego brata. Jesteśmy bardzo blisko od postawienia przysłowiowej kropki nad ''i'', ale jak to ujął mój mąż pozostałe dwa imiona nie dają mu spokoju.

Podczas burzy mózgów padło również LEONARDO, ale przy dziesięcioliterowym nazwisku, zależy nam na czymś krótkim. Niby jest LEO, ale tutaj tak jakby czegoś nam brakuje ;) Sami powiedzcie, jesteśmy przypadkiem beznadziejnym!!!


DRZEWO GENEALOGICZNE

Jak już wcześniej wpsomniałam, o gustach się nie dyskutuje. Jasne, że nie wszystkie imiona  wybierane przez rodzinę i znajomych dla swoich pociech mi się podobają, ale też nigdy z premedytacją czy wręcz satysfakcją nie odważyłabym się im powiedzieć w twarz - Chyba rzeście oszaleli? lub Biedne dziecko! itp...

Nawet sobie nie wyobrażacie ile się nawzdycha i naprycha moja teściowa na propozycje swojego syna, Małżonek mój twierdzi, że jeśli zdecydujemy się na Leone, to babcia będzie się wstydziła przyznać jak wnuk ma na imię ;)

Takie teraz mamy czasy, że wchodzenie z buciorami w życie innych i komentowanie ich wyborów jest na porządku dziennym. Kilka miesięcy temu jednak, wpadło mi ręcę drzewo genealogiczne włoskiej rodziny. Kochani moi, tam to dopiero są perełki. Tym bardziej dziwi mnie łatwość, z jaką niektórzy pozwalają sobie nas oceniać. Poniżej kilka przykładów, tych ciekawszych, które również we Włoszech są ekstremalne. Gotowi?

Dziadkowe męża, ze strony ojca to Ezio i Ulderica. Imiona rzadko spotykane, ale nie szokujące. No, ale idźmy dalej i proszę pańśtwa jest i Leone :)

Imiona męskie: Telesforo, Ponziano, Ermenegildo, Ettore, Elpilio, Ovidio...

Imiona żeńskie: Ersilia, Gea, Casilde, Clotilde...

A Wy czym kierowaliście się wybierając imiona dla Waszych pociech? Sercem czy rozumem, a może mix jedneo i drugiego? Rodzinną tradycją czy jeszcze czymś innym?

p.s. Czterdziesty tydzień w toku, a tu cisza!!!